Nowy Jork rowerem. Dookoła Manhattanu

Nowy Jork rowerem. Dookoła Manhattanu

Nowy Jork rowerem, czyli wielkie szklane wieżowce przewijające się przed oczami. Wiatr we włosach, a w nosie zapach rzeki Hudson oraz East River. Czasami w samym sercu wielkomiejskiego rozgardiaszu, a czasami Manhattan widziany z dystansu. 

Nowy Jork rowerem to fajna opcja na zwiedzanie dla kogoś, kto w danej chwili chciałby być obserwatorem miasta. To sposób przemieszczania się szybszy niż własne nogi, więc można pokonać dłuższy dystans i tym samym więcej poobserwowaćWolniejszy od samochodu albo autokaru, dlatego można patrzeć uważniej i dostrzec więcej. A do tego zaprosić do udziału więcej zmysłów niż tylko wzrok.

Rowerem po Nowym Jorku jeździliśmy w trakcie naszej kilkudniowej wizyty w światowej stolicy kultury opisanej w tym poście: → 4 dni w Nowym Jorku. Całodniowe wycieczki po mieście, czyli co warto zwiedzić? Korzystanie z roweru było przeznaczone na ostatni dzień zwiedzania, co pozwoliło nam na w miarę płynną jazdę, a więc na czerpanie przyjemności z samego pedałowania.

Bowiem w poprzednich dniach pobytu odwiedziliśmy już miejsca, które najbardziej nas interesowały, dlatego nie byliśmy dłużej przywiązani do zwiedzania obiektów wewnątrz. Fragmenty trasy pokrywały się z ulicami, które pokonaliśmy już wcześniej pieszo i tym samym wiedzieliśmy czego można się spodziewać po danym rewirze Manhattanu. Przez to rowerowa eskapada była pewnym przypomnieniem tego, co zwiedziliśmy przez ostatnie dni – z całkowitą swobodą daliśmy sobie szansę, żeby pewne obiekty zobaczyć jeszcze raz.

Na wyspie wieżowców. Manhattan dookoła

„Człowiek zawsze jest dzieckiem, kiedy zachwyca się światem”. Éric-Emmanuel Schmitt

Żwawym krokiem suniemy wzdłuż siódmej alei w kierunku wypożyczalni rowerów. Marcowy chłód plącze się pod szyją, nosy też mamy zimne, a słońce jakoś nie chce rozświetlić ruchliwej ulicy, ani tym bardziej ogrzać marznących głów. Wypełniamy formularz, zostawiamy dokument tożsamości, a jeden z pracowników wypożyczalni wystawia dwie sztuki na zewnątrz, życząc dobrego dnia. Odpowiadamy tym samym, a dłonie zaciskamy na kierownicach rowerów. Do głowy zaś wielką falą nadpływa myśl: „oczywiście, że ten dzień będzie dobry. Nowy Jork + rower!”.

I chociaż jazda rowerem po wielkim mieście w rankingu miejsc do pedałowania zajmowałaby u nas jedną z najniższych pozycji, to jednak w tych konkretnych okolicznościach czujemy pozytywne podekscytowanie. Tym razem nie ładujemy się z 30-kilogramowymi sakwami na obwodnicę którejś wielkiej stolicy, żeby jak najszybciej się z niej wydostać (jak to bywało podczas wyprawy rowerowej po Europie), a na lekko i bez pośpiechu mamy zamiar pooglądać miasto. No i w dodatku jest to miasto, do którego przylecieliśmy, bo naprawdę sami tego chcieliśmy – a nie dlatego, że po prostu było na trasie albo akurat był w nim sklep outdoorowy, którego właśnie potrzebowaliśmy 🙂

Niemniej jednak pierwszych obrotów korbą dokonujemy nieco niepewnie, ponieważ echo ruchu drogowego na siódmej alei odbija się od wysokiej zabudowy, kiedy rozpoczynamy jazdę wzdłuż 55. ulicy. Mamy wrażenie, że wszystkie samochody jadą za nami, a każdy klakson jest skierowany w naszą stronę, ale to wrażenie mija już po chwili. Tak naprawdę nic za nami nie jedzie, a to my mijamy rzędy zaparkowanych równolegle do chodnika aut. Jesteśmy na jednokierunkowej ulicy sunąc lekko z górki w kierunku Hudson River Park. Przy nabrzeżu mijamy duże skrzyżowanie z 12. aleją i wjeżdżamy na ścieżkę rowerową.

Hudson River Greenway to wystarczająco szeroki pas gładkiego asfaltu przeznaczony dla obustronnego ruchu i bezpiecznie oddzielony od jezdni dla pojazdów silnikowych. Po prawej stronie chlupocze rzeka Hudson, nad którą rozlegają się tereny spacerowe, a ich przedłużeniem są betonowe pirsy z drewnianymi kładkami wychodzące wgłąb nurtu. Przy pirsie 86. (pier 86) natrafiamy na spory okręt wojskowy. Cumuje tam lotniskowiec z czasów II wojny światowej USS „Intrepid”, który jest siedzibą Intrepid Sea-Air-Space Museum (w wolnym tłumaczeniu: muzeum wodno-powietrzno-kosmiczne) gromadzącego wśród swoich eksponatów maszyny lotnicze, okręt podwodny oraz prom kosmiczny.

Jazda Hudson River Greenway jest przyjemna. Sporo tu przejść dla pieszych, sunących rolkarzy oraz drepczących biegaczy, ale i tak można swobodnie jechać naprzód, czując pod sobą pęd kół. Do tego niebawem w kadr dostaje się szklany olbrzymwidoczny praktycznie w całości staje się budynek One World Trade Center zbudowany w miejscu zawalonych wież. W momencie pisania tego tekstu jest to najwyższy budynek w Nowym Jorku oraz w całych Stanach Zjednoczonych i rzeczywiście mocno wybija się w górę, ponad otoczenie.

Tymczasem po drugiej stronie rzeki wyraźne staje się miasto Jersey City w stanie New Jersey. Znad szarej tego dnia wody wystają szklano-betonowe wieżowce, których okna z daleka układają się w drobne geometryczne wzorykratki, pasy, puzzle niczym tekstura jakiejś tkaniny albo papierowy kolaż.

Przyglądamy się im z kolejnego pirsu, gdzie wtaczamy rowery. Rzędy ławek i spokojna aura zachęcają do pobycia tam dłuższą chwilę. To miejsce, w którym łatwo odczuć komfort bycia w mieście, ale na jego uboczu z możliwością patrzenia z dystansu na te wielkie budynki, w których i pomiędzy którymi toczy się intensywne życie.

Tym bardziej, że kiedy odwrócić głowę, to z każdej strony otacza nas wielka metropolia. Po lewej nad kolejnym pirsem unoszą się bryły wieżowców południowego Manhattanu razem z górującym One World Trade Center. Z odległości wyglądają jak makieta z klocków, ale odgłosy ulicy cały czas podpowiadają, że to prawdziwy, żywy organizm miejski. Bez pośpiechu robimy kilka zdjęć i powoli wracamy na rowerową ścieżkę, która niebawem zaprowadzi nas w to miejsce, które właśnie oglądamy.

Wystarcza przejechać 2 kilometry i trafiamy między szkło oraz terakotę wybijające się w niebo. Nad naszą trasą wyrastają ściany kilkudziesięciopiętrowych budynków, a oczy błądzą po elewacjach zamiast śledzić bieg ścieżki. Bo oto wielkie tafle szkła odbijają w sobie zabudowania z przeciwległej strony ulicy, a na rogu Washington Street wzrok przykuwa neoklasycystyczny apartamentowiec West Street Building (inaczej nazywany 90 West Street) wzniesiony w początkach XX wieku jako biurowiec.

Jego fasada pełna jest pilastrów, arkad i ozdobnych belkowań, na których załamujące się światło tworzy plastyczne kontury. Na tle dominującego szkła to spory kontrast stylów, obok którego trudno przejść (albo przejechać 🙂 ) obojętnie.

Przejeżdżamy jeszcze przez kilka skrzyżowań i docieramy do ścieżki rowerowej Battery Bikeway przebiegającej przez Battery Park. Jedziemy wzdłuż drogi (Battery Pl), mijając kraniec poprzecznej West Street, która zakręca wokół wyspy dla pieszych i prawą nitką ucieka z powrotem na północ. W świetle ulicy jeszcze raz w całej krasie widoczny staje się One World Trade Center.

Jesteśmy na skraju Battery Park, skąd 2 dni wcześniej odpływaliśmy na Liberty Island, żeby zobaczyć Statuę Wolności. Siadamy przy ścieżce na jednej z ławek i widzimy jak większość ludzi znika w bramie starego fortu, przez który trzeba przejść, aby dostać się na statek. Natomiast tuż pod naszymi nosami pięknie pachną świeże precle, ciepłe churrosy oraz prażone orzeszki sprzedawane z ulicznej budki, których porcje bardzo szybko stają się naszą własnością. W tym samym czasie zagaduje nas miejscowy rowerzysta, Rob, który właśnie rzucił pracę niedającą satysfakcji i planuje założenie własnego biznesu.

Rob wyznaje, że wybrał się w teren, żeby przeprowadzić z ludźmi krótkie wywiady i rozeznać się w potrzebach swoich potencjalnych klientów. Jest skłonny prowadzić wypożyczalnię sprzętu rowerowego, a może i nawet organizować wycieczki po mieście. Pomimo, że do tamtego momentu nigdy wcześniej nie korzystaliśmy z komercyjnych usług i właśnie po raz pierwszy skorzystaliśmy z wypożyczalni rowerów, to dzielimy się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi organizacji podróży rowerowych i potrzeb sakwiarzy. Wymieniamy się numerami telefonów i życzymy Robowi powodzenia.

Odjeżdżamy Battery Bikeway w kierunku nabrzeża East River i kontynuujemy trasę jego skrajem po ścieżce East River Bikeway. To długi rowerowy ciąg biegnący w cieniu znajdującej się wyżej na estakadzie drogi FDR DR (Franklin D. Roosevelt Drive), a jeździe towarzyszy nieustanne echo ruchu samochodowego.

Po drugiej stronie rzeki East wyraźnie widoczny staje się brzeg wyspy Long Island, na której leży spora część Nowego Jorku. W zasięg wzroku dostają się również przęsła XIX-wiecznego Mostu Brooklińskiego (jeden z najstarszych mostów wiszących na świecie) łączącego Manhattan oraz Brooklyn. Trudno zignorować go w tym wielkomiejskim krajobrazie, gdzie większość obiektów raczej rośnie ku górze, natomiast tutaj budowla rozrasta się w kierunku horyzontalnym.

Podjeżdżamy praktycznie pod sam most i możemy przyjrzeć się jego spodniej stronie oraz wyraźnie dostrzec całą tą stalową plątaninę w jego konstrukcji. Nieopodal zauważamy kolejny spory most przerzucony nad rzeką East River. Wisi tam mniej znany Most Manhattański (Manhattan Bridge) z późniejszych czasów (początek XX wieku), na którym dostrzegamy poruszające się samochody oraz wagony metra.

Niestety okazuje się, że pojechaliśmy trochę za daleko. Bowiem aby wjechać na ścieżkę rowerową na tym olbrzymie, który wisi nad naszymi głowami, musimy cofnąć się kawałek i nieco polawirować po uliczkach Dolnego Manhattanu (Lower Manhattan).

Udajemy się zatem w krótką, ale wymagającą skupienia eskapadę po tłocznych ulicach, gdzie interesy starają się pogodzić piesi, rowerzyści, motocykliści, kierowcy samochodów osobowych, taksówki oraz śmieciarki i maszyny oraz ciężarówki potrzebne przy remontach dróg albo pracach budowlanych. Wrażenie ciasnoty potęgują wysokie budynki, które wyrastają niemal na wyciągnięcie ręki przy wąskich chodnikach.

Po kilkunastu minutach ślimaczej jazdy za śmieciarką, koparką oraz przyczepą gruzu, po odstaniu czerwonych świateł na gęstych sygnalizacjach świetlnych i przepuszczaniu pieszych na pasach wreszcie docieramy do Centre Street przy City Hall Park, które znajduje się naprzeciwko wejścia na Most Brookliński. Spomiędzy drzew można tu także zobaczyć jeden z najstarszych wieżowców Nowego Jorku –  neogotycki, sześćdziesięciopiętrowy Woolworth Building (początek XX wieku) stojący po drugiej stronie parku przy Broadwayu.

Kiedy zapala się zielone światło, przecinamy ulicę Centre Street i według oznaczeń na zielonych tablicach z ikoną roweru oraz napisem „Brooklyn Bridge” wjeżdżamy na pieszo-rowerowy ciąg. Tym samym stajemy się kolejnymi punkcikami w wielkiej ludzkiej masie, jaka przetacza się przez najbardziej znany most w Nowym Jorku każdego dnia. I jest to bardzo dziwne uczucie, bowiem na co dzień nie lubimy tłumu, a jednak od kilku dni wychodzimy mu naprzeciw zwiedzając to ogromne miasto.

W jakiś sposób ze szczerym zadowoleniem suniemy po drewnianej kładce rozciągniętej nad jezdnią dla samochodów, a obok nas przewijają się kolejne cięgna mostu. Cały czas używamy dzwonka roweru, z jednej strony dając znać rozpełzającym się pieszym, żeby zeszli na swoją część ścieżki, a z drugiej jakby radośnie obwieszczając światu, że właśnie jesteśmy na tym pięknym, rozpoznawalnym moście, co chyba nam samym jeszcze nie do końca w głowach się mieści 🙂

Im bardziej oddalamy się od lądu wgłąb koryta rzeki, tym bardziej widoczne stają się zabudowania Dolnego Manhattanu. Ściany wieżowców znów tworzą wielką szklano-betonowo-terakotową mozaikę z kratek, linii i pasów, które przypominają piksele na ekranie komputera. Patrzymy na prawdziwą miejską dżunglę, gdzie budynki, całkiem tak jak drzewa w gęstym lesie tworzą zwartą ścianę.

Z góry widoczna staje się także estakada z drogą FDR Drive, pod którą niedawno jechaliśmy przemieszczając się East River Bikeway. Dopiero z tej perspektywy widzimy prawdziwą skalę nowojorskich wieżowców – kiedy niższe, kilkupiętrowe budynki przy nabrzeżu giną w sąsiedztwie ogromnych drapaczy chmur.

W oddali na wodach Zatoki Nowojorskiej (New York Harbor) widzimy jeszcze niewielką wyspę Liberty Island z konturem Statuy Wolności celującej pochodnią w stronę szarego nieba. Wczoraj wyraźna i dobitna z poziomu statku, dzisiaj ledwo widoczna i maleńka w obliczu wieżowców. Za nią blado rysują się również liczne żurawie wielkiego portu towarowego w Jersey City.

Gdy z kolei patrzymy w drugą, północną stronę, łatwo dostrzegalne stają się kontury budynków środkowego Manhattanu (Midtown Manhattan) z chyba najbardziej rozpoznawalnym Empire State Building. Widzimy również dalszy przebieg naszej trasy rowerowej oraz dalszy przebieg estakady FDR Drive. Prowadzą one m.in. pod Mostem Manhattańskim, na który teraz również patrzymy z innej perspektywy.

Dojeżdżamy mniej więcej do połowy mostu, skąd zawracamy tą samą drogą, ponieważ dalszą trasę chcemy kontynuować po East River Bikeway, a wjazd na Most Brookliński był tylko chwilowym zboczeniem z kursu. Dlatego mijamy jeszcze raz City Hall Park i ponownie wjeżdżamy w ulice Dolnego Manhattanu, żeby z powrotem dostać się na ścieżkę rowerową.

Przejeżdżamy pod Mostem Manhattańskim, a wielkie drapacze chmur zostawiamy chwilowo za sobą. Wkraczamy bowiem w dzielnicę zdecydowanie bardziej mieszkaniową niż biznesową, w Lower East Side. W zabudowie dominują tu zatem kamienice oraz bloki.

Ścieżka mija spokojne skwery, a po prawej stronie, na drugim brzegu East River przewija się zagospodarowanie wyspy Long Island, na której położony jest cały Brooklyn oraz Queens. To trochę inny Nowy Jork, bez imponującej architektury, triumfów kapitalizmu i turystycznego tłumu. Widoki na Long Island pozbawione są szklanego blasku wieżowców i przywodzą na myśl zwyczajność zamiast otumaniać wielkością albo niezwykłością.

Pedałujemy tak przez kilka kilometrów, aż w zasięg wzroku ponownie dostają się wysokie wieżowce – tym razem środkowego Manhattanu (dzielnica Midtown Manhattan). Z nadrzecznej promenady widoczny staje się strzelisty Empire State Building, który wyrasta znad brązowych bloków.

Wkrótce opuszczamy East River Bikeway, która niebawem i tak dobiega końca w ślepym zaułku na nadbrzeżnym tarasie. Wyjeżdżamy na asfalt jednej z ulic i włączamy się do ruchu. Największy kocioł warzy się na 1. alei (1st Avenue), ale pas rowerowy pozwala na bezpieczny przejazd w kierunku Central Parku. Poza tym gęsto rozlokowane sygnalizacje świetlne skłaniają do wysokiej uważności każdego z użytkowników drogi, stąd okazuje się, że jazda rowerem po Manhattanie naprawdę wypada nieźle.

Kiedy docieramy do skraju Central Parku przy 5. alei (5th Avenue), naszą uwagę przyciąga jedzenie 🙂 Uliczne budki oraz maleńkie pizzerie, w których przez ostatnie kilka dni próbowaliśmy różności, w większości serwują smaczne jedzenie, więc nie mamy oporów, żeby ponownie złożyć zamówienie i podelektować się nim na ławce w Central Parku.

Central Park to wyjątkowe miejsce, gdzie zza drzew wyrastają wielkie wieżowce. To taka rozległa oaza spokoju w skupisku betonu, która przyciąga ludzi o każdej porze dnia. Tak samo jest i teraz wczesnym popołudniem, kiedy ludzie przychodzą tu, żeby spotkać się ze znajomymi, pobiegać, pospacerować, jeździć na rolkach albo na rowerze, wyprowadzić psa, fotografować itd.

Kilka dni temu zwiedziliśmy część Central Parku na piechotę, a teraz planujemy objechać go rowerami dookoła, zatem zaraz po jedzeniu ruszamy przed siebie, bo z nieba zaczyna spadać delikatna mżawka. Jesteśmy na wschodnim skraju i kierujemy się na północ w stronę stawów. Jezdnia jest szeroka z wyraźnym podziałem na przestrzeń dla rowerzystów oraz dla pojazdów silnikowych (czasem także dla biegaczy). Jednakże samochodów jest tam bardzo mało i przez cały pobyt w parku spotykamy ich kilka, może kilkanaście.

Najpierw przez długi czas jesteśmy rozpędzeni, bo teren opada w dół, potem zaczyna się podjazd. Przez ostatnie kilka godzin nie mieliśmy okazji się zmęczyć, dlatego cieszy nas, że bardziej niż dotąd zaczynamy czuć mięśnie swoich nóg. Do tego towarzyszą nam interesujące widoki. Central Park to także nagromadzenie licznych rzeźb, mostów, sadzawek i większych stawów, to również obecność ptaków oraz szarych wiewiórek (Eastern gray squirrel), jak i to nieustające sąsiedztwo kilkudziesięciopiętrowej architektury.

Właśnie to zestawienie przyrody i wieżowców oddziałuje na nas najbardziej, więc nieraz zatrzymujemy się przy zbiorniku wodnym, który odbija zabudowę miasta i tym samym „zaprasza” ją na teren parku. I tutaj, tak jak z pirsów na rzece Hudson, możemy oglądać miasto z bliska, ale jednak nie uczestniczyć w hałaśliwym życiu jego ulic.

Jednakże wkrótce chwila ta ponownie następuje, gdy opuszczamy Central Park i kierujemy się do 7. alei, żeby zwrócić wypożyczone rowery. Obsługa przebiega sprawnie pomimo sporego ruchu i już niedługo wychodzimy z budynku na tłoczny chodnik. Wracamy na piechotę do hotelu ponownie mijając liczne przecznice. Tempo dzisiejszego oglądania miasta było naprawdę przyjemne. Przy czym świadomie dokonujemy tutaj rozróżnienia między oglądaniem a zwiedzaniem – gdybyśmy dopiero planowali miasto zwiedzać (co robiliśmy już przez ostatnie kilka dni), to z pewnością rowerowa przejażdżka byłaby mniej swobodna.

Informacje praktyczne

PRZEBIEG TRASY: róg 7th Avenue i 55th StreetHudson River Greenway (wzdłuż West Street) – Battery Bikeway (wzdłuż Battery Pl – State Street – Whitehall Street) – East River Bikeway (wzdłuż South Street) – Fulton StreetGold StreetSpruce StreetCentre StreetBrooklyn Bridge Promenade (Most Brookliński) – Centre StreetSpruce StreetGold StreetFulton StreetEast River Bikeway (wzdłuż South Street – Fdr Dr) – 37th Street1st Avenue61th Street East Drive (Central Park) – West Drive (Central Park) – 7th Avenue

DYSTANS: około 35 kilometrów

CZAS: około 6 godzin z wieloma przystankami

CHARAKTERYSTYCZNE PUNKTY: Hudson River Park (teren rekreacyjno-spacerowy nad rzeką Hudson), lotniskowiec USS „Intrepid” przy pirsie 86. (pier 86), pirs 45. (pier 45) z widokiem na One World Trade Center, widok na 90 West Street / West Street Building z West Street, Battery Park, pirs 15. (pier 15) przy East River z widokiem na Most Brookliński, Most Brookliński, widok na wieżowce południowego Manhattanu, widok na Empire State Building z East River Bikeway, Central Park, Bethesda Fountain (fontanna), widok na Century Apartments  z Central Parku

Mapa z przebiegiem trasy po Manhattanie. Kliknij w obrazek, aby powiększyć:

Infrastruktura, wypożyczalnia rowerów

Jazda rowerem po Manhattanie okazała się przyjemna. Długie ścieżki rowerowe lub ciągi pieszo-rowerowe wzdłuż wybrzeży wyspy pozwalają na bezstresową jazdę odgrodzoną od samochodów. Ale nawet tam, gdzie włączaliśmy się do ruchu na ulicach, było nie najgorzej. Manhattan posiada również sieć pasów rowerowych dzielonych z jezdnią dla pojazdów silnikowych, więc w dużym stopniu rowerzysta dysponuje wydzieloną przestrzenią. Na rzecz bezpiecznego poruszania się po mieście z pewnością działają także jednokierunkowe uliczki oraz częste sygnalizacje świetlne. Co prawda te ostatnie potrafią być irytujące, ponieważ uniemożliwiają płynną jazdę, ale przynajmniej zmuszają do ciągłego skupienia uwagi.

Na Manhattanie znajduje się przynajmniej kilka wypożyczalni rowerów. Fancy Apple (Fancy Apple Bike Rentals & Tours), z której korzystaliśmy znajduje się przy 7. alei (7th Avenue) pomiędzy 55. a 56. ulicą (55th – 56th Street), niemal w sąsiedztwie Carnegie Hall, tylko że po przeciwnej stronie drogi (druga lokalizacja znajduje się również na Brooklynie). Byliśmy w tej konkretnej wypożyczalni, ponieważ korzystanie z ich rowerów znajdowało się w ofercie Sightseeing Pass (zbiorcza przepustka na zwiedzanie kilku wybranych atrakcji turystycznych), którą kupiliśmy sobie przed przylotem do Nowego Jorku. Więcej o Sightseeing Pass pisaliśmy tutaj: → 4 dni w Nowym Jorku. Całodniowe wycieczki po mieście, czyli co warto zwiedzić? (w informacjach praktycznych, w części „Jak zwiedzać?”).

Podczas rekreacyjnego oglądania miasta nie mieliśmy też potrzeby korzystania z lepszych, czy bardziej zaawansowanych rowerów. Te, którymi poruszaliśmy się posiadały 3 biegi, podpórkę, regulację siodła oraz kierownicy i dzwonek. Poprosiliśmy też o jeden rower z koszykiem, żeby można było trzymać w nim kilka klamotów. Można również otrzymać kask i zapięcie, ale wiedzieliśmy, że nie będą nam potrzebne, dlatego odmówiliśmy ich przyjęcia (obowiązek jazdy w kasku dotyczy dzieci).

W Duecie po Świecie

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s