W DUECIE PO ŚWIECIE

W Duecie po Świecie

Dzień dobry! Nazywamy się Karolina i Kamil i witamy Cię na blogu W Duecie po Świecie. Znajdziesz tu ślady podróżowania rowerem, wędrowania z plecakiem, spania w namiocie albo samochodzie oraz gotowania na wodzie z górskiego potoku.

Jeździmy blisko lub daleko, ale nigdy nie wydajemy wielkich pieniędzy. Nie sypiamy w hotelach i nie lubimy tłoku przy najpopularniejszych atrakcjach turystycznych. W zamian za to wolimy przywitać się z mieszkańcem pobliskiej wioski, kupić miejscowe bułki i obserwować zakamarek łąki, pola bądź lasu, w którym akurat przychodzi nam obozować.

Dlaczego?

Bo odnajdujemy radość życia w najmniejszych rzeczach, szukamy naturalnie pięknych miejsc na świecie i jesteśmy przekonani, że marzenia są po to, żeby je spełniać, a większość ograniczeń mieszka jedynie w naszych głowach.

I takie przekonania odnajdziesz na tej stronie.

Zatem rowerem na 3.398 m n.p.m? Z Polski do Hiszpanii? Rowerem nad Bałtyk, a może jeszcze w góry? A może dookoła? Spanie pod milionem gwiazd? Z widokiem na ocean? Łażenie po wulkanie? Dlaczego nie? 🙂

Sądzimy, że trudno jest opisywać człowieka, definiować go i układać okrągłe zdania trafiające w sedno skomplikowanej ludzkiej natury (a co dopiero dwóch!) 🙂 Dlatego najlepiej opowiedzą o nas nasze przeżycia, przemyślenia i to, co robimy.

Poniżej uporządkowaliśmy kilka myśli uchwyconych w różnych miejscach na świecie. Dalej znajduje się również lista naszych publikacji oraz informacje kontaktowe. Bardzo nam miło, że chcesz nas poznać! Chętnie poznamy i Ciebie, jeśli tylko zechcesz się przywitać, np. poprzez komentarz.

O radości życia w podróżnym bagażu

Hiszpania, 19.10.2016, 142. dzień wyprawy po Europie

„Nigdy nie wiemy co jest lepsze: siedzenie w namiocie, czy siedzenie na rowerowym siodełku. Z obu tych miejsc rozlega się niesamowita perspektywa życia, której nie da się dosięgnąć z bezpiecznego domu.

Zależność od pogody, ukształtowania terenu, spotkanych ludzi, źródła wody, długości dnia i pojemności sakw oddaje nam to, co zostaje zabrane przez luksus życia wśród przedmiotów, w komfortowym mieszkaniu. Pełnia życia, bo o niej mowa, pojawia się na podjeździe, w niepewności, w mowie do obcego człowieka, zmęczeniu, w lodowatym jeziorze, we wschodzie słońca tysiące kilometrów od domu, w owsiance zrobionej na kolanie.”

O prostocie szczęścia

Czechy, 07.2015, 1-2. dzień wyprawy przez czeskie Sudety

„Późnym wieczorem na łące rozbiliśmy namiot. Znaleźliśmy się w otoczeniu pierwszych wzgórz, które pięknie wypełniały krajobraz. Obok za krzakami zawijała się rzeka Opava, w której umyliśmy się po zmroku. Zjedliśmy kaszę jaglaną na kolację i już nie chcieliśmy być nigdzie indziej na świecie. Dosięgła nas ukochana prostota bycia tu i teraz. Bo co może być prostszego niż urlop na rowerze? Spanie w namiocie, gotowanie na kuchence turystycznej? Smarowanie bułki na kolanie? Chodzenie na boso po trawie, zrywanie czereśni z drzewa? Mycie się w zimnym potoku?

[…] Wreszcie dotarliśmy do pierwszego stromego podjazdu. Wspięliśmy się znad pól do poziomu lasu. Przełożenia 1-1 i nogi niemal błyskawicznie przypomniały sobie górską jazdę. Z szerokim uśmiechem pokonaliśmy 3,5 kilometra zakrętów i wjechaliśmy na pierwszą przełęcz w czeskich Sudetach (przełęcz pod Biskupią Kopą). Po raz kolejny dosięgło nas piękno prostoty – nie mylić z łatwizną.”

O nauce bycia w drodze

Rumunia, 06. 07.2016, 37. dzień wyprawy po Europie

„Wielkie oczekiwania nie służą podróży. Wielkie oczekiwania to nie jest otwartość wobec bycia w drodze. Zrozumieliśmy to umniejszając Karpaty. A one jak cierpliwy i mądry nauczyciel pokazały nam pokorę wobec drogi. Transfogaraska odzwierciedlała nasze nastawienie. Mogliśmy pojechać na przełęcz w deszczu i we mgle, w zobojętnieniu. Otrzymalibyśmy niewiele, poza pustym sukcesem zdobycia wysokości.

Tymczasem jechaliśmy w zachwycie i prawdziwym, niezapośredniczonym podekscytowaniu. Stoki gór kształtowały przed nami dolinę w zielony, u-kształtny lej, a my wraz z wijącą się Transfogaraską zdawaliśmy się kołysać między kolejnymi wypiętrzeniami terenu. Zupełnie nie wiedząc, czy patrzeć na ogłuszający ogrom przestrzeni, czy też w zafascynowaniu studiować odsłaniające się po kolei estakady, na których poprowadzona jest droga. Odzyskaliśmy pasję, ale tak niewiele brakowało, żeby stać się biedniejszym.”

O wolności

Islandia, czerwiec 2017, 3. miesiąc bez rowerów, bez biwaków

„Dlaczego tak lubię smarować bułkę na kolanie? Gotować pomidorówkę na turystycznej kuchence, podczas gdy nie przepadam za robieniem tego w domowej, dobrze wyposażonej kuchni? Czemu jest mi dziesięć razy przyjemniej umyć się w kucki w zimnym jeziorze niż wziąć wygodny prysznic w ciepłej łazience?

BO TO JEST WOLNOŚĆ, CHOĆ NIE MA W NIEJ WYBORU. Wolność od rutyny, przyzwyczajeń, norm i łatwizny, choć nie ma tam wyboru, bo są w niej bardzo ograniczone możliwości.

Zawsze będąc w drodze przekonujemy się, że wolność nie polega na przedmiotowym dobrobycie, a na minimalizmie. Człowiek, który posiada mniej udogodnień ma większą świadomość bieżącego dnia, otoczenia i siebie. To nieco paradoksalne spostrzeżenie, że zwiększona zależność od okoliczności zewnętrznych daje nam poczucie wolności.

Ale o ile swobodniej czuje się człowiek nie mając wokół siebie setek przedmiotów, o które musi dbać? Korzystając z uproszczonych rozwiązań, jakie umożliwia wyprawowa rzeczywistość? Wykonując najprostsze i najważniejsze życiowe czynności jako priorytetowe? Pozbywając się fałszywych potrzeb oraz natłoku udziwnień? Uświadamiając sobie dlaczego coś jest potrzebne, a dlaczego coś innego nie jest?”

O uwielbieniu dla przyrody

Słowacja, 16.06.2016, 17. dzień podróży po Europie

„Jechaliśmy w ciszy, nieśmiało chyląc kaski przed Wysokimi Tatrami. Nic nie mówiliśmy, bo nie było sensu używać słów. A mimo to w milczącej przestrzeni toczył się dialog. Co chwilę zatrzymywaliśmy się wpatrzeni w te siwe chmury, które spowijały niedostępne nam szczyty. Bo ponad dwutysięczny masyw obezwładniał. Na wpół zasłonięte, granatowe stoki fascynowały. Zdałam sobie sprawę, że jeśli to była fascynacja, to nigdy wcześniej jej nie znałam. Przynajmniej nie tak intensywnej. Zgłupieliśmy, próbując ogarnąć te myśli i wrażenia, które wzbudzał w nas ogromny łańcuch. Ale każda odpowiedź na nie kończyła się bezdźwięcznym otwarciem gęby.”

Szwajcaria, 31.08. 2016, 93. dzień podróży po Europie

„To był masyw Mont Blanc. Poranne światło delikatnie malowało cienie na ośnieżonych czubkach, a dostojność i monumentalność wprawiła nas w osłupienie. To był niesamowity moment, taki kiedy gapisz się, a z oczu kapią ci łzy, mimo, że nie lubisz się wzruszać. Ale one same spadają na koszulkę, nawet nie zauważyłeś, w którym momencie się pojawiły. Czujesz się nawet nieco zakłopotany, bo nie dość, że ryczysz, to jeszcze właściwie stoisz na poboczu, niemal w rowie, a obok przejeżdżają głośne samochody.

To był moment przepięknego spełnienia, gdy po wielu dniach i nocach o własnych siłach docierasz bardzo daleko, a ten doskonały świat, ten złożony z przyrody, pokazuje ci czyste piękno. Muzyka, taniec, rzeźba, drugi człowiek potrafią je w tobie rozbudzić, ale to zazwyczaj emocja. Natomiast w tym nie było emocji, nie było żadnej myśli. Widząc je nie myślisz o niczym. Po prostu najgłębszym wymiarem swojego bycia odbierasz to, co jest przed tobą. Ono nie zna emocji, nie mieszka w myślach, ani wspomnieniach. Odbija się w tobie. O pięknie nie trzeba myśleć. Piękno trzeba po prostu podziwiać.”

Artykuły i relacje

→ Firma Crosso (producent sakw Crosso) na swojej stronie publikuje nasze relacje z podróży rowerowych:

→ Od stycznia 2015 roku współpracujemy z Magazynem Turystyki Rowerowej Rowertour. Poniżej udostępniamy spis naszych artykułów, które pojawiły się w magazynie:

Kontakt z nami

Jeżeli masz pytania albo chcesz coś zaproponować, ZAPRASZAMY DO KONTAKTU 🙂

2 uwagi do wpisu “W DUECIE PO ŚWIECIE

  1. Tak pięknie wyrażacie swoje przeżycia, emocje, że niektóre cytaty z Waszych przemyśleń siedzą w mojej głowie całymi dniami. Ubieracie swoje myśli w piękne słowa- pewnie jest to zasługą wolności, która jest w Was, której wyjechaliście naprzeciw, na Waszych rowerach… Wiem coś o tym bo sam trochę jeżdżę- niestety „wokół komina”, jednak już poznałem na tyle jej uzależniający smak, że coraz bardzie zaczynam zdawać sobie sprawę jak niewiele potrzeba do sczęścia i jakim ciężarem jest codzienność z jej „stanem posiadania” i jak niepostrzeżenie staliśmy się niewolnikami by jej służyć i gonić własny ogon -w tle słuchać tykanina zegara i zdać sobie sprawę z własnego życia- może dopiero jak ów zegar wybije dwunastą…
    Pozdrawiam. andiwo

    Polubione przez 1 osoba

    • Witaj andiwo, miło Cię poznać. Szczęście jest blisko, radość jest w nas 🙂 Wspaniale, że odnajdujesz je w pobliżu, za zakrętem swojej okolicy. Oby więcej takich chwil, miejsc, rowerowych wypraw i wycieczek. To prawda, zegar nigdy się nie zatrzymuje, a o jakość swojego życia musimy dbać sami. Najlepiej od teraz, a nie tylko w nieokreślonej przyszłości, na którą ciągle zbieramy i odkładamy wszelkie plany. Dziękujemy, że podzieliłeś się z nami swoimi odczuciami, nawet nie wiesz jak miło czytało się Twoje słowa 🙂 Samego dobrego!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s