Rowerem przez Sudety w Czechach

Rowerem przez Sudety w Czechach przejeżdżamy w lecie podczas standardowego polskiego urlopu. Jest to kilkusetkilometrowa podróż przez góry, ze wschodu z Gór Opawskich na zachód w Izery. Eskapada przez opisywane terytorium wymaga przejechania 500 kilometrów, a cały sudecki transfer zajmuje nam 10 dni. Zaś głównym celem tego wyjazdu jest zmęczyć się w górach oraz poznać Sudety zza drugiej strony granicy.

Rowerem przez Sudety w Czechach to podróż przez zróżnicowany teren. Pasma górskie są tu gęsto rozmieszczone i zajmują niewielkie obszary. Cały łańcuch rozciąga się w linii prostej mniej więcej na długości 260 kilometrów, zaś przejazd wzdłuż może wymagać przemierzenia co najmniej 2 razy tyle, czyli około 500 kilometrów (jedna z krótszych opcji). Geologicznie góry te tworzy aż kilkanaście pasm, co oznacza, że w przybliżeniu co 20-30 kilometrów można tu wjeżdżać w kolejne pasmo i że w ciągu 10 dni możliwe jest odwiedzenie wielu z nich.

My przemierzamy Góry Opawskie (przełęcz Petrovy boudy 706 m n.p.m.), Wysoki Jesionik (przełęcz Ramzovské sedlo 759 m n.p.m.), Góry Orlickie (podjazd pod ośrodek narciarski Luisino údolí 880 m n.p.m.), Góry Stołowe (podjazd na drodze Adršpach – Chvaleč 680 m n.p.m.), Karkonosze (podjazd do Hofmanova bouda 790 m n.p.m. oraz podjazd pod Hotel Rezek w Vitkovicach 880 m n.p.m.) oraz Góry Izerskie (podjazd do wsi Horní Polubný 780 m n.p.m. oraz w okolice chaty górskiej Smědava 889 m n.p.m.) zahaczając po drodze o regiony kilku przedgórz. Oprócz podjazdów pedałujemy też przez miasto Opawa oraz mnóstwo innych, mniejszych miejscowości z ładnymi starówkami (m.in. Hronov, Kraliki, Frydlant). Poznajemy czeskie kempingi, a przez 2 pierwsze noce śpimy na dziko. Próbujemy czeskiej Kofoli, piw oraz knedli, a przede wszystkim zapamiętujemy co to jest italska zmrzlina i smakujemy wszystkich czereśni napotkanych przy drodze 🙂 Ahoj przygodo!

KOLEJĄ NA POŁUDNIE, Z RACIBORZA DO GRANICY

A więc myślisz: Czechy. I wchodzisz na stronę PKP, żeby kupić bilety do Raciborza. My tak robimy. Myślimy wiosną, latem jesteśmy w pociągu, w drodze na południe Polski. Zaczęło się od ulewy w drodze na dworzec, a więc również od mokrych gaci, wody w butach, wody w nosie, z nosa i na głowie. Na dokładkę dworcowa winda kaput, zatem witajcie strome schody z rowerami po 20 kilo każdy.

Od tamtego momentu jest już tylko „lepiej”, bo drzwi od toalety Lubuskich Linii Kolejowych zepsute, a podczas przesiadki we Wrocławiu w jednym z rowerów spada łańcuch, co uniemożliwia jakikolwiek manewr w tył 😀 Relacja Wrocław – Racibórz w składzie Kolei Dolnośląskiej mija zatem na śrubokrętowych kombinacjach odkleszczających żelastwo. Po którejś udanej próbie zdawać by się mogło, że nasze dzisiejsze podróżnicze przygody wychodzą na prostą, ale wyglądamy za okno, a tam pojawia się Nędza 😀

Zakupy w Raciborzu i już jesteśmy na spokojnej w sobotnie popołudnie drodze krajowej 45 i dalej na wojewódzkiej 917 do polsko-czeskiej granicy. Tuż za polskim orłem w koronie mijamy stary budynek graniczny oraz czeskie przydrożne czereśnie i jeśli ich smak ma zwiastować charakter kolejnych dni podróży – to jest to zwiastun bardzo przyjemny.

Jednocześnie na horyzoncie na niebiesko rysują się sudeckie szczyty. Wyraźne i mniej wyraźne pasma gór oddzielają się od brzoskwiniowego nieba, kiedy nad Raciborzem i krajem morawsko-śląskim zachodzi słońce. Swój pierwszy czeski nocleg znajdujemy na ładnej zielonej polance nad cienką strużką rzeki Opawa. Wieczór pachnie tu wodą z rzeki oraz domowej roboty kaszą jaglaną ze szpinakiem, kiedy za plecami znika ostatnia smuga dziennego światła. W tle dzwonią pociągi i w tej przyjemnej czeskiej atmosferze mówimy sobie: Dobrou noc!

A na Dobrý den! w porannym słońcu łazimy na bosaka po trawie i urządzamy syte outdoorowe śniadanie. Groszek z puszki, pomidory, twaróg, pieczywo, herbata i co my tam jeszcze mamy lądują na polanie, kiedy w tle dryndają kolejne pociągi na trasie Ostrawa-Opawa. Potem zaś trzepot ręczników, trzepot namiotowego tropiku i polną dróżką wracamy do asfaltu, bo ten rozwija się w ciąg dalszy czeskiej przygody.

MIASTO OPAWA

Krajówką po awaryjnym pasie docieramy do Opawy. Miasto intryguje zabudową, bo w jednym szeregu budowli stoi XIX-wieczna kamienica ze zdobieniami oraz kanciasty, komunistyczny blok. Wbrew pozorom taki kontrast nie jest jednak odpychający, bo Opawa jest miastem bardzo zadbanym, a zagospodarowanie jego przestrzeni sprawia wrażenie przemyślanego. Czystość, zieleń, latarnie i ławki umilają atmosferę tego miejsca. Jego urok tkwi w kolorowych kamienicach, trolejbusach oraz zdobionych elewacjach budynków.

Przy wjeździe do zabytkowego centrum mijamy park z bogato zdobioną fasadą budynku. Są na niej rzeźby, a całość wieńczy kopuła i figura bogini Nike. Jest to jeden z sześciu i zarazem główny oddział ekspozycyjny Muzeum Ziemi Śląskiej (Slezské zemské muzeum), które już od XIX wieku skupia całościową wiedzę na temat tego terytorium. Znaleźć w nim zatem można wystawy na temat historii, kultury oraz przyrody Czeskiego Śląska.

Docieramy też do zielonego skweru przy dawnym kolegium jezuickim i barokowym kościele pw. Św. Wojciecha, a stamtąd kolejno przez Dolny do Górnego Rynku. Znajduje się tam gotycka tzw. konkatedra pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny zbudowana w XIV wieku z pociemniałej już dziś czerwonej cegły. W sąsiedztwie stoi jeszcze neorenesansowy Teatr Śląski (Slezské divadlo) wystawiający oprócz rodzimych twórców także światowego Pucciniego, Bizeta czy Gogola. Po przeciwległej stronie Górnego Rynku mieści się natomiast ratusz miejski z tzw. wieżą Hláska pochodzącą z epoki renesansu.

Najbardziej zaś urzeka nas fakt, że niezbyt duże miasto (pod względem liczby ludności porównywalne z polskimi powiatówkami) łączy w sobie tak wiele różnych epok a w jego obrębie funkcjonuje kilka poważnych instytucji istotnych ze względu na rozwój kultury (opisywane muzeum Śląska, teatr oraz Uniwersytet Śląski z uznawanym na świecie Instytutem Fotografii Kreatywnej).

PRZEDGÓRZE GÓR OPAWSKICH

Dalej na trasie pojawia się tzw. cyklotrasa, czyli rowerowy szlak, który akurat prowadzi po gładkim asfalcie między polami żółtego zboża. To cyklościeżka nr 55 będąca częścią tzw. Śląskiej Magistrali (Ostrawa-Jesionik) i pedałujemy po niej do miejscowości Město Albrechtice za Karniowem (Krnov). Na horyzoncie prawie cały czas towarzyszą nam góry w paśmie Niskiego Jesionika, a na kolejnej cyklościeżce pod kołami wyrasta pierwszy podjazd – ok. 1.5 kilometra na wzgórze (parking pod szczytem Hranicni Vrch 536 m n.p.m.).

Niestety na zjeździe szybko okazuje się, że druga z obranych tego dnia cyklościeżek ma zupełnie inny standard nawierzchni – przez kolejnych 6 kilometrów jedziemy tu po gruncie i kamieniach 🙂 To niekoniecznie sprzyja przednim sakwom, ponieważ jedna z nich spada z bagażnika i turla się po drodze. Tyłki zresztą też dają się we znaki, a kres mordęgi następuje w miejscowości Slezské Rudoltice, gdzie wyjeżdżamy „na prostą”.

Zbliża się również wieczór, więc tryb poszukiwania miejsca pod namiot aktywny. Zgodnie z tą strategią w wiosce Bohušov zjeżdżamy w polną drogę i w okolicy Osoblaha postanawiamy rozbić namiot. Miejsce bowiem jest spokojne i z dostępem do czystej strugi rzeki Osobłoga.

GÓRY OPAWSKIE

Rankiem czekamy aż przestanie padać, więc śniadanie jemy w namiocie. Pachnie ścierniskiem, ziołową herbatą i ziołowym twarogiem, a potem nad rzeką spotykamy się wzrokiem z sarną. Tym samym łapiemy ten wspaniały moment zaglądania dzikiej przyrodzie w serce.

Na drodze za Bohuszowem wjeżdżamy na drogę wśród owocówek. Malowniczy odcinek wije się między polami, a my mamy pierwsze widoki na Góry Opawskie. Przyjemne interwały góra-dół co chwilę zmieniają perspektywę patrzenia, a żeby wydłużyć sobie tę krajobrazową przyjemność, zatrzymujemy się przy wjeździe na pole i włazimy na wielki balot siana. Stąd wyraźnie widzimy, jak otoczenie zupełnie się zmieniło. Dotąd lekko pagórkowaty Śląsk Opawski przechodzi teraz w teren ukształtowany w doliny i pasma wzniesień.

Już niedługo zaczynamy czuć prawdziwego ducha sudeckich dróg, bo w miejscowości Jindřichov asfalt ewoluuje w górę na długości kilku kilometrów. Najpierw jest to łagodne nachylenie w górę rzeki Osobłoga, wzdłuż zabudowań kilku kolejnych wiosek. Jednak za Petrovicami krążenie nabiera większego rozpędu, kiedy my redukujemy rowery na najniższe przełożenia. 12% i kilka serpentyn na około czterokilometrowym odcinku jezdni zabiera nas na przełęcz Petrovy boudy (706 m n.p.m.) pod wierzchołkiem Biskupiej Kopy, czyli pod najwyższym szczytem Gór Opawskich (890 m n.p.m. szczyt graniczny Polski i Czech).

Przełęcz nagradza nas widokiem w prześwicie między drzewami i jest to pogląd na rolniczo-pagórkowaty teren czesko-polskiego pogranicza w okolicy miasta Zlaté Hory (Złote Góry). Jednocześnie my sami nagradzamy się pysznym ciastkiem z serem i rodzynkami oraz paczką kolorowych Lentilków o smaku dzieciństwa 🙂

MIASTO JESIONIK

Przy okazji wjazdu na Petrovy boudy opuszczamy też kraj morawsko-śląski i wjeżdżamy do kraju ołomunieckiego. Na zjeździe do Złotych Gór droga wije się stromo w dół, że rozpęd nawet do 50 km/h. Za miastem nie jest już niestety tak sprawnie, ponieważ jedziemy pod wiatr, a w ogóle to pomyliliśmy rozjazdy i pedałujemy wąską krajówką. Zatrzymujemy się w mieście Jesionik położonym na styku aż trzech pasm: Gór Opawskich, Gór Złotych oraz Wysokiego Jesionika.

Miejscowość ma charakter uzdrowiskowy i turystyczny. Ze względu na prozdrowotne właściwości wód źródlanych w XIX wieku został tutaj założony pierwszy na świecie zakład stosujący hydroterapię. Dzisiaj uzdrowisko oferuje szeroki wachlarz różnorodnych zabiegów leczniczych, głównie z nastawieniem na pacjentów z chorobami układu oddechowego, krwionośnego i nerwowego. Jesionik opleciony jest także siecią szlaków turystycznych (piesze, rowerowe, biegowe) oraz wyciągami narciarskimi. Miasto posiada również ładny, zadbany rynek, który oglądamy w strugach zimnego deszczu spod zadaszonego wejścia do napotkanego po drodze hotelu. Nic na to nie poradzimy, że rowerowe gacie i cieknący softshell przyciągają wzrok gości 🙂

WYSOKI JESIONIK I MIASTO KRALIKY

Kolejnego poranka wytaczamy się na łagodny podjazd, który jednak liczy sobie 12 kilometrów długości, a jego kulminacja to przełęcz Ramzovske sedlo (759 m n.p.m.) w Wysokim Jesioniku. Tym samym dosięgamy coraz wyżej i zdobywamy przełęcz w kolejnym górskim paśmie. Obok zaś góruje Masyw Keprnika ze szczytami Šerák (Szerak – 1351m n.p.m.) i Keprnik (1423m n.p.m.) oraz z wyciągami narciarskimi i zjazdowymi trasami.

Jest też wmordewind, 12% oraz pączki z czekoladą na postoju w Hanušovicach. Przed Kralikami ponownie zmieniamy kraj, wjeżdżając w kraj pardubicki, zaś wysokość gór nieco maleje, bo jesteśmy teraz w regionie przedgórza Wysokiego Jesionika. Tymczasem nad miastem Králíky wznosi się tzw. Góra Matki Bożej z dwoma barokowymi wieżami kościelnymi. Za czasów komuny funkcjonowało tam więzienie dla duchownych. To niewielkie miasteczko zadziwia nas, kiedy odkrywamy jego piękną starówkę. Kolorowe kamienice otaczają rynek z usytuowanym pośrodku zielonym skwerem. Odchodzą od niego tak samo zadbane uliczki. Gwar ludzi unosi się dookoła, kiedy sprzedają kwiaty i owoce lub przesiadują na ławkach. Od północno-zachodniej strony rynku biją dzwony na wieży kościoła św. Michała Archanioła, która próbuje wybić się do nieba z ciasnej zabudowy.

Wokół miasta zaś znajdują się przygraniczne fortyfikacje z lat 30-tych XX wieku (Králíky leżą około 5 km od granicy z Polską) i jest to jeden z najbardziej obwarowanych terenów byłej Czechosłowacji. Więcej na ich temat można dowiedzieć się odwiedzając oddalone około 2 km od miasta Muzeum Wojskowe Králíky (Vojenské muzeum Králíky) w miejscowości Prostřední Lipka. We wsi Mladkov, która leży na naszej dalszej trasie, bierze z kolei początek dydaktyczna ścieżka w formie pętli o nazwie Betonowa Granica (Betonová hranice) prowadząca między bunkrami.

PASTVINY NAD DZIKĄ ORLICĄ

Początek bierze też podjazd, ze szczytu którego pędzimy do turystycznej miejscowości Pastviny leżącej nad sztucznym jeziorem utworzonym na Dzikiej Orlicy. Wśród domów i domków przy linii brzegowej jeziora odszukujemy kemping, gdzie zostajemy na 2 noce. W wolny od jazdy dzień jemy śniadanie nad brzegiem na czerwonych kamieniach, a w wiosce kupujemy wino i robimy zakupy na obiad, który zjemy na tej samej co rano plaży.

Potem wybieramy się na spacer wzdłuż jeziora. W lesie przytrafiają nam się kolejne spotkania z sarnami, a gdzieś po drodze nadziewamy się także na ambasadę Jamajki 😀

Celem jest jednak południowy kraniec jeziora, gdzie znajduje się tama z elektrownią wodną. Murowana zapora wybudowana w latach 30-tych XX wieku ma około 40 m wysokości. Po jej górnym grzbiecie przebiega brukowany wiadukt łączący przeciwległe strony jeziora. Konstrukcja tamy wygląda solidnie, a przebywanie na jej szczycie sprawia wrażenie, że w tym przypadku ludzkie rzemiosło oraz myśl technologiczna w pełni panują nad siłami przyrody. W samej wsi Pastviny pomiędzy brzegami jeziora rozciąga się jeszcze jeden zabytek techniki. Jest nim skonstruowany na dwóch łukach betonowy most, który powstał przed II wojną światową w miejscu starszego, żelaznego mostu.

GÓRY ORLICKIE

Kolejnego dnia trasę zaczynamy od wiekowej miejscowości Klášterec nad Orlicí (Klaszterec nad Orlicą), w której w czasach średniowiecza stał klasztor, a do dziś zachował się gotycki kościół otoczony starymi, nastrojowymi nagrobkami. Potem zaś coraz bardziej narzuca się atmosfera dzikich Gór Orlickich. Kilka kilometrów za miasteczkiem Rokytnice v Orlických horách wjeżdżamy na przełęcz Luisino udoli (880 m n.p.m.), a to oznacza, że znów przewyższamy samych siebie podczas tej podróży, bo wraz z wjazdem na przełęcz w kolejnym pasmie jesteśmy wyżej niż w poprzednie dni.

Tak, czy inaczej jest to okolica wyjątkowa. Są tu rzeki, potoki i drogi wciśnięte między zbocza gór i gęste lasy. Przyroda jest więc intensywna, to ona dominuje w terenie i tylko od czasu do czasu pozwala osiedlić się człowiekowi. I tak między ściany lasu, nurt rzeki a zbocza gór wkomponowane są tutejsze wioski.

Droga przez Góry Orlickie mija nam również na objadaniu się przydrożnymi czereśniami podczas pokonywania pagórów na bocznej jezdni do miejscowości Nový Hrádek. Lawirujemy tu na wysokości 600-700 m n.p.m. skąd widoczne są tereny Pogórza Orlickiego oraz zarysy Karkonoszy, chociaż my ciągle znajdujemy się o kilkadziesiąt kilometrów od tych ostatnich.

Ale nic w tym dziwnego, bo przecież Karkonosze są najwyższym pasmem Sudetów i równocześnie najwyższymi górami w Republice Czeskiej. Tym samym trudno tu w okolicy o coś bardziej rzucającego się z daleka w oczy 🙂

MIASTO HRONOV

Długim zjazdem dostajemy się do miasta Náchod, ale nie jest to najlepsze miejsce dla sakwiarzy. Duży ruch i remont jednej z głównych dróg skutecznie zniechęcają do jakiegokolwiek zwiedzania, więc w te pędy ewakuujemy się poza miasto. Na drodze 303 jest tylko trochę lepiej, ale pomocny kierowca tira podpowiada, że na prawo biegnie cyklotrasa. Wjeżdżamy między zabudowania i tam faktycznie biegnie sobie cyklościeżka o numerze 22.

Docieramy nią do hronowskiego rynku. We wschodnim rogu stoi okazały, pięknie utrzymany budynek tutejszej szkoły. Powagi dodaje mu wieża z zegarem łącząca dwa prostopadłe do siebie skrzydła. Zza wieży wyłaniają się masywne kolumny ponad osiemdziesięcioletniego Teatru im. Aloisa Jiráska, nauczyciela i pisarza m.in. powieści historycznych. Hronov jest też miejscem narodzin innego czeskiego artysty, malarza i pisarza Josefa Čapka, który na świecie może bardziej znany jest wśród etymologów niż wielbicieli literatury albo malarstwa (Josef miał wymyślić popularne słowo „robot” na pisarskie potrzeby swojego brata Karela).

GÓRY STOŁOWE

Z Hronova kierujemy się na Police nad Metują i dalej do Teplic nad Metują. W międzyczasie zmieniamy więc pasmo górskie, bo poruszamy się już po terytorium Gór Stołowych. Na to konto w Policach zaopatrujemy się w śliwowicę i Kofolę (czeski napój podobny do Coca Coli), co trochę ciągnie nas w dół podczas pokonywania pagórów do Teplic 🙂 W dodatku i nasz upatrzony kemping znajduje się na górce, co tylko jeszcze bardziej przyprawia o śmiech (do kolekcji ze świadomością, że po zakupach jedziemy obładowani jak Rumuni na targu).

Załadunkowo-wysokowy plan wcielamy więc w życie tego wieczoru, a następnego poranka dość żwawo tarabanimy się dalej. Jesteśmy na popularnej trasie do popularnego Skalnego Miasta (Adršpašskoteplické skály) koło Adršpach. Niestety w dodatku o popularnej porze – jest bowiem niedziela. Mijamy wielki rozgardiasz koło parkingu, który zdają się napędzać kierowcy aut z polskimi tablicami rejestracyjnymi, kiedy przez okna wymachują na siebie rękoma, trąbią i burczą na siebie nawzajem w sporze o pierwszeństwo parkowania… 😀

Uchachani po pachy zaliczamy podjazd na drodze do miejscowości Chvaleč, po czym fantastycznymi serpentynami dojeżdżamy do drogi 301. Tam pędzimy w dół do Trutnova, a że dzień jest urodzinowy (29. urodziny Kamila), to zamawiamy pyszny czeski obiad w jednej z mijanych restauracji. Są więc knedliki, smażony ser oraz zupa z kapusty. Jest też super gładka ścieżka rowerowa wzdłuż rzeki Upa przez dalszą część miasta oraz wielka urodzinowa czekolada.

KARKONOSZE

Potem na drodze do miejscowości Svoboda nad Úpou trafiamy na kolarski maraton. Nasz niesportowy gabaryt nie prezentuje się tu zbyt dobrze, ale podczas podjazdu na Hofmanovą boudę (ok. 790 m n.p.m.) w Jańskich Łaźniach (Janské Lázně) zgarniamy kilka kolarskich pozdrowień oraz podniesionych kciuków. Przy czym każdy z nich poprzedzony jest przeciągłym mierzeniem i ważeniem naszych sakw na tzw. oko 🙂

W każdym razie jesteśmy już w Karkonoszach, a Hofmanova bouda jest naszym pierwszym karkonoskim „wyczynem”, po którym następuje długi zjazd do ruchliwej krajówki. Na noc zatrzymujemy się w mijanym Vrchlabi często nazywanym karkonoską bramą, ponieważ znajduje się u podnóży środkowej części pasma. Swoją siedzibę ma tu również czeski Karkonoski Park Narodowy.

Tak, czy siak – w dniu następnym rozpoczyna się najlepsza zabawa całej tej naszej czeskiej podróży. Bo jak na najwyższe pasmo przystało, należy trochę mocniej spocić, zmęczyć, umordować delikwentów na kolejnych odcinkach dróg. A to przytrafia nam się już od samego rana, gdy tylko w miejscowości Hrabačov skręcamy w prawo w drogę 286, skąd prawie natychmiast zjeżdżamy w boczną 28620 w kierunku Roudnic i dalej w stronę miasta Rokytnice nad Jizerou.

Zdaje się, że oznakowany podjazd o średnim nachyleniu 12% kryje też podchwytliwe odcinki z trochę większą stromizną, bo języki zwisają nam przynajmniej do kolan 🙂 I są to chyba 4 najdłuższe kilometry w tej podróży, bo lawirujemy między drzewami, przez co końca nie widać. Potem odsłaniają się pola i domy na stromych zboczach. Jest coraz ładniej, a asfalt trochę nam odpuszcza, chociaż jeszcze przez kolejnych 5 kilometrów tarabanimy się pod górę. W efekcie wjeżdżamy tu na 880 m n.p.m. pod Hotel Rezek w Vitkovicach.

Kilka kilometrów w dół i lądujemy w mieście Rokytnice nad Jizerou. Żeby sobie zbytnio nie ułatwiać dalszej trasy, Kamil dokupuje 2 butelki wody 😀 A żeby skrócić sobie dystans do głównej drogi – ładujemy się w boczne osiedle. Mądre to nie jest, bo już po chwili nasze rowery stają dęba na krótkiej ściance 🙂 Potem jest chwila wytchnienia, bo główna droga poprowadzona wzdłuż rzeki Izery. To też oznacza, że zbliżamy się do Gór Izerskich i już niebawem oddajemy swój pot do otoczenia na pierwszym podjeździe w tym zacnym paśmie.

GÓRY IZERSKIE

W wiosce Kořenov zawijamy kilka zakrętów, żeby po 4 kilometrach dostać się do wioski Horní Polubný (ok. 790 m n.p.m.), a następnie zjechać trochę w dół, aby wspinać się ponownie… Widać więc, że jesteśmy w gęsto pofałdowanym terenie, ale nie żal nam żadnej kropli potu, bo po kolejnych dwóch kilometrach zawziętego pedałowania docieramy do pięknie położonego Jeziora Souš z ziemną zaporą wodną utworzonych tu sztucznie na rzece Černá Desná na wysokości ok. 770 m n.p.m.

To jednak nie koniec rowerowej wspinaczki! Bo chociaż wokół jeziora asfalt jest płaski, to dalej pedałujemy po lekko nachylonym terenie. Z mocą zaś coraz gorzej, bo tego dnia łącznie pokonaliśmy już blisko 900 metrów przewyższenia, więc z niecierpliwością wyglądamy zjazdu. Ale w nagrodę pedałujemy tu w iglastym lesie i widzimy jak wierzchołki drzew wadzą o błękitne niebo. Jedziemy bowiem po grzbiecie, jakbyśmy byli na czubku świata, a nad nami już tylko sklepienie. Nie ma też zabudowań, jest wyłącznie surowa natura. Z tego względu na mijanym terenie wyznaczony został tzw. park ciemnego nieba (w tym przypadku transgraniczny, bo obejmujący także stronę Polską), czyli rezerwat przyrody chroniony przed sztucznym światłem, z uwagi na dbałość o naturalną ciemność.

Już niedługo docieramy do podniesionego szlabanu oraz oznaczenia zielonego pieszego szlaku turystycznego. Jesteśmy w punkcie „U Studánky” (889 m n.p.m.), który jednocześnie oznacza najwyższy punkt drogowy podczas całej naszej sudeckiej eskapady! Dalej bowiem jest już tylko w dół, więc właśnie pokonaliśmy ostatni podjazd na trasie 🙂 Chwilę później mijamy górską chatę Smědava (848 m n.p.m.), parking oraz skrzyżowanie turystycznych szlaków. Wreszcie wjeżdżamy do lasu, gdzie ciąg serpentyn sprowadza nas w dół równolegle do nurtu górskiej rzeki Witka (po czes. Smědá).

Po kilku kilometrach pojawiają się zabudowania miejscowości Bílý Potok i dalej Hejnic. Z drogi widzimy też skalny górski grzbiet z intrygującym siodłem i postanawiamy, że w przyszłości z pewnością wrócimy w to miejsce, żeby powłóczyć się tu na piechotę (Co też realizujemy rok później podczas długiego weekendu majowego: → Góry Izerskie w Czechach. Szlaki na długi weekend. Wtedy też okazuje się, że zwieńczeniem owego grzbietu jest formacja skalna Frýdlantské cimbuří mierząca około 900 m n.p.m.).

Tymczasem zatrzymujemy się na kempingu w Hejnicach. Szybkie rozstawianie namiotu, szybki prysznic i już siedzimy w pobliskiej pizzerii ze szklanką czeskiego piwa, zaś późnym wieczorem do snu kołyszą nas gitarowe piosenki biesiadujących Czechów w sąsiednim barze – atmosfera jak najbardziej mile widziana.

FRYDLANT

Kolejnego dnia przed nami ostatnich 20 kilometrów w Czechach. Ale zanim to nastąpi, zatrzymujemy się jeszcze w mieście Frydlant na italską zmarzlinę (italská zmrzlina), czyli nic innego jak orzeźwiające lody włoskie 🙂 Przy okazji na rynku podziwiamy neorenesansowy ratusz ze strzelistą wieżą, a potem pagórkowata krajówka prowadzi nas w kierunku Polski, do granicy między miejscowością Habartice a Zawidów. Stamtąd pędzimy do Zgorzelca, a po drugiej stronie Nysy w niemieckim Goerlitz wjeżdżamy na szlak Nysa-Odra (Oder-Neisse Radweg), po którym tranzytem wracamy w okolice Gorzowa Wielkopolskiego.

PARAMETRY TRASY:

PRZEBIEG TRASY: Gorzów Wielkopolski – Racibórz (PKP) – Chuchelná – Dolní Benešov – Mokré Lazce – Opava – Holašovice – Krnov – Město Albrechtice – Slezské Rudoltice – Bohušov – Jindřichov – Zlaté Hory – Lipová-lázně – Branná – Hanušovice – Králíky – Pastviny – Kunvald – Rokytnice v Orlických horách – Deštné v Orlických horách – Sedloňov  – Nový Hrádek – Náchod – Červený Kostelec – Česká Metuje – Adršpach – Chvaleč – Trutnov – Mladé Buky – Rudnik – Vrchlabi – Rokytnice nad Jizerou – Hejnice – Frýdlant – Habartice – Zawidów – Zgorzelec

DYSTANS: 504 kilometry

CZAS: 10 dni = 8 dni jazdy + 1 dzień wolnego + 1 dzień w pociągach podczas dojazdu do Czech

NAJWYŻSZY PUNKT NA TRASIE: około 880 m n.p.m. przy Hotelu Rezek w Karkonoszach oraz około 880 m n.p.m. przy parkingu Luisino udoli w Górach Orlickich

ODCINEK Z NAJWIĘKSZYM PRZEWYŻSZENIEM: około 440 metrów drogą 28620 z Hrabačova do Hotelu Rezek w Vitkovicach (Karkonosze)

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

PRZYGOTOWANIA: wyszukanie połączeń kolejowych i kupno biletów, zaplanowanie trasy, spakowanie sakw

BUDŻET: 590 złotych (kempingi, bilety z przewozem rowerów) + 435 złotych (zakupy spożywcze i gaz do kuchenki turystycznej) dla dwóch osób = 1.025 zł / 2 os. 

Informacje praktyczne o organizacji podróży znajdziesz tutaj: Rowerem przez Sudety w Czechach – informacje praktyczne.

O odwiedzonych kempingach piszemy tutaj: Kempingi w Czechach (Sudety). Subiektywny ranking pól namiotowych.

Z kolei o odwiedzonych miastach więcej przeczytasz tu: Pogranicze polsko-czeskie. Miasta i miasteczka, które warto zobaczyć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s