Wejście na Lackową, czyli trekking dla zawziętych

Wejście na Lackową, czyli trekking dla zawziętych

Wejście na Lackową połączyło kondycyjną satysfakcję z krajobrazową przyjemnością. Szlak, który nas tam zaprowadził, zmieścił w sobie wszystko to, co w Beskidzie Niskim jest najpiękniejsze. Starą cerkiew ukrytą w zagajniku, łąki obramowane lasem, puste ścieżki, poranną mgłę oraz wsie na „końcu świata”.

Lackowa (997 m n.p.m.) to szczyt na polsko-słowackiej granicy należący do Beskidu Niskiego (Karpaty). Jest najwyższym szczytem tego pasma po polskiej stronie i tym samym należy do Korony Gór Polski (po słowackiej stronie najwyższy jest Busov, który mierzy 1.002 m n.p.m.).

wejście ma lackową

„Jest tylko jeden najważniejszy czas, a ten czas – to teraz” Thich Nhat Hanh

Do wsi Ropki w Beskidzie Niskim przyjechaliśmy pewnego bardzo mglistego, październikowego wieczoru. A przygnała nas jak zwykle ciekawość – tym razem napędzana sentymentem oraz chęcią przemierzania „końca świata”.

Atmosfera ów krańca świata napatoczyła się już podczas dojazdu, kiedy w bezczelnie gęstej mgle pokonywaliśmy kolejne zakręty bocznej drogi. Wąska nitka asfaltu prowadziła między porozrzucanymi domami. Tu ledwo widoczne światło z okna. Tam ciemna ściana lasu. W rowie świecące oczy. I nasz entuzjazm rósł w siłę 🙂 A ręce same złożyły się do nawiedzonego klaskania, kiedy z asfaltówki zjechaliśmy w gruntówkę. To był bowiem cel naszej podróży i jednocześnie miejsce generujące ogromną falę wspomnień.

„Skrót” przez góry w Beskidzie Niskim podczas rowerowej wyprawy 😉

Znaleźliśmy się w Ropkach. I to po raz drugi w życiu, po tym, jak w 2014 roku podczas wyprawy rowerowej dookoła Polski postanowiliśmy zrobić „skrót” przez góry… Pomysł do najmądrzejszych nie należał 🙂 ale zostawił w nas kilka wyjątkowych wspomnień o Beskidzie Niskim. Między innymi to, że w Ropkach nie ma asfaltu, wieś składa się zaledwie z kilkunastu domów, a wkoło są tylko góry. Ze względu na mgłę tego wieczoru ich nie widzieliśmy. Ale czuliśmy ich spokojną obecność i już radość, i już zniecierpliwienie kazały nam szybko spać, żeby czym prędzej wyruszyć na szlak 🙂

Rankiem większość nocnych mgieł rozrzedziła się, odsłaniając pobliskie wzniesienia. Kolorowe drzewa już nas przyciągały, wilgoć w powietrzu obiecywała zapach ziemi i liści! Pędziliśmy do kuchni na śniadanie, po buty i szybko w trasę!

Wystartowaliśmy z wysokości 520 m n.p.m. Powietrze było rześkie i od razu „upiło” nas tlenem. W klimacie „głupawki” szliśmy sobie przez wieś, myśląc o tym, jak cudownie musi być budzić się każdego dnia w takim otoczeniu. Dotarliśmy do skrzyżowania, ewidentnego centrum wsi, gdzie drogowskazy podpowiadały którędy dalej.

Wybraliśmy szlak żółty. Minęliśmy zatem strumyk, ostatni dom i weszliśmy na ścieżkę uciekającą w las. A tam dywan z pomarańczowych liści i stromizna. Uśmiech od ucha do ucha i cała naprzód. Już za chwilę zdejmowaliśmy softshelle, bo ciepły pot pojawił się tu i ówdzie. Tu i ówdzie spływał już na zimno podczas chwilowego przystanku, na co zacna część ciała wzdrygnęła się nieco, a my postanowiliśmy nie robić pauz podczas podejść.

Pokonaliśmy około 300 m przewyższenia i dotarliśmy do skrzyżowania z gruntową drogą. Według wskazówek właścicieli naszego pensjonatu, powinniśmy pójść prosto, na przełaj przez łąkę, która pojawiła się w prześwicie między drzewami. Czyli zignorować, olać, zlekceważyć, wypiąć się na wszystkie znaki oraz dalszy przebieg szlaku. Tak też zrobiliśmy! A przed oczami wyrosła ona. Lackowa w jesiennej okazałości, otulona kolorowymi drzewami, przysłoniona mgłą. Z hipnotyzującym spokojem ze zboczy spływały białe welony i wplątywały się pomiędzy drzewa.

„Ciap, ciap, ciap” – odzywały się nasze buty na wilgotnej łące. Człapaliśmy w mokrej trawie, obchodząc z lewej strony gęsty zagajnik, ponieważ po jego lewej stronie miała znajdować się stara cerkiew.

Szliśmy w dół. Łąka swobodnie opadała do podnóża Lackowej. W zasięg wzroku wjechał rolniczy ciągnik pomrukujący na polnej drodze na wprost nas, a chwilę później pojawiła się biała bryła zwieńczona krzyżami. To była greckokatolicka Cerkiew św. Michała Archanioła w Bielicznej. Z nieba poleciała drobna mżawka, a my właśnie chowaliśmy się we wnętrzu budynku.

Przez kratę obejrzeliśmy wystrój wnętrza i usiedliśmy na drewnianych ławkach w przedsionku. Był tam spokój oraz urok starych świątyń. Święte obrazki, zdeptany dywan i białe ściany. Drewniany sufit i kwiaty oraz świadomość, że znajdujemy się w miejscu, które już nie istnieje. Bo nazwa „Bieliczna” co prawda występuje na niektórych mapach, ale fizycznie po łemkowskiej wiosce została jedynie ta cerkiew ukryta w kępie drzew (skutek wysiedleń w ramach Akcji „Wisła” w latach 40-tych XX wieku).

Przeszliśmy po drewnianej kładce nad nurtem rzeki Biała wypływającej gdzieś ze stoków Lackowej. Wyszliśmy spod drzew, ale mżawka była ledwie odczuwalna, więc postanowiliśmy nie przerywać trekkingu. Gruntową drogą zmierzaliśmy w kierunku północno-zachodnim do wsi Izby, którą poznaliśmy już podczas wspominanej wyprawy rowerowej dookoła Polski. Złowroga chmura wisiała nad głowami, więc dodaliśmy gazu, przy okazji kontrolując wzrokiem wielkość i gęstość kropel trafiających do kałuż.

Teren był płaski, więc 2,5 kilometra dzielące nas od Izb minęło bardzo żwawo. Od momentu wejścia na łąkę zeszliśmy z 820 m n.p.m. do 600 m n.p.m. Dotarliśmy do „głównej drogi” asfaltowej, a z naszych brzuchów wydarło się przeraźliwe zawodzenie 🙂 W takich sytuacjach zazwyczaj uruchamia się odruch poszukiwawczy. Nastawiamy radary i skanujemy okolicę w poszukiwaniu… przystanku autobusowego (ławka + dach w razie ewentualnych opadów atmosferycznych)! Obiekt napatoczył się bardzo szybko, toteż migiem wyjmowaliśmy prowiant i gorącą herbatę na zziębnięte paluchy 🙂

Oprzyrządowanie w plecak i znów byliśmy na drodze. Żwawo. Szybkim krokiem. Siwe chmury wisiały w napięciu pod niebem i było kwestią chwili, zanim zleją nas deszczem. W międzyczasie zboczyliśmy z asfaltu na drogę gruntową, która prowadziła nas do lasu. Spodziewaliśmy się dotrzeć do polsko-słowackiej granicy, ale zanim to nastąpiło, staliśmy się mokrzy i ufajdani błotem. Po chwili pojawiła się również druga ekipa zdobywców Lackowej i tak szliśmy jeden za drugim lawirując między kałużami, od jednego słupka granicznego do drugiego.

Początkowo teren ewoluował w górę bardzo powoli. W momencie wejścia na szlak (szlak czerwony, na granicy) znaleźliśmy się na wysokości około 650 m n.p.m. Nachylenie wzrosło powyżej 700 m n.p.m. a po kolejnych 100 metrach przewyższenia stało się kondycyjnym wyzwaniem 🙂

Przed nami znajdowało się bardzo strome zbocze pokryte mokrymi liśćmi oraz kamieniami. „Machniemy je na raz” – padło postanowienie. Rozebraliśmy się do krótkich rękawów i spokojnie zaczęliśmy wspinaczkę.

Łydki spięte, a łapska błądziły po mijanych kamieniach, kępach mchu albo gałęziach drzew. Podeszwy ślizgały się po mokrych liściach stawiając nas w mało komfortowych rozkrokach 🙂 Nie patrzyliśmy w dół, ale co chwilę zadzieraliśmy głowy w górę, żeby wyniuchać szczyt tego podejścia. Tymczasem figa z makiem – jak go nie ma, tak go nie ma. Ale za to była frajda oraz świadomość pełni życia. No bo co innego bardziej niż wysokie tętno i głęboki oddech, poczucie mięśni i pulsująca dynia daje znać, że jesteśmy żywi? 😉

No i w efekcie postanowienie zostało spełnione. Po niecałych trzydziestu minutach weszliśmy na zbocze. Na raz.

Ale to jeszcze nie był szczyt masywu. Znaleźliśmy się na wysokości około 960 m n.p.m. (ok. 240 m przewyższenia) po pokonaniu najbardziej stromego odcinka. Teraz czekał nas jeszcze odcinek prowadzący grzbietem Lackowej do jej najwyższego punktu. Szlak prowadził między drzewami, ale jesienny wiatr i tak hulał sobie z każdej strony. Niebo było zachmurzone, ale gdzieś w prześwicie między gałęziami dało się zobaczyć spowite w chmurach sąsiednie grzbiety.

No ale gdzie ten szczyt? Szliśmy i szliśmy w niedoczekaniu. W pewnym momencie zwątpiliśmy, czy w ogóle zastaniemy jakiekolwiek oznaczenia, potem pomyśleliśmy, że może „to”miejsce już za nami? No bo szlak przebiegał bardzo niejednoznacznie. Nachylenie terenu było tak niewielkie, że wydawało się, jakbyśmy szli po płaskim.

Po kilku minutach wszelkie wątpliwości zostały rozwiane za sprawą nadrzewnej tabliczki. Znaleźliśmy się na szczycie Lackowej, góry obiektywnie niewysokiej (997 m n.p.m. z tego względu potocznie nazywana jest też „górą policyjną” 🙂 ), ale wymagającej. Od początku trekkingu pokonaliśmy około 700 metrów przewyższenia, a to ciągle nie był koniec. Szlak powrotny miał zaoferować kolejne nierówności terenu 🙂

wejście na lackową trekking dla zawziętych

Najpierw kontynuowaliśmy wędrówkę szlakiem czerwonym. Z początku dalej trzymaliśmy się grzbietu, potem ścieżka zaczęła opadać w dół. Ślizgaliśmy się po pomarańczowych liściach schodząc ponad 200 m w dół do 770 m n.p.m. Tylko po to, żeby zaraz znowu wspinać się kolejne 170 m na Ostry Wierch (938 m n.p.m.).

Tam postanowiliśmy zrobić przerwę na jedzenie. Usiedliśmy na dwóch kamieniach, ale niezbyt długo zagrzaliśmy miejsca. Właściwie to w ogóle go nie zagrzewaliśmy, ponieważ było to zadanie niewykonalne, a po pięciu minutach nasze zadki zrobiły się zimne jak kanapki trzymane w lodówce 😉

Na Ostrym Wierchu rozstaliśmy się z czerwonym szlakiem na rzecz żółtego. Znów poruszaliśmy się po grzbiecie, który zaserwował kolejne zejście oraz podejście – ale tym razem niewielkie, bo osiągające zaledwie kilkadziesiąt metrów przewyższenia (około 30 m). Od tamtego momentu teren prowadził nas tylko w dół, ale łączne przewyższenie podczas trekkingu wyniosło 870 metrów. Byliśmy wniebowzięci, że „niepozorny” Beskid Niski zapewnił kondycyjną rozrywkę 🙂

Gdzieś na szlaku natknęliśmy się jeszcze na przepiękną salamandrę plamistą z gracją pełzającą po kamieniach. A podczas zejścia do naszej wioski wyszliśmy na jesienną łąkę obramowaną kolorowym lasem i mgłami.

Jest tylko jeden najważniejszy czas, a ten czas – to teraz. Czy kiedyś znikniemy ze świata tak jak łemkowska wieś? A co nam daje poczucie, że żyjemy?

Informacje praktyczne


Trasa: Ropki > Bieliczna > Izby > granica PL / SK > Lackowa (997 m n.p.m.) > Ostry Wierch (938 m n.p.m.) > Ropki

Lokalizacja: Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w kierunku południowo-zachodnim, od głównej drogi w Ropkach, gdzie wyznaczone są równolegle szlaki czerwony oraz niebieski. W „centrum” wioski, na skrzyżowaniu dróg podążyliśmy dalej żółtym szlakiem. Weszliśmy do lasu, a droga zaczęła wspinać się pod górę. Dotarliśmy do skrzyżowania z gruntową drogą. Szlak skręcił w prawo, natomiast my udaliśmy się prosto – na przełaj przez łąkę, docierając do cerkwi w nieistniejącej już wsi Bieliczna (cerkiew stoi w zagajniku, po jego lewej, południowo-wschodniej stronie).

Stamtąd gruntowa droga poprowadziła nas w kierunku zachodnim do wioski Izby. Z Izb najpierw asfaltem, potem szutrem przeszliśmy do polsko-słowackiej granicy (a więc na południe). Dotarliśmy do czerwonego szlaku, skręcając w lewo w kierunku wschodnim. Ów czerwony szlak zawiódł nas bezpośrednio na Lackową (przez najbardziej strome podejście), przeprowadził przez jej grzbiet, zbiegł stromo w dół i zaczął ponowną wspinaczkę na Ostry Wierch. Tuż przed szczytem dotarliśmy do skrzyżowania z żółtym szlakiem, który doprowadził nas do Ostrego Wierchu i dalej aż do „centrum” wsi w Ropkach. Stamtąd jeszcze kawałek udaliśmy się czerwonym szlakiem na północny-wschód i byliśmy z powrotem w punkcie startu.

Trasa wg szlaków: szlak żółty (Ropki > skrzyżowanie z drogą gruntową w okolicy nieistniejącej już wsi Bieliczna) > przełaj przez łąkę > droga gruntowa do wsi Izby > droga do granicy PL / SK > szlak czerwony (granica PL / SK > Lackowa > skrzyżowanie z żółtym szlakiem przy Ostrym Wierchu) > szlak żółty (do „centrum wsi w Ropkach) > szlak czerwony do punktu startu

Długość trasy: około 19 km (cała pętla).

Czas przejścia: 6 godzin, 55 minut (cała pętla). Z tego około 3 g 35 min drogi na Lackową. Podejście na najbardziej stromym odcinku szlaku zajęło nam około 30 minut (około 240 metrów przewyższenia). Droga powrotna przez Ostry Wierch zajęła około 3g 15 min. W czas wliczone są dwie przerwy na jedzenie i oglądanie cerkwi w Bielicznej.

Przewyższenie: około 870 metrów.

Teren: grunt, szuter, kamienie, trawa. Wokół rośnie mnóstwo drzew liściastych, dlatego jesienią szlaki pokryte są grubą warstwą opadłych liści. Poza efektem wizualnym ma to również techniczne znaczenie dla piechura. Na kamienistych odcinkach podłoże pod liśćmi nie jest równe, co czasami skutkuje „zapadaniem się” w szczeliny pomiędzy kamieniami. Z kolei gruntowe odcinki o wyrównanej powierzchni wywołują poślizgnięcia (brak przyczepności na mokrych, przesuwających się liściach) – zwłaszcza w pochyłym terenie, podczas zejść.

Szlaki: przez Lackową przebiega wyłącznie czerwony szlak. Sieć szlaków nie jest tutaj gęsta, ale w najbliższej okolicy na szczyt można dostać się z kilku miejscowości: tak jak my ze wsi Ropki i / lub Izby, z Wysowej-Zdroju (szlak zielony, potem czerwony), z Mochnaczki Niżnej (zielony i czerwony) z Banicy (przez Izby i dalej szlakiem czerwonym) lub z Krynicy-Zdroju (zielony, czerwony szlak).

Zakwaterowanie: w każdej z tych miejscowości można znaleźć nocleg – pokój w pensjonacie albo agroturystyce. Niektóre z kwater oferują również wyżywienie, w innym przypadku można gotować samemu albo jeść w restauracji np. w Krynicy-Zdroju lub w Uściu Gorlickim.

Dojazd: do większości wiosek wokół masywu Lackowej prowadzą boczne, wąskie drogi. Poza zimową porą dojazd nie powinien być trudny, ale należy uważać na dzikie zwierzęta, które ze względu na nikły ruch mogą częściej przebywać w pobliżu drogi, a ze względu na wąski pas ruchu mogą być większym zagrożeniem dla bezpieczeństwa podróżujących.

Jeżeli ktoś ma zamiar dotrzeć do szlaku na Lackową samochodem, to w Ropkach znajdzie miejsce do zaparkowania auta. Ze względu na minimalny ruch można zrobić to na poboczu drogi gruntowej prowadzącej przez wieś lub na „placu” nieopodal „centrum” wioski – za skrzyżowaniem, nad potokiem.

Cerkiew: greckokatolicka cerkiew pw. Świętego Michała Archanioła w Bielicznej otwarta jest przez całą dobę (informacja z jesieni 2017 roku). Powstała w 1796 roku i zachowała się po nieistniejącej już dzisiaj łemkowskiej wsi (choć zdarza się, że jej nazwa występuje na mapach) zlikwidowanej w 1947 roku podczas akcji „Wisła”.

Zarys trasy przez Bieliczną do Izb

Szlak przez Lackową i Ostry Wierch do wsi Ropki (kliknij w mapę, żeby przejść do strony z zapisem trasy)

W Duecie po Świecie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s