O NAS

W Duecie po Świecie

Dzień dobry! Nazywamy się Karolina i Kamil i witamy Cię na blogu W Duecie po Świecie.

Jesteśmy małżeństwem, które zamiast na bibeloty zbiera na podróże – te małe i te duże. Lubimy zapomnieć o świecie i zaszyć się gdzieś w lesie 🙂 Właśnie dlatego znajdziesz u nas ślady podróżowania rowerem, wędrowania z plecakiem, spania w namiocie albo samochodzie oraz gotowania na wodzie z górskiego potoku.

Jeździmy blisko lub daleko, ale nigdy nie wydajemy wielkich pieniędzy. Nie sypiamy w hotelach i nie lubimy tłoku przy najpopularniejszych atrakcjach turystycznych. W zamian za to wolimy przywitać się z mieszkańcem pobliskiej wioski, kupić miejscowe bułki i obserwować zakamarek łąki, pola bądź lasu, w którym akurat przychodzi nam obozować.

Dlaczego? Bo odnajdujemy radość życia w najmniejszych rzeczach, szukamy naturalnie pięknych miejsc i jesteśmy przekonani, że marzenia są po to, żeby je spełniać, a większość ograniczeń mieszka jedynie w naszych głowach.

Jesteśmy w stanie zrezygnować z wielu wygód, tylko po to, żeby obudzić się na łące w wymarzonych górach. Chętnie minimalizujemy potrzeby, żeby poczuć pełnię życia podczas kąpieli w lodowatym strumieniu. A wysiłek fizyczny? – im większy, tym lepiej. Mikstura w postaci świeżego powietrza i terenowego wyzwania działa na nas lepiej niż wyciąg z guarany 🙂

O radości życia w podróżnym bagażu

Hiszpania, 19.10.2016, 142. dzień wyprawy po Europie

„Nigdy nie wiemy co jest lepsze: siedzenie w namiocie, czy siedzenie na rowerowym siodełku. Z obu tych miejsc rozlega się niesamowita perspektywa życia, której nie da się dosięgnąć z bezpiecznego domu.

Zależność od pogody, ukształtowania terenu, spotkanych ludzi, źródła wody, długości dnia i pojemności sakw oddaje nam to, co zostaje zabrane przez luksus życia wśród przedmiotów, w komfortowym mieszkaniu. Pełnia życia, bo o niej mowa, pojawia się na podjeździe, w niepewności, w mowie do obcego człowieka, zmęczeniu, w lodowatym jeziorze, we wschodzie słońca tysiące kilometrów od domu, w owsiance zrobionej na kolanie.”

O prostocie szczęścia

Czechy, 07.2015, 1-2. dzień wyprawy przez czeskie Sudety

„Późnym wieczorem na łące rozbiliśmy namiot. Znaleźliśmy się w otoczeniu pierwszych wzgórz, które pięknie wypełniały krajobraz. Obok za krzakami zawijała się rzeka Opava, w której umyliśmy się po zmroku. Zjedliśmy kaszę jaglaną na kolację i już nie chcieliśmy być nigdzie indziej na świecie. Dosięgła nas ukochana prostota bycia tu i teraz. Bo co może być prostszego niż urlop na rowerze? Spanie w namiocie, gotowanie na kuchence turystycznej? Smarowanie bułki na kolanie? Chodzenie na boso po trawie, zrywanie czereśni z drzewa? Mycie się w zimnym potoku?

[…] Wreszcie dotarliśmy do pierwszego stromego podjazdu. Wspięliśmy się znad pól do poziomu lasu. Przełożenia 1-1 i nogi niemal błyskawicznie przypomniały sobie górską jazdę. Z szerokim uśmiechem pokonaliśmy 3,5 kilometra zakrętów i wjechaliśmy na pierwszą przełęcz w czeskich Sudetach (przełęcz pod Biskupią Kopą). Po raz kolejny dosięgło nas piękno prostoty – nie mylić z łatwizną.”

O wolności

Islandia, czerwiec 2017

„Dlaczego tak lubię smarować bułkę na kolanie? Gotować pomidorówkę na turystycznej kuchence, podczas gdy nie przepadam za robieniem tego w domowej, dobrze wyposażonej kuchni? Czemu jest mi dziesięć razy przyjemniej umyć się w kucki w zimnym jeziorze niż wziąć wygodny prysznic w ciepłej łazience?

BO TO JEST WOLNOŚĆ, CHOĆ NIE MA W NIEJ WYBORU. Wolność od rutyny, przyzwyczajeń, norm i łatwizny, choć nie ma tam wyboru, bo są w niej bardzo ograniczone możliwości.

Zawsze będąc w drodze przekonujemy się, że wolność nie polega na przedmiotowym dobrobycie, a na minimalizmie. Człowiek, który posiada mniej udogodnień ma większą świadomość bieżącego dnia, otoczenia i siebie. To nieco paradoksalne spostrzeżenie, że zwiększona zależność od okoliczności zewnętrznych daje nam poczucie wolności.

Ale o ile swobodniej czuje się człowiek nie mając wokół siebie setek przedmiotów, o które musi dbać? Korzystając z uproszczonych rozwiązań, jakie umożliwia wyprawowa rzeczywistość? Wykonując najprostsze i najważniejsze życiowe czynności jako priorytetowe? Pozbywając się fałszywych potrzeb oraz natłoku udziwnień? Uświadamiając sobie dlaczego coś jest potrzebne, a dlaczego coś innego nie jest?”

O uwielbieniu dla przyrody

Słowacja, 16.06.2016, 17. dzień podróży po Europie

„Jechaliśmy w ciszy, nieśmiało chyląc kaski przed Wysokimi Tatrami. Nic nie mówiliśmy, bo nie było sensu używać słów. A mimo to w milczącej przestrzeni toczył się dialog. Co chwilę zatrzymywaliśmy się wpatrzeni w te siwe chmury, które spowijały niedostępne nam szczyty. Bo ponad dwutysięczny masyw obezwładniał. Na wpół zasłonięte, granatowe stoki fascynowały. Zdałam sobie sprawę, że jeśli to była fascynacja, to nigdy wcześniej jej nie znałam. Przynajmniej nie tak intensywnej. Zgłupieliśmy, próbując ogarnąć te myśli i wrażenia, które wzbudzał w nas ogromny łańcuch. Ale każda odpowiedź na nie kończyła się bezdźwięcznym otwarciem gęby.”

Szwajcaria, 31.08. 2016, 93. dzień podróży po Europie

„To był masyw Mont Blanc. Poranne światło delikatnie malowało cienie na ośnieżonych czubkach, a dostojność i monumentalność wprawiła nas w osłupienie. To był niesamowity moment, taki kiedy gapisz się, a z oczu kapią ci łzy, mimo, że nie lubisz się wzruszać. Ale one same spadają na koszulkę, nawet nie zauważyłeś, w którym momencie się pojawiły. Czujesz się nawet nieco zakłopotany, bo nie dość, że ryczysz, to jeszcze właściwie stoisz na poboczu, niemal w rowie, a obok przejeżdżają głośne samochody.

To był moment przepięknego spełnienia, gdy po wielu dniach i nocach o własnych siłach docierasz bardzo daleko, a ten doskonały świat, ten złożony z przyrody, pokazuje ci czyste piękno. Muzyka, taniec, rzeźba, drugi człowiek potrafią je w tobie rozbudzić, ale to zazwyczaj emocja. Natomiast w tym nie było emocji, nie było żadnej myśli. Widząc je nie myślisz o niczym. Po prostu najgłębszym wymiarem swojego bycia odbierasz to, co jest przed tobą. Ono nie zna emocji, nie mieszka w myślach, ani wspomnieniach. Odbija się w tobie. O pięknie nie trzeba myśleć. Piękno trzeba po prostu podziwiać.”

Podoba Ci się to, co robimy? Daj znać poprzez komentarz.

Chcesz nas o coś zapytać? Poradzić się w kwestii organizacji wyprawy?

Dać znać o czym chętnie przeczytałbyś/przeczytałabyś na tej stronie? Skontaktuj się z nami poprzez adres e-mail:

wduecieposwiecie@gmail.com

Reklamy

3 uwagi do wpisu “O NAS

  1. Tak pięknie wyrażacie swoje przeżycia, emocje, że niektóre cytaty z Waszych przemyśleń siedzą w mojej głowie całymi dniami. Ubieracie swoje myśli w piękne słowa- pewnie jest to zasługą wolności, która jest w Was, której wyjechaliście naprzeciw, na Waszych rowerach… Wiem coś o tym bo sam trochę jeżdżę- niestety „wokół komina”, jednak już poznałem na tyle jej uzależniający smak, że coraz bardzie zaczynam zdawać sobie sprawę jak niewiele potrzeba do sczęścia i jakim ciężarem jest codzienność z jej „stanem posiadania” i jak niepostrzeżenie staliśmy się niewolnikami by jej służyć i gonić własny ogon -w tle słuchać tykanina zegara i zdać sobie sprawę z własnego życia- może dopiero jak ów zegar wybije dwunastą…
    Pozdrawiam. andiwo

    Polubione przez 1 osoba

    • Witaj andiwo, miło Cię poznać. Szczęście jest blisko, radość jest w nas 🙂 Wspaniale, że odnajdujesz je w pobliżu, za zakrętem swojej okolicy. Oby więcej takich chwil, miejsc, rowerowych wypraw i wycieczek. To prawda, zegar nigdy się nie zatrzymuje, a o jakość swojego życia musimy dbać sami. Najlepiej od teraz, a nie tylko w nieokreślonej przyszłości, na którą ciągle zbieramy i odkładamy wszelkie plany. Dziękujemy, że podzieliłeś się z nami swoimi odczuciami, nawet nie wiesz jak miło czytało się Twoje słowa 🙂 Samego dobrego!

      Polubienie

  2. Nie ma tak naprawdę znaczenia czy jeździ się wokół przysłowiowego komina czy też pokonuje tysiące kilometrów na nieznanych drogach. Oczywiście – doświadczanie nowego jest nieporównywalnie bardziej motywujące niż deptanie wciąż po tych samych ścieżkach, ale najważniejsze, że w ogóle się to robi. Też nigdy nie byłam na takiej wyprawie jak Autorzy tego bloga, ale rower kocham i jeżdżę kiedy tylko mogę. Czasem brakuje motywacji, a bo to dzień nie taki, pogoda nieodpowiednia, lenistwo ogarnęło i wygodniej i bezpieczniej posiedzieć przecież w ciepłym domku. Ale kiedy już się jednak z niego postanowi wyjść i wsiąść na siodełko to się potem po prostu jedzie. Nawet kilkanaście kilometrów dziennie to zawsze więcej niż zero. Zresztą na takich małych wyprawach licznik też rośnie w siłę. Mój w miniony weekend obchodził urodziny – 10000 kilometrów. A jeszcze parę lat temu nawet do głowy by mi nie przyszło, że kiedykolwiek tyle przejadę, bo była to liczba z kosmosu. Pozdrawiam! 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s