Pico del Veleta rowerem. Najwyższa droga Europy

Pico del Veleta rowerem. Najwyższa droga Europy

Pico del Veleta rowerem, czyli niemal 2.500 metrów w górę na trzytysięcznik. Podjazd w górskim masywie na południu Hiszpanii, który jest zupełnie inny od znajomych środkowoeuropejskich krajobrazów. Na tyle inny, że świat widziany z jego szczytów wydaje się obcą planetą. 

Pico del Veleta to szczyt w Górach Betyckich w Hiszpanii, który mierzy 3.398 m n.p.m. Z rowerowego punktu widzenia ważne jest to, że prowadzi na niego najwyżej w Europie położona droga asfaltowa (dokładniej do wysokości ok. 3.200 m n.p.m. Pozostałe 200 m przewyższenia na sam czubek góry należy pokonać szutrówką). Droga na Veletę dostarcza wielu wrażeń. Rowerowo – głównie ze względu na okazałe przewyższenie trasy oraz suchy klimat – jest wymagająca. Natomiast krajobrazowo – w skali kontynentu europejskiego – jest bardzo oryginalna.

Widok na południową Hiszpanię z górnych partii podjazdu na Pico del Veleta

Kulminacja podjazdu znajduje się w pobliżu szczytu Mulhacén (3.478 m n.p.m.) – najwyższego w kontynentalnej Hiszpanii oraz na Półwyspie Iberyjskim. Sama Veleta jest drugim najwyższym szczytem Gór Betyckich, a trzecim najwyższym w kontynentalnej Hiszpanii. Są to zatem obszary mocno wypiętrzone, co nie pozostaje bez wpływu na jakość jazdy oraz walory krajobrazowe.

Podjeżdżaliśmy tam jako sakwiarze na rowerach trekkingowych, więc nasza eskapada nie miała charakteru sportowego wyzwania, choć kondycyjnym wyzwaniem była z pewnością. Tamtego dnia spędziliśmy w drodze 11 godzin, z czego sam podjazd zajął niecałe 5 godzin, a reszta minęła na kilku postojach, robieniu zdjęć, zjeździe oraz dłuższej przerwie pod szczytem. Przewyższenie w drodze na Veletę sięgnęło 2.458 metrów na dystansie 34,5 kilometra. Średnie nachylenie całej trasy do szczytu to zatem jedynie nieco ponad 7%, ale do pokonania czekały odcinki 17- czy 18%.

Zdecydowaliśmy się na ten podjazd niemal u kresu pięciomiesięcznej wyprawy rowerowej po Europie Środkowej i Zachodniej i dla nas było to pewnego rodzaju zwieńczenie wszystkich poprzednich górskich wyzwań, których podejmowaliśmy się w Karpatach oraz Alpach, a w których podjazdy drogowe nie dosięgają tych magicznych trzech tysięcy metrów n.p.m. Podczas gdy ich wyjątkowość polega na byciu „pośród”, wyjątkowość Velety polega na byciu „ponad” otoczeniem 🙂

Parametry trasy

(tzw. stara droga Güéjar Sierra – Veleta – Güéjar Sierra – czytaj niżej o opcjach podjazdu)

DŁUGOŚĆ TRASY: około 69 kilometrów w tę i z powrotem (34,5 kilometra do szczytu)

CZAS PRZEJAZDU: około 11 godzin w tę i z powrotem (5 godzin na podjazd)

ŚREDNIA PRĘDKOŚĆ: około 7 kilometrów / godzinę (na podjeździe)

NAJWYŻSZY PUNKT NA TRASIE: 3.398 m n.p.m.

NAJNIŻSZY PUNKT NA TRASIE: 940 m n.p.m.

MAKSYMALNE NACHYLENIE NAWIERZCHNI: około 22%

PRZEWYŻSZENIE: około 2.598 metrów na całej trasie tam i z powrotem (2.458 metrów podczas podjazdu na szczyt i około 150 metrów podczas powrotu do Güéjar Sierra)

Czas naszego podjazdu na szczyt Pico del Veleta (bez postojów)

Opis trasy

Nasz wzrok zdaje się błądzić po szerokiej panoramie w poszukiwaniu tego, co znane i bliskie, a jednak każdy dostrzeżony element rzeczywistości rozpoznaje jako obcy, odległy i dziwny. Taki właśnie jest świat z perspektywy 3.398 m n.p.m.

Hiszpania, 11.10. 2016 (134 dzień wyprawy rowerowej po Europie). Dystans: 69 km

O 6.00 zadzwonił budzik, a kilka minut później w kempingowym lustrze zobaczyliśmy dwie niewyspane i blade, do tego zmarszczone od porażenia światłem mordy 🙂 Na dworze było chłodno i ciemno, więc śniadanie zjedliśmy w namiocie oświetlonym przez czołówki. Przypięliśmy sakwy do bagażników, założyliśmy odblaskowe kamizelki i wyjechaliśmy na drogę.

Świat wokół w większości jeszcze spał i jedynie rowerowe lampy oraz reflektory kilku samochodów rozjaśniły pierwsze zakręty. Dotarliśmy do zabudowań w centrum Güéjar Sierra, gdzie ulice były żółte, ciche i bezludne. Tylko po prawej szumiała fontanna, tylko przed sklepem ktoś się kręcił wyładowując świeży towar. „Veleta?!” – krzyknął Kamil. „Derecho!” (prosto) – odkrzyknął mężczyzna pokazując dłonią.

Za śladem jego ręki pomknęliśmy w dół, całkiem stromo. Ostatnie spojrzenie na miasto położone na wzgórzach i niebo za górami zaczęło kolorować się na różowo. W mgnieniu oka ciemność zamieniła się w półmrok, a ten – w blady świt. Ostra serpentyna sprowadziła nas do poziomu rzeki Rio Genil. Zatrzymaliśmy się po zdjęcie, bowiem staliśmy u stóp Velety, na początku najwyżej położonej na europejskim kontynencie drogi. A poza tym w asfalt wryła nas pierwsza tablica informacyjna 🙂 :

Było krótko po siódmej, kiedy wsiedliśmy z powrotem na rowery i tym samym znaleźliśmy się na morderczych pierwszych pięciu kilometrach Velety. Oczy powiększyły się do wielkości pięciozłotówek, oddech nierówny. Chwila dezorientacji i poczucia utraty kontroli, bo to, co właśnie robiliśmy, to było niezwykłe, katorżnicze przepychanie korby. Oto podjazdy 22%-19%-18% morderczo zaplatały się po zboczu wzgórza nad Güéjar Sierra (to był najbardziej wymagający fragment w górach, jaki do tamtej pory spotkaliśmy. A spotkaliśmy ich całkiem sporo).

Od razu zrozumieliśmy, że Veleta nie będzie podobna do żadnej ze znanych nam górskich dróg. Że rozbudzi w nas zupełnie inne emocje i bardziej będzie kwestią silnej woli, niż kwestią czasu. Na tę trasę trzeba było być zdecydowanym w 200%.

Jechaliśmy swoje, skupieni na każdym obrocie korbą, kontrolujący każdy ruch oraz każdy oddech. Tymczasem słońce unosiło się coraz wyżej, coraz mocniej i szerzej oświetlając brązowe góry. A potem oświetlając nas i tak w jego promieniach pozostaliśmy do samego wieczora. Minęło nas trąbiące auto z pozdrowieniami. Na tych stromiznach droga wyprzedzania była długa, przyspieszenie niezbyt okazałe 🙂

Potem zrobiło się łagodniej (około 8%-10%). Tym samym prędkościomierz jakby sam z siebie przyspieszył. Wydawało się, jakby rower frunął, korba była luźna, a nogi nagle stały się lekkie – chociaż wciąż działaliśmy w obrębie pierwszego biegu na przedniej zębatce.

Droga wywiodła nas na szczyt wzgórza. Stamtąd widzieliśmy białe zabudowania Güéjar Sierra wciśnięte w zbocze na przeciwległym wzniesieniu. Zostawiliśmy za sobą strome zygzaki i powoli zaczęliśmy zagłębiać się wewnątrz masywu. Była w tym jakaś radość. Może nawet jakaś nuta beztroski, ale gdy patrzyliśmy przed siebie, na drogę, która jeszcze pozostała, owa nuta ucichła. I pozostał tylko świst wiatru nad asfaltem.

Świat roślin bardzo zubożał ograniczając się do suchych na wiór traw i niskich krzewów. Odsłaniał brązowe skały oraz bezlitośnie pogodne niebo. Ostre słońce i wysiłek nie pozwalały odczuwać zimna, ale po odkrytym terenie hasał sobie chłodny wiatr targający grzywę (nota bene słowo „veleta” oznacza „wiatrołap”) 🙂

Nieco ponad 2.000 metrów n.p.m. na przydrożnych kamieniach zrobiliśmy przerwę na owsiankę. W ostrym słońcu i surowym krajobrazie, choć przede wszystkim po męczącej wspinaczce – smakowała poniżej przeciętnej, ale przecież potrzebowaliśmy energii. Trochę białka i cukru zarówno po wielkim wysiłku na stromiznach jak i przed jeszcze długą, długą drogą na szczyt.

Gdzieś dalej na trasie rośliny zniknęły niemal całkowicie. Jeszcze gdzieniegdzie wyrastała trawa, ale na wprost wznosiły się już zapowiedzi księżycowej aury – suche, skaliste grzbiety gór. Tymczasem dotarliśmy do strategicznego ronda łączącego dwie drogi na szczyt – tzw. starą drogę, którą się poruszaliśmy oraz nową drogę biegnącą z Granady (więcej na ten temat w końcowej części posta „Informacje praktyczne”).

Po naszej prawej stronie teren zaczął opadać w dół, a w tym zagłębieniu pojawiły się zabudowania miejscowości Pradollano. Z miasteczka w trasę wyjechało kilka kolarzówek, przypominając nam, że ciągle znajdujemy się na ziemi, pośród innych ludzi 🙂

Jeszcze do wysokości 2.550 m n.p.m. droga dość łagodnie zagłębiała się w górski masyw. Dotarliśmy do szlabanu, powyżej którego mogą poruszać się jedynie piesi, rowerzyści oraz samochody należące do służby parku. Od tego momentu trasa znów zaplotła się w serpentyny, a przed nami coraz wyraźniej zaznaczał się zadziorny szczyt Pico del Veleta. Jego nieprzyjazny charakter podkreślał jeszcze coraz bardziej półpustynny krajobraz. Momentami brązowo-czerwony, momentami marsjański, może księżycowy.

Dzień bardzo się dłużył. W myślach mimowolnie przesuwały się kolejne kilometry przejechane od momentu wyruszenia w podróż. Krajobraz wokół stawał się coraz bardziej suchy i skalisty, a wspomnienie zielonych Karpat i Alp oddalało się z każdym metrem wysokości.

Byliśmy zmęczeni górami. Niewiele było płaskiego podczas tej wyprawy, a przecież Veleta nie należała do tych pobłażliwych. Jeszcze niedawno z lekkością i werwą wjeżdżaliśmy na Passo dello Stelvio, a teraz jakoś bez przekonania kręciliśmy korbami w ostrym słońcu.

Powoli dosięgała nas południowo-hiszpańska pustka. Uboga przyroda sprawiała wrażenie obcości. Zyskując kolejne metry wysokości, zyskiwaliśmy także przekonanie, że byliśmy na Księżycu lub na Marsie. Trawa zniknęła całkowicie, pozostały tylko kamienie i fantastyczne panoramy sięgające niebotycznie daleko. Pobliskie zbocza raziły nas szarością, ale te odleglejsze sprawiały wrażenie wyjętych z baśni. Tło pokolorowane w fiolety, granaty, błękity jeszcze bardziej uwydatniało surowość pierwszego planu, najbliższej okolicy.

Pico del Veleta był cały czas widoczny i zdawał się być blisko, ale z każdym kolejnym zakrętem człowiek uzmysławiał sobie, że jedynie lawiruje między skałami, bo rowerowy czubek Europy przybliża się nieznacznie lub zgoła wcale.

Spotkaliśmy jeszcze kilku kolarzy oraz parę osób przechadzających się na piechotę po mijanych przez nas stokach. Ale nagle zza któregoś zakrętu wyjechał rasowy sakwiarz 🙂 Jedyny, jak się potem okazało, spotkany na całej trasie. Oczywiście odbyły się pozdrowienia, krótka pogawędka, wymiana doświadczeń i musieliśmy uciekać dalej, bo czas upływał, popołudnie mijało, a my ciągle mieliśmy przed sobą kilometry drogi.

Tyle, że na dalszej trasie zabrakło już werwy. Gdzieś około 3.000 m n.p.m. Karolina poczuła się dziwnie. Po raz pierwszy znaleźliśmy się na takim pułapie i jej twarz się zmieniła, a w oczach i na policzkach malowało się zmęczenie. Tyle, że nie było to zmęczenie podjazdem, a wysokością. Niemrawymi palcami wzięła aspirynę zabraną do sakwy „na wszelki wypadek”. Pojechaliśmy dalej, robiąc częste, krótkie przerwy.

Zaczęliśmy objeżdżać wierzchołek Pico del Veleta. Jakość asfaltu drastycznie spadła, jeszcze bardziej utrudniając niezbyt przyjemną jazdę. Było więc ostre słońce, zimny wiatr, dziury, podjazd, zmęczenie i świadomość, że droga ciągle przed nami, że ciągle jeszcze brakuje nam kilometrów do zdobycia najwyższej w Europie drogi.

Otoczenie było fenomenalne, ale coraz mniej zajmowało naszą uwagę. Z każdym metrem niecierpliwiliśmy się, a częste przerwy temu nie pomagały. „No i gdzie ten cholerny szczyt?” – pytaliśmy sami siebie w myślach, czasem siebie nawzajem na głos. To był właśnie ten moment, kiedy Veleta bardziej niż kwestią czasu, stała się kwestią woli. Do tamtego momentu na żadnej innej wysokogórskiej drodze nie spotkało nas podobne doświadczenie.

Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy też takiego jak tam desperata 🙂 Na odcinku spektakularnych dziur bardzo spektakularnie wyprzedził nas kolarz jeszcze bardziej zniecierpliwiony niż my. Z otwartymi gębami patrzyliśmy jak jego rower poddaje się wszelkim wybojom, ponieważ delikwent jechał prosto przed siebie, omijając strategię omijania największych dziur 🙂

Potem skończył się asfalt, ale to w dalszym ciągu nie był szczyt. Do samego wierzchołka na około dwóch kilometrach prowadziła jeszcze wyboista ścieżka. Kamienie były duże i śliskie, więc koła rowerów obsuwały się i momentami tańczyły po drodze. Była  godzina 16.00, gdy dotarliśmy na Pico del Veleta.

Skalisty wierzchołek wznosił się nad, zdawałoby się, obcą planetą. I było obco. Dziwnie. Teraz wiemy bardziej niż kiedykolwiek, co znaczy słowo „niesamowicie”. Karolina stała na wietrze, a ten chłodził emocje. Na twarzy rysował się spokój i ulga. Oczyma wodziła wokół po rozległej przestrzeni, która sięgała tam, dokąd nie dociera ludzki wzrok. W oddali, na południu majaczyło Morze Śródziemne, pod nami sterczały ostre wierzchołki gór Sierra Nevada.

Wiatr stawał się coraz chłodniejszy, kiedy mięśnie odpoczywały podczas przerwy na kanapki. Byliśmy szczęśliwi, ale nie mieliśmy czasu, żeby to szczęście wyraźnie poczuć. Dłuższa przerwa na wietrze szybko wyziębiła zmęczone organizmy. Wiedzieliśmy, że czeka nas jeszcze długi zjazd, który na pierwszych kilometrach nie będzie przyjemny (dziury!!!), a na sam koniec będziemy mieli przed sobą podjazd do kempingu (przecież rano zaczęliśmy od zjazdu do rzeki… To znaczy, że po wszystkim trzeba to podjechać z powrotem 😀 ). Dlatego myślami byliśmy już pod prysznicem, zmywając z siebie dzień na Velecie, a zaraz potem przytulając się do śpiworów w namiocie.

Ubraliśmy skarpetki, grube bluzy i rękawiczki. Kaski na głowy i w drogę, niemal 2.500 metrów w dół z najwyżej położonej drogi na kontynencie. Nieraz jeszcze obracaliśmy głowy za siebie, żeby zobaczyć ten złowrogi, zadarty wierzchołek. I w całym tym zmęczeniu gdzieś po łepetynach krążyło niedowierzanie, że to już. Że ją zdobyliśmy. Najwyższą w Europie drogę. Przecież niedawno nam się to nawet nie śniło 🙂

Informacje praktyczne

Lokalizacja i charakterystyka miejsca

Pico del Veleta leży na południu Hiszpanii w pasmie gór Sierra Nevada w Górach Betyckich. Ulokowany jest około 80 kilometrów od wybrzeża Morza Śródziemnego na obszarze Parku Narodowego Sierra Nevada (Parque Nacional de Sierra Nevada).

Park ten to na mapie rozległa zielona plama rozpościerająca się na południowy-zachód od miasta Granada. Jednak w rzeczywistości jest to miejsce mające niewiele wspólnego z zielenią, ponieważ Góry Betyckie to przede wszystkim brązowe, gołe lub półnagie zbocza. Na fakt ten wpływ ma przynajmniej kilka czynników. W najbardziej wypiętrzonych partiach gór odpowiedzialna za to będzie oczywiście wysokość n.p.m. W drodze na Veletę odznacza się znaczne ubożenie roślinności powyżej 2.000 m n.p.m.

Poza tym opisywane obszary, tak jak wszystkie wysokie góry, przez cały rok wystawiane są na intensywne działanie warunków atmosferycznych. W lecie jest to przede wszystkim ostre słońce. W zimie są to obfite i długo utrzymujące się opady śniegu. Najwyższym partiom gór towarzyszą także częste wiatry. Samo słowo „veleta” po hiszpańsku oznacza „wiatrowskaz„.

Lokalizacja Pico del Veleta na mapie Hiszpanii i Półwyspu Iberyjskiego

Ważna jest także szerokość geograficzna, z którą wiąże się m.in. długość ekspozycji na słońce oraz jej intensywność. W przypadku Gór Betyckich – leżących nieopodal Gibraltaru, a więc wysuniętych mocno na południe – będą to długie godziny mocnego oświetlenia.

Zatem podjazd na Veletę w przeważającym stopniu rozgrywa się w suchych, skalistych okolicznościach. Niżej występują liściaste oraz iglaste drzewa, które powoli ustępują krzewom i wypalanym przez słońce trawom. Powyżej 2.500 m n.p.m. dominują kępy traw, a około 3.000 m n.p.m. pozostają już tylko kamienie. Krajobraz wokół Pico del Veleta wręcz przywodzi skojarzenia z powierzchnią Księżyca.

Kiedy jechać?

Najlepiej wjeżdżać na Veletę w maju, na początku czerwca, we wrześniu lub październiku, ponieważ przeważnie powinny być to miesiące mniej doskwierających warunków atmosferycznych. Latem co prawda dni są dłuższe, ale nie polecamy letniego południowego słońca na wymagającym i długim podjeździe. W zimie z kolei dni są krótkie, a droga może być niebezpieczna – ze względu na lód i śnieg oraz ruch samochodowy w tych okolicznościach, który w zimowych miesiącach zwiększa się ze względu na stoki narciarskie w pobliżu Pradollano (około 2.200 m n.p.m.).

My „swoją” Veletę zdobyliśmy około połowy października, kiedy w południowej Hiszpanii było ciągle gorąco, a w wysokich górach ostre słońce łagodził chłodny wiatr. W dzień podjazdu na trasie nie było ani jednej chmury i ani jednego śniegowego płatka na zboczach. Kolejnego dnia w Güéjar Sierra, gdzie spaliśmy, pojawił się obfity deszcz, a podczas rozpogodzenia zobaczyliśmy, że Veleta była już pokryta śniegiem.

Aktualne czynniki pogodowe dla szczytu Pico del Veleta można sprawdzać tutaj: → www.windy.com

Urwisty, północny stok Pico del Veleta

Opcje podjazdu

Rowerem na Pico del Veleta można dostać się z południa lub z północy. Z kierunku południowego w kierunku szczytu prowadzi droga A-4129, która w wiosce Capileira na wysokości około 1.400 m n.p.m. zamienia się w drogę Camino de la Sierra. Nie znamy obecnego stanu trasy południowej, ale jeszcze do niedawna większą jej część stanowił szuter.

Z północnej strony istnieją 2 opcje trasy. Znajdują się tutaj dwie drogi – tzw. stara droga (trasa GR-3200 z miejscowości Güéjar Sierra, a potem A-4025) oraz tzw. nowa droga (droga A-395 z Granady). Dobiegają one do wspólnego punktu na wysokości 2.180 m n.p.m i dalej biegną już jako jedna trasa. Drogi północne niemal w całości wiodą po asfalcie. Tylko ostatni, wspólny dla wszelkich możliwych opcji, 2-kilometrowy odcinek drogi na szczyt biegnie szutrówką.

Wjeżdżaliśmy z północy starą drogą. Przy wyborze kierowaliśmy się przede wszystkim natężeniem ruchu samochodowego. Stara droga to miejscami bardzo wąski asfalt, który prowadzi jedynie do kilkuosobowych osad, więc charakteryzuje się minimalną liczbą samochodów, podczas gdy nowa droga wiedzie do większej miejscowości Pradollano.

Pico del Veleta z wioski Capileira drogą z południa

Pico del Veleta z Güéjar Sierra starą drogą

Pico del Veleta z Granady nową drogą

Przewyższenie na północnych trasach może być różne, w zależności od tego, z którego miejsca rozpoczyna się podjazd. Dla nas punktem startu było miasteczko Güéjar Sierra, z którego przewyższenie na Veletę wyniosło 2.458 m n.p.m. Ale dnia poprzedzającego musieliśmy do tej miejscowości dotrzeć, czyli podjechać z Granady kolejne 300 metrów w górę. Jeżeli ktoś będzie wybierał się na Pico del Veleta z Granady, różnica wysokości w drodze na szczyt osiągnie około 2.750 metrów.

Natomiast na trasie południowej przewyższenie z wioski Capileira (na wysokości ok. 1.400 m n.p.m.) wyniesie około 2.000 metrów. Trzeba jednak pamiętać, że ten ewentualny punkt startu nie leży w płaskim terenie i również trzeba się do niego dostać.

Skrótowy przebieg naszej trasy

(tzw. stara droga Güéjar Sierra – Veleta – Güéjar Sierra)

Güéjar Sierra 1.080 m n.p.m. (droga GR-3200) > rzeka Rio Genil 940 m n.p.m. (droga GR-3200) > skrzyżowanie drogi GR-3200 z drogą A-4025 1.680 m n.p.m. > rondo łączące drogę A-4025 z drogą A-395 2.180 m n.p.m. > droga A-395 do Hoya de la Mora 2.550 m n.p.m. > Pico del Veleta 3.398 m n.p.m. > Hoya de la Mora 2.550 m n.p.m. > Rio Genil 940 m n.p.m. > Güéjar Sierra 1.080 m n.p.m.

Dojazd

Lotniskiem znajdującym się najbliżej Pico del Veleta jest port lotniczy Granada-Federico Garcia Lorca (GRX), na który można dostać się pośrednim lotem z Warszawy z przesiadką w Barcelonie. Bezpośrednio można dostać się samolotem z Berlina (Berlin-Tegel TXL).

Inną możliwością jest bezpośredni lot z Warszawy (Warszawa-Modlin WMI lub Warszawa Lotnisko Chopina WAW) do Madrytu i następnie krótkie połączenie Madryt – Granada (minusem jest wysoka cena). Teoretycznie z Madrytu do Granady można również dostać się pociągiem, ale nie polecamy tej opcji rowerzystom. W 2016 roku nie mogliśmy kupić biletów kolejowych, które pozwalałyby nam na przewóz rowerów. Jedyną rozsądną opcją była podróż do miasta Jaén oddalonego od Granady ok. 90 kilometrów na północ. Niestety dalsza podróż pociągiem nie była możliwa, ponieważ w Jaén kończy się linia kolejowa. Zatem najkrótszy i najsprawniejszy przejazd z Jaén do Granady prowadził autostradą. Na szczęście udało nam się kupić bilety autokarowe z możliwością przewozu rowerów w luku bagażowym i tym sposobem udało nam się zdążyć dotrzeć na Veletę przed opadami śniegu.

Podróż samolotem z Polski do Hiszpanii jest przynajmniej o kilkadziesiąt godzin krótsza niż podróż pociągiem i przewiduje mniej przesiadek. Pomimo konieczności i skręcania roweru po przylocie, jest wygodniejsza (m.in. zawsze zapewnia miejsce siedzące, nie ma potrzeby pilnowania roweru podczas podróży, nie trzeba przeciskać się z całym sprzętem między ludźmi w pociągu itd.). Również na terenie Hiszpanii podróżowanie samolotem wydaje się być sprawniejsze i szybsze.

Droga na Veletę około 2.000 m n.p.m.

Ekwipunek

JEDZENIE

Podczas podjazdu warto mieć przy sobie syty zapas jedzenia, ponieważ trasa zajmie wiele wyczerpujących godzin. Ważne są białko i węglowodany. W naszym przypadku większe posiłki na dłuższych przerwach składały się głównie z produktów białkowych (owsianka, chleb z twarogiem), na krótkich postojach energetyzowaliśmy się węglowodanami (banany, baton, czekolada).

Na trasie nie ma źródeł wody, w których można byłoby uzupełnić zapasy, dlatego należy zabrać je ze sobą. Mieliśmy przy sobie około 2 l na osobę, które służyły nam również do przygotowywania owsianki.

Ilość jedzenia jest względna i zależy m. in. od indywidualnej budowy ciała oraz płci. Poniżej znajduje się nasz zestaw żywieniowy podczas podjazdu na Veletę (dla 2 osób):

  • 0,5 kilograma owsianki
  • kilka garści rodzynek
  • 4 banany
  • kostka chudego twarogu
  • kilka kromek ciemnego chleba
  • kilka plastrów żółtego sera / kilka plastrów wędliny 
  • czekolada
  • 2 batony

UBRANIA

W październiku wjeżdżaliśmy w krótkich spodenkach oraz bluzach z długim rękawem, które około 2.000 m n.p.m. na długi czas schowaliśmy do sakw. Niekiedy na krótkich postojach pozbywaliśmy się na chwilę również koszulek. Jeśli ktoś tak jak my, będzie wyruszał w trasę przed świtem, to przyda mu się kamizelka odblaskowa.

Dobrze rozpatrzyć zabranie takich ubrań jak przeciwwiatrowa kurtka (np. softshell), kominczapkarękawiczki. Niekoniecznie wszystkie te rzeczy się przydadzą, ale przynajmniej część z nich może być potrzebna na szczycie albo na zjeździe. Oczywiście wszystko zależy od aktualnej pogody, ale warto pamiętać, że są to wysokie góry, a warunki atmosferyczne mogą być tam bardzo nieprzewidywalne. Poza tym zmęczony organizm nieco inaczej odbiera bodźce z zewnątrz i łatwiej się wyziębia. Po pokonaniu 2.500 metrów przewyższenia może zrobić się zimno, tym bardziej, że podczas zjazdu wykonujemy minimalne ruchy ciała.

OCHRONA

Podczas podjazdu przyda się zadbać o bezpieczeństwo oraz ochronę ciała. Warto mieć przy sobie:

  • kask rowerowy, który w świetle prawa (2016) jest obowiązkowy w Hiszpanii. Osobiście na Velecie używaliśmy go tylko podczas zjazdu.
  • przydadzą się okulary przeciwsłoneczne oraz krem na słońce, ponieważ w dobrą pogodę będziesz wystawiony / -a na wiatr i słońce, a na dodatek podczas wysiłku pojawi się słony pot jeszcze bardziej wysuszający skórę.
  • może przydać się aspiryna na objawy choroby wysokościowej (np. spowolnione myślenie, rozproszona uwaga, dezorientacja, nagłe obniżenie kondycji fizycznej, nienaturalne uczucie zmęczenia), które mogą pojawiać się mniej więcej od wysokości 2.700 m n.p.m.
  • jeżeli wyruszasz przed świtem, zadbaj o oświetlenie roweru.
Pico del veleta rowerem najwyższa droga europy

Karolina bierze aspirynę na objawy choroby wysokościowej (blisko 3.000 m n.p.m.)

Noclegi i zaopatrzenie

Güéjar Sierra znajduje się przynajmniej kilka opcji noclegu (podjazd opisywaną trasą, czyli tzw. starą drogą). W samym mieście są różne kwatery noclegowe pod dachem, natomiast przy wjeździe do miejscowości funkcjonuje kemping, z którego sami korzystaliśmy (Camping Las Lomas). Cena za 2 osoby z namiotem bez auta wyniosła nas 23 € za dobę (poza sezonem; dane z jesieni 2016). Kemping posiada także bungalowy na wynajem oraz bezpłatny odkryty basen i pomieszczenie socjalne z kanapami oraz tv.

Chętni na podjazd z Granady nie powinni narzekać na wybór miejsc noclegowych. Granada to bardzo duże miasto, gdzie można znaleźć kemping, hostel, hotel, pokój itp. i dopasować warunki do swoich potrzeb oraz zasobności portfela.

Zaopatrywaliśmy sięGranadzie, nie wiedząc, czy w Güéjar Sierra będzie można zrobić zakupy. Tymczasem w miasteczku znajduje się m.in. piekarnia oraz kilka sklepów ogólnospożywczych (owoce, warzywa, napoje, alkohole, słodycze, pieczywo itp.). Minimarket znajdował się również na kempingu (podstawowy asortyment), ale ceny były trochę wyższe niż w miejscowości (dane z jesieni 2016). Teraz już wiemy, że nie ma potrzeby targać ze sobą dodatkowych kilogramów jedzenia z Granady 🙂

Koszty

Wjazd na teren Parku Narodowego Sierra Nevada (Parque Nacional de Sierra Nevada) nic nas nie kosztował. Również bezpłatnie wjeżdżaliśmy na najwyższe partie drogi (punkt Hoya de la Mora) odgrodzone szlabanem, powyżej którego mogą poruszać się wyłącznie piesi, rowerzyści oraz służba parku (brak dostępu dla samochodów).

Jedyne koszty, jakie należy ponieść przy okazji wjazdu na Veletę to koszt noclegów przed i po podjeździe oraz koszt transportu, np. do Granady – w zależności od wybranego miesiąca w roku.

W Duecie po Świecie

Relacja z naszego wjazdu na Pico del Veleta znalazła się w czerwcu 2018 roku w magazynie rowerowym bikeBoard: →  Veleta znaczy wiatrowskaz

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Pico del Veleta rowerem. Najwyższa droga Europy

  1. Super wyprawa.Bylem na Pico w 1994 (nie było zakazu) roku moim camperem vwt3 California silnik chłodzony powietrzem -cierpiał .Drugim razem po wyprawie dookoła Europy w roku 2005r. wracając z Portugali nowym vwt5 wyjechałem na około 2500mnp i zakaz . ale majac rowery zona została a ja wyjechałem te kilkanaście km i zaliczyłem 3400. . ale od 2500m

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s