Babia Góra jesienią. Królowa Beskidów w październiku

Babia Góra jesienią. Królowa Beskidów w październiku

Babia Góra jesienią, czyli strzał w dziesiątkę – w samo sedno października. A więc nieco słońca i kolorów, nieco wiatru i humorów. Zimny powiew na twarzy, pomarańczowy liść pod butem. Ciepłe światło tu ogrzewa ten krajobraz, co zdumiewa 🙂

Babia Góra to nazwa masywu w Beskidzie Żywieckim, ale również potoczna nazwa najwyższego szczytu tego pasma (inaczej zwanego Diablakiem). Diablak / Babia Góra mierzy 1.725 m n.p.m. i należy do Korony Gór Polski. Jest szczytem granicznym na granicy Polski oraz Słowacji, leży na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego.

babia góra jesienią królowa beskidów w październiku

„Raz w roku wybierz się gdzieś, gdzie nigdy wcześniej nie byłeś” – Dalajlama

Dzień był ładny – październikowy. W pole widzenia wpadła tablica z napisem „Zubrzyca Dolna”.

I już serce mocniej zabiło, uwaga wyostrzona. Jechaliśmy z wytrzeszczem usiłując śledzić każdy metr drogi i każdy metr kwadratowy mijanego krajobrazu. Bo to było właśnie „to” – „ta” droga i „ta” wieś, przez które ponad 3 lata wcześniej jechaliśmy rowerami. Utknęliśmy w euforii powrotu do miejsca o bardzo dobrych wspomnieniach. Ach! i Och! – jaki to wtedy przemiły był wieczór. Jak to się wtedy dobrze pedałowało! A jak to się przyjemnie zakupy w spożywczym w Zubrzycy Górnej robiło..! 🙂

Droga wojewódzka nr 957 znalazła się na naszej trasie w 2014 roku podczas wyprawy rowerowej dookoła Polski, kiedy przemieszczaliśmy się z Czarnego Dunajca do Zawoi. W pamięci utkwiła nam wypowiedź właściciela kempingu w Zubrzycy Górnej:

– Na Babią Górę nie idziecie? Jest wyjątkowa – wyraził z prawdziwym podziwem i szczerym przekonaniem.

Na Przełęczy Krowiarki w 2014 roku

A potem wjechaliśmy na Przełęcz Krowiarki, zdumiewając się zdobytą wysokością (1.012 m n.p.m. – jeden z najwyższych punktów podczas tamtej wyprawy) i z tęsknotą patrząc na oznakowania pieszych szlaków.

Na szczęście tym razem było nam po drodze i właśnie spełnialiśmy swoje wcześniejsze postanowienie o powrocie w to miejsce. Wróciliśmy na Krowiarki, ale przecież na tym nie koniec!

No bo dyszka za wstęp, piętnastka za parking i już parę kroków dalej czekała tablica obwieszczająca wejście do Babiogórskiego Parku Narodowego. Poszliśmy śmiało w górę po kamiennych schodach, zagłębiając się w pachnący, jesienny las. Wyjątkowość tej upojnej chwili spotęgował przede wszystkim fakt, że wcześniejsze pół roku spędziliśmy w surowej Islandii niemal całkowicie pozbawionej drzew, a tutaj, w masywie Babiej Góry, nasza tęsknota za środkowoeuropejską przyrodą zniknęła w jednej minucie i zamieniła się w buszmeńskie spełnienie 🙂

I szliśmy sobie rozdziawiając się na wszystkie strony. Tu buki, tam jodły, tam świerki, tam dalej w mchu człowieki… Tu buczyna szeleści, tam dalej człowieki pokrzykują. Co one robią? „Hop hooooop!” – daje się słyszeć od tolkienowskich entów. „Hop hooooop!” – odpowiada echo. To nie enty, a pracownicy parku idą pomiędzy drzewami, prawdopodobnie usiłując wypłoszyć zwierzę. Tylko jakie to zwierzę jest wypłaszane? Odpowiedź pada z ust mężczyzny ukrytego za jednym z buków:

– Schowałem się za drzewem, bo jak niedźwiedź będzie zbiegał z góry, to mnie nie zauważy i pobiegnie dalej 🙂

W odpowiedzi zrobiliśmy krzywe, skonsternowane uśmiechy, nie wiedząc, czy jegomość tylko żartuje (co wynikałoby z jego zawadiackiego banana na twarzy), czy mówi serio (co wynikałoby ze scenki rodzajowej, która rozgrywała się obok nas). Zostawiając to pytanie otwartym, poszliśmy dalej. W powietrzu jeszcze przez chwilę unosiło się echo hophopowania, a my zastanawialiśmy się, czy Beskid Żywiecki to miejsce występowania niedźwiedzi!

Odpuszczając tę kwestię wleźliśmy w iglasty regiel górny. Zrobiło się ciasno, gęsto, ale nad świerkami rysowało się niebieskie niebo – docieraliśmy do górnej granicy lasu. Wyszliśmy na Sokolicę (1.367 m n.p.m.), która powitała nas zimnym przeciągiem. Zdjęcie i nogi za pas, zanim ostudzimy własny pot na plecach!

Zaraz za Sokolicą pojawiły się subalpejskie kosodrzewiny. Wśród nich cieplej było tylko trochę, bo wiatr i tak tarmosił nas za łepetyny, które sterczały znad niewysokich krzewów. Na Kępie (1.521 m n.p.m.) zniżyliśmy się do poziomu płotu ogradzającego punkt widokowy i w spokojniejszych wiatro-okolicznościach spędziliśmy dłuższą chwilę z ciepłą herbatą z termosu. Mieliśmy stamtąd widok na pozostawioną w tyle Sokolicę.

Przed nami z kolei czekało coś na kształt spłaszczonej „kupy” – zaokrąglone wypiętrzenie terenu. Z perspektywy szlaku był to najwyższy widoczny punkt – czyżby to była kulminacja Babiej Góry? Podeszliśmy wyżej, ale to ciągle nie była Babia Góra, a… Gówniak (1.617 m n.p.m.)! Tak jest – całkiem słuszne skojarzenie z kupą! 🙂

babia góra jesienią królowa beskidów w październiku

Może i kształt szczytu był „gówniany”, ale za to widok z niego całkiem interesujący. Gówniak wybijał się ponad swoje otoczenie serwując szeroką panoramę okolicy. Tyle, że gdzieś w oddali zaczęły płynąć szare chmury.

Najpierw dorwaliśmy krajobraz w dolinie po północnej stronie, gdzie jeszcze pięknie świeciło słońce i wyostrzało wszelkie jesienne kolory. Świeciło też w ściany oraz dachy malutkich domków, które zaplatały się wzdłuż drogi w Zubrzycy Górnej. Ach, jaki to był widok! 🙂

Zdążyliśmy jeszcze dojrzeć Jezioro Orawskie na Słowacji po przeciwnej stronie masywu, w kierunku południowym. Potem promienie słońca pięknie oświetliły szlak, konturując kształt zbocza. I to był jeden z ostatnich przebłysków światła, bo niebo nad nami zaciągnęło się siwą chmurą.

Dotarliśmy do skalistego kopca porośniętego trawą, czyli piętra halnego – poziomu roślinności górskiej, która w Polsce występuje jedynie w trzech pasmach – w Tatrach, Karkonoszach oraz właśnie w Beskidzie Żywieckim.

Jego czubek to był cel naszego trekkingu – szczyt Diablak mierzący 1.725 m n.p.m. potocznie nazywany Babią Górą od nazwy całego masywu. Wysokość daje jej miano najwyższego szczytu Beskidu Żywieckiego, ale też tytuł królowej wszystkich polskich Beskidów, ponieważ jest również najwyższym szczytem wszystkich tych pasm w Polsce. Co więcej, Babia Góra jest aż drugim najwyższym szczytem w Koronie Gór Polski, a „przerastają” ją w tej klasyfikacji „tylko” tatrzańskie Rysy.

I jak przystało na kogoś, kto zajmuje miejsce na podium, Diablak miał potencjał na niezapomniany, rozległy widok. „Miał”, ponieważ mglisty baldachim tak szybko wypełnił przestrzeń, że pozostawił nas jedynie ze wspomnieniem panoramy, którą widzieliśmy z Gówniaka, Kępy i Sokolicy. Nikt im nie ujmował, aczkolwiek nasze wyobrażenie o nas samych odpoczywających na Babiej Górze i wodzących oczami dokąd tylko wzrok sięga, pozostał wyłącznie w sferze fantazji 😀

Diablak miał być również miejscem naszego trekkingowego „obiadu” (czyt. owsianka z plastikowego pojemnika), ale przejmujący wiatr nie pozwolił zagrzać miejsca. Właściwie to nie pozwolił niczego zagrzać, ani niczego zagrzanego utrzymać – błyskawicznie schłodził nasze plecy, owiał mordy i przewiał rękawiczki, że strach było wyjąć łapska z kieszeni. Próbowaliśmy schować się za usypiskiem kamieni, ale to był jednak kiepski pomysł, więc cyknęliśmy fotkę z zapierającym dech w piersiach widokiem na beskidzką chmurę 🙂 i czym prędzej naginaliśmy w dół – byle jak najdalej od tego wywiejewa 🙂

Choć nie, żebyśmy byli niezadowoleni – byliśmy, nawet bardzo. Pyski cieszyły nam się od ucha do ucha. Babia Góra zdobyta, deszcz nie padał i nie pada, karta pamięci zapisana krajobrazami „sprzed chmury”, żaden biegnący niedźwiedź nas nie staranował (póki co), a niżej mgła rozlazła się i z powrotem odsłoniła masyw. Taki to jesienny, zmienny humor… Nie wracaliśmy się jednak na szczyt. Wiatr w dalszym ciągu był lodowaty, więc szliśmy „swoje” wzdłuż polsko-słowackiej granicy, po lekko obniżającym się grzbiecie.

Wietrzysko przewiewało nam pod nogami. W podskokach pędziliśmy do linii kosodrzewin, żeby chociaż trochę odgrodzić się od nieprzyjemnych podmuchów. Z każdym kolejnym krokiem było coraz lepiej. Dotarliśmy do Przełęczy Brona, skąd skręciliśmy na północny-wschód, gdzie stromymi, kamiennymi schodami zaczęliśmy ostre zejście.

Zrobiło się spokojnie i cicho. Bariera drzew nie pozwalała hulać wiatrowym podmuchom, ale z kolei wyobraźnia zaczęła przypominać sobie pytanie o występowanie niedźwiedzia w Beskidzie Żywieckim oraz echo wykrzykiwanego „hop hop”. No bo wokół żywej duszy, a las gęsty. Profilaktycznie rozpoczęliśmy głośne dysputy o „dupie Maryni”, uświadamiając sobie po raz enty, że nie cierpimy schodzenia w dół (łydki!) i że burczy nam w brzuchach, bo przecież nie zjedliśmy planowanego na Diablaku obiadu.

Więc cudownie było dotrzeć do polany ze Schroniskiem PTTK Markowe Szczawiny. Dorwaliśmy stół z ławką, a termos, sztućce i owsianki poszły w ruch. Brzuchy nam napęczniały 🙂 ale siedzieć i jęczeć nie było wskazane, bo i tam, na polanie dosięgnął nas zimny wiatr. Więc znów zawijaliśmy toboły, żeby w te pędy schować się w gęstym lesie.

I tak turlaliśmy się objedzeni przez jesienny las, wśród buków i jodeł. Cudownie napowietrzeni czystą atmosferą, napatrzeni na leśne strumyki spływające ze zboczy. Szlak nie zbiegał już stromo w dół, był bardzo łagodny, dlatego ostatnie odcinki trasy to był bardzo przyjemny spacer. Pojawili się ludzie, pojawiła się mżawka, której odczuwalność wśród wciąż gęstego listowia była minimalna. Na parkingu kupiliśmy kozi ser od obwoźnej sprzedawczyni, a w drodze na niebie pojawiła się tęcza – podsumowanie tego udanego, jesiennego powrotu w Beskid Żywiecki.

Jak powiedział Dalajlama: „Raz w roku wybierz się gdzieś, gdzie nigdy wcześniej nie byłeś„. Choć równie dobrze powróć gdzieś, gdzie już kiedyś postawiłeś /-aś swoją nogę. Nie zawsze musimy jechać daleko, w nowe, obce miejsca, żeby odkrywać, poznawać, rozwijać się. Powroty też mają swoją unikatową wartość! 🙂

Informacje praktyczne


Przebieg szlaku: Przełęcz Krowiarki (1.012 m n.p.m.) > Sokolica (1.367 m n.p.m.) > Kępa (1.521 m n.p.m.) > Gówniak (1.617 m n.p.m.) > Babia Góra (1.725 m n.p.m.) > Przełęcz Brona (1.408 m n.p.m.) > Markowe Szczawiny (1.180 m n.p.m.) > Przełęcz Krowiarki (1.012 m n.p.m.)

Przez większość trasy szliśmy czerwonym szlakiem (od Krowiarek do Schroniska Markowe Szczawiny). Stamtąd z powrotem na Przełęcz Krowiarki zaprowadził nas szlak niebieski.

Długość: około 14 kilometrów w obie strony (z czego ok. 4,5 km z Krowiarek na Babią Górę)

Czas przejścia: 6 godzin w obie strony (łącznie z trzema dłuższymi postojami)

Teren: szlak z kamieni, droga gruntowa

Szlaki w okolicy: przez masyw Babiej Góry przebiega dość gęsta sieć szlaków turystycznych. Dzięki temu istnieje przynajmniej kilka różnych kombinacji przebiegu trasy, więc łatwo zaplanować taki trekking, żeby wchodzić i schodzić innymi drogami (a więc zobaczyć więcej, poznać lepiej okolicę). Na szczyt można podejść z różnych stron, także od strony słowackiej (Babia Góra jest wierzchołkiem granicznym).

Noclegi: z powyższych względów istnieje również kilka opcji noclegu w okolicy. Noclegową bazą w bezpośrednim sąsiedztwie masywu może być Zubrzyca Górna (w której znajduje się Orawski Park Etnograficznych), wieś Zawoja (ciekawostką jest fakt, że mierzy aż 18 km długości i jest jedną z najdłuższych wsi w Polsce) albo miejscowość Orawska Półgóra (Oravská Polhora) na Słowacji znana z drewnianych, góralskich chat.

Parkingi: parkingi dla zmotoryzowanych znajdujące się bezpośrednio przy wejściu na szlaki zlokalizowaliśmy na Przełęczy Krowiarki oraz w górnej, czyli południowej części Zawoi (Zawoja – Policzne).


Mapa naszego szlaku na Babią Górę (kliknij obrazek, żeby przejść do strony i móc przybliżać albo oddalać mapę):

W Duecie po Świecie

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Babia Góra jesienią. Królowa Beskidów w październiku

  1. Piękna panoram Tatr. U mnie wszystko zaczęło się od Babiej. Nawet nie wiedziałem czy jadę na Babią czy Baranią. Było mi to obojętne… Przemoczone adidasy i takie tam… Teraz mogę się śmiać z tego. Swojego bloga też rozpocząłem od relacji z Babiej http://2beinspired.pl/babia-gora-2005 . Teraz nie za bardzo moge chodzić po górach. Ale na Babią jeszcze wrócę! Dzięki za relację!

    Polubienie

  2. Super szczegółowe informacje. Sama również byłam na Babiej Górze – jest niesamowita. Ale to jak wy rowerem zdobywacie ciekawe miejsca w Polsce musi nadawać im jeszcze większej magi. Super przygoda! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s