Pico del Veleta rowerem. Najwyższa droga Europy

Pico del Veleta rowerem. Najwyższa droga Europy

Veleta rowerem to część długiej wyprawy rowerowej przez 11 krajów Środkowej oraz Zachodniej Europy. W pewnym sensie była ukoronowaniem rowerowego wysiłku, choć nie stanowiła bezpośredniego zakończenia wyprawy. Ale z pewnością była największym wyzwaniem. Więcej o podróży przez Europę → EUROTRIP oraz we wpisach o poszczególnych krajach, do których linki znajdują się na poniższej osi wyprawy:

OŚ WYPRAWY:

POLSKA → NIEMCY I → CZECHY → SŁOWACJA → WĘGRY I → RUMUNIA → SERBIA → WĘGRY II → SŁOWACJA II → AUSTRIA → SZWAJCARIA I → WŁOCHY → SZWAJCARIA II → FRANCJA I → HISZPANIA → FRANCJA II → NIEMCY II → POLSKA

Mars i Księżyc na Ziemi

„Jesteś jedyną osobą na świecie, która może wykorzystać Twój potencjał” Zig Ziglar

Hiszpania, 11.10. 2016 (134 dzień wyprawy). Dystans: 69 km

O 6.00 zadzwonił budzik, a kilka minut później w kempingowym lustrze zobaczyliśmy swoje niewyspane, blade i zmarszczone od porażenia światłem twarze. Na dworze panował chłód oraz ciemna noc, więc śniadanie zjedliśmy wewnątrz namiotu przy świetle czołówek. Świat wokół jeszcze spał, kiedy przypinaliśmy sakwy do bagażników, a potem zakładaliśmy odblaskowe kamizelki i wyjeżdżaliśmy na drogę. Miasto na wzgórzach wciąż mieniło się żółtymi światłami, ale góry powoli kolorowały się na różowo od słońca, które zaczynało coraz bardziej dosięgać naszych współrzędnych geograficznych.

Krótko po siódmej znaleźliśmy się na pierwszych pięciu kilometrach Velety. Oczy powiększyły się do wielkości pięciozłotówek, oddech nierówny. Chwila dezorientacji i poczucia utraty kontroli, bo to, co właśnie robiliśmy, to było niezwykłe, katorżnicze przepychanie korby. Oto podjazdy 22%-19%-18% morderczo zaplatały się po zboczu wzgórza nad miasteczkiem Guejar Sierra (to był najbardziej wymagający fragment w górach, jaki do tamtej pory spotkaliśmy. A spotkaliśmy ich całkiem sporo).

Od razu zrozumieliśmy, że Veleta nie będzie podobna do żadnej ze znanych nam górskich dróg. Że rozbudzi w nas zupełnie inne emocje i bardziej będzie kwestią silnej woli, niż kwestią czasu. Nie pomyliliśmy się – jeszcze kilkukrotnie przekonywaliśmy się, że aby zdobyć Veletę, trzeba być na nią zdecydowanym w 200%.

Słońce unosiło się coraz wyżej, coraz mocniej i szerzej oświetlając brązowe góry. Wjechaliśmy w jego zasięg i pozostaliśmy w nim do samego wieczora. Minęło nas trąbiące auto z pozdrowieniami. Na tych stromiznach droga wyprzedzania była długa, przyspieszenie niezbyt okazałe 🙂 Dalej zrobiło się łagodniej (około 8%-10%). Tym samym prędkościomierz jakby sam z siebie przyspieszył. Wydawało się, jakby rower frunął, korba była luźna, a nogi nagle stały się lekkie – chociaż wciąż działaliśmy w obrębie pierwszego biegu na przedniej zębatce.

Droga wywiodła nas na szczyt wzgórza. Stamtąd widzieliśmy białe zabudowania Guejar Sierra wciśnięte w dolinę rozlegającą się w dole. Pozostawiliśmy za sobą strome zygzaki i powoli zaczęliśmy zagłębiać się wewnątrz masywu. Była w tym jakaś radość. Może nawet jakaś nuta beztroski, ale gdy patrzyliśmy przed siebie, na drogę, która jeszcze pozostała, owa nuta ucichła. I pozostał tylko świst wiatru nad asfaltem.

Nieco ponad 2.000 metrów n.p.m. na przydrożnych kamieniach zrobiliśmy przerwę na owsiankę. W ostrym słońcu i surowym krajobrazie smakowała poniżej przeciętnej. Ale potrzebowaliśmy energii. Trochę białka i cukru po wielkim wysiłku na stromiznach i przed jeszcze długą, długą drogą na szczyt.

Gdzieś dalej na trasie niemal całkowicie zniknęły rośliny. Jeszcze gdzieniegdzie wyrastała trawa, ale na wprost wznosiły się już zapowiedzi księżycowej aury – suche, skaliste grzbiety gór.

Do wysokości 2.550 m n.p.m. droga dość łagodnie zagłębiała się w górski masyw, jednak dalej Veleta znów zaplotła się w serpentyny. Krajobraz stał się półpustynny. Brązowo-czerwony. Marsjański, może księżycowy.

Dzień bardzo się dłużył. W myślach mimowolnie przesuwały się kolejne kilometry przejechane od momentu wyruszenia w podróż. Krajobraz wokół stawał się coraz bardziej suchy i skalisty, a wspomnienie zielonych Karpat i Alp oddalało się z każdym metrem wysokości.

Byliśmy zmęczeni górami. Niewiele było płaskiego podczas tej wyprawy, a przecież Veleta nie należała do tych pobłażliwych. Jeszcze niedawno z lekkością i werwą wjeżdżaliśmy na Passo dello Stelvio, a teraz jakoś bez przekonania kręciliśmy korbami w ostrym słońcu.

Powoli dosięgała nas południowohiszpańska pustka. Uboga przyroda sprawiała wrażenie obcości. Zyskując kolejne metry wysokości, zyskiwaliśmy także przekonanie, że byliśmy na Księżycu lub na Marsie. Trawa zniknęła całkowicie, pozostały tylko kamienie i fantastyczne panoramy sięgające niebotycznie daleko. Pico del Veleta był widoczny i zdawał się być blisko, ale z każdym kolejnym zakrętem człowiek uzmysławiał sobie, że jedynie lawiruje między skałami, bo rowerowy czubek Europy przybliża się nieznacznie lub zgoła wcale.

Popołudniu Karolina poczuła się dziwnie. Jej twarz się zmieniła, a w oczach i na policzkach malowało się zmęczenie. Tyle, że nie było to zmęczenie podjazdem, a wysokością. Po raz pierwszy znaleźliśmy się na 3.000 m n.p.m, gdzie powietrze dostarczało mniej tlenu. Niemrawymi palcami wzięła aspirynę zabraną do sakwy „na wszelki wypadek”. Pojechaliśmy dalej, robiąc częste, krótkie przerwy.

Zaczęliśmy objeżdżać wierzchołek Pico del Veleta. Jakość asfaltu drastycznie spadła, jeszcze bardziej utrudniając niezbyt przyjemną jazdę. Było więc ostre słońce, zimny wiatr, dziury, podjazd, zmęczenie i świadomość, że droga ciągle przed nami, że ciągle jeszcze brakuje nam kilometrów do zdobycia najwyższej w Europie drogi.

Potem skończył się asfalt, ale to w dalszym ciągu nie był szczyt. Do samego wierzchołka na około dwóch kilometrach prowadziła jeszcze wyboista ścieżka. Kamienie były duże i śliskie, więc koła rowerów obsuwały się i momentami tańczyły po drodze. Była 16.00, gdy dotarliśmy na Pico del Veleta.

Skalisty wierzchołek wznosił się nad, zdawałoby się, obcą planetą. I było obco. Dziwnie. Teraz wiemy bardziej niż kiedykolwiek, co znaczy słowo „niesamowicie”. Karolina stała na wietrze, a ten chłodził emocje. Na twarzy rysował się spokój i ulga. Oczyma wodziła wokół po rozległej przestrzeni, która sięgała tam, dokąd nie dociera ludzki wzrok.

W oddali majaczyło Morze Śródziemne, pod nami sterczały ostre wierzchołki Gór Sierra Nevada. Cały świat pozostawał w dole, wszystkie ludzkie sprawy toczyły się 2.000 i 3.000 metrów niżej.

Wiatr stawał się coraz chłodniejszy, kiedy mięśnie odpoczywały podczas przerwy na kanapki. Ubraliśmy skarpetki, grube bluzy i rękawiczki. Kaski na głowy i w drogę, niemal 2.500 metrów w dół z najwyżej położonej drogi na kontynencie.

Informacje praktyczne

Szczyt Pico del Veleta wypiętrza się na wysokość 3.398 m n.p.m. w górach Sierra Nevada (Góry Betyckie), w Parku Narodowym Sierra Nevada (Parque Nacional de Sierra Nevadapołożonych w hiszpańskiej Andaluzji, na południu kraju. Około 80 km dzieli go od Morza Śródziemnego, z którego wybrzeża jest widoczny (z miasta Motril).

Pod Pico del Veleta wbiega najwyżej położona w Europie droga asfaltowa. Ze skraju asfaltu przez około 2 km prowadzi jeszcze kamienista ścieżka, która dociera do samego czubka góry.

Góry Sierra Nevada są suche i skaliste. Tylko w niektórych niższych partiach Velety rosną drzewa. Przed 2.000 m n.p.m. rośliny karłowacieją i w słoneczny dzień nic na drodze nie daje cienia.

Jesienią wszystkie trawy są suche i żółte, wypalone przez letnie słońce, które nawet w październiku mocno grzeje w skórę. Tylko na samym szczycie i na zjeździe robi się chłodniej. Z tych pogodowych względów warto mieć tutaj krem do opalania (zwłaszcza, jeśli ktoś nie miał zbyt dużo do czynienia ze słońcem w tygodniach poprzedzających wyjazd), okulary przeciwsłoneczne i kurtkę, a jesienią też rękawiczki, komin, czapkę i skarpetki. W Hiszpanii obowiązkowy jest też kask rowerowy. Osobiście korzystaliśmy z niego tylko na zjeździe.

Najlepiej wjeżdżać na Veletę w maju, na początku czerwca lub we wrześniu i październiku. W Polsce w tych miesiącach w wysokich górach ciągle leży albo już spadł śnieg. Na południu Hiszpanii nie jest to tak oczywiste. My „swoją” Veletę zdobyliśmy 11. października, kiedy nie było ani jednej chmury i ani jednego śniegowego płatka na zboczach. Kolejnego dnia, gdy stacjonowaliśmy niżej na kempingu w Guejar Sierra, pojawił się deszcz, który tłukł nam namiot przez najbliższe kilkadziesiąt godzin. Następnego dnia podczas rozpogodzenia zobaczyliśmy, że wyżej w górach szalały inne chmury. Veleta była już pokryta śniegiem.

Dlatego przed wyjazdem warto śledzić prognozy pogody, a do tego wszelkie aktywności podczas pobytu w Hiszpanii planować bardziej swobodnie, żeby mieć możliwość dostosowania się do warunków atmosferycznych (co zresztą nie musi być takie trudne. Veleta leży w pobliżu miasta Granada, znanego wypadowego miejsca – bo blisko w góry i blisko nad morze, a samo miasto jest historycznie i architektonicznie interesujące. Stąd ewentualna łatwość w pogodzeniu różnych wyjazdowych interesów).

Latem co prawda dni są dłuższe, ale nie polecamy letniego południowego słońca na wymagającym, kilkudziesięciokilometrowym podjeździe. W zimie z kolei dni są krótkie, a droga może być niebezpieczna – ze względu na lód i śnieg oraz na ruch samochodowy, który w zimowych miesiącach zwiększa się ze względu na stoki narciarskie w pobliżu Pradollano (około 2.200 m n.p.m.).

Veleta jest ambitna. Jak każda wysokogórska droga wymaga nieustannego kręcenia korbą, gdy powierzchnia pod kołami nieprzerwanie przez kilkadziesiąt kilometrów stawia opór. Z kolei jak nie każda trasa, Veleta wbiega na ponad 3.000 m n.p.m. To znacznie wydłuża dotarcie do celu i zawiera w sobie prawdziwy test wydolności organizmu – przekracza umowną granicę 2.500 – 2.700 m n.p.m. powyżej których mogą występować u człowieka objawy choroby wysokościowej. Wtedy wymaga nie tylko fizycznej, ale i psychicznej siły (żeby zrezygnować lub jechać dalej). Na rzeczone dolegliwości może pomóc aspiryna, którą warto ze sobą zabrać na górę.

Przebieg trasy

• Guejar Sierra (1.080 m n.p.m.) > Pico del Veleta (3.398 m n.p.m.)

Z północnej strony Velety istnieją dwie drogi – tzw. stara droga (patrz: przebieg naszej trasy) oraz nowa droga (droga A-395 z Granady). Na wysokości 2.180 m n.p.m. obie łączą się i stąd na samą Veletę prowadzi już tylko jedna trasa. Przy wyborze jednej z tych dwóch opcji kierowaliśmy się przede wszystkim natężeniem ruchu samochodowego. Stara droga to miejscami bardzo wąski asfalt, który prowadzi jedynie do kilkuosobowych osad, więc charakteryzuje się minimalną liczbą samochodów, podczas gdy nowa droga wiedzie do większej miejscowości Pradollano.

W Guejar Sierra Veleta serwuje zjazd do doliny rzeki Rio Genil (140 metrów w dół), po to, żeby błyskawicznie zacząć drastyczną wspinaczkę po zboczach wzgórza. Pierwsze 5 kilometrów to bardzo ostry podjazd po morderczych serpentynach. Co prawda tablica wskazuje, że średnie nachylenie to tylko 12%, ale maksymalne to 22% (!), a po drodze mnóstwo oznakowanych odcinków 16-17-18-19-procentowych. To ciężka zabawa w przepychanie korby.

Dalej robi się łagodniej (około 8%-10%). Nieopodal droga zahacza o granicę parku narodowego. Wciąż biegnie zboczem, znad krawędzi rysuje się rozległy widok na pozostawioną w dole Guejar Sierra. Jezdnia jest wąska, nieco dziurawa, ale nie utrudnia jazdy. Należy być jednak ostrożnym i nie wyjeżdżać do środka drogi przy zakrętach. I bardzo uważać podczas zjazdu. Od czasu do czasu przejeżdża tędy parkowy patrol albo mieszkańcy pojedynczych domów.

Potem asfalt wbiega do parku między drzewa, żeby niebawem wspiąć się ponad korony. Od tego momentu zbocza obrastają jedynie krzewy, niskie rośline o grubych liściach i trawa (około 2.000 m n.p.m.).

Za rondem łączącym starą i nową drogę w dole po prawej stronie pojawiają się zabudowania miejscowości Pradollano. Można też liczyć na spotkanie większej liczby kolarzy (dla niektórych to punkt wypadowy na szczyt). Gdzieś tutaj znikają rośliny i zostaje z nich tylko trawa, a po lewej stronie drogi i na wprost wznoszą się zapowiedzi księżycowej aury – suche, skaliste grzbiety gór.

Jeszcze do wysokości 2.550 m n.p.m. droga dość łagodnie zagłębia się w górski masyw. W tym punkcie (Hoya de la Mora) znajduje się szlaban, powyżej którego mogą wjeżdżać jedynie rowerzyści i przemieszczać się piesi. Dalej Veleta znów zaplata się w serpentyny.

Z każdą kolejną otoczenie coraz bardziej przypomina obcą planetę. Trawa znika całkowicie, są tylko kamienie i rozległe panoramy. Pico del Veleta jest cały czas widoczny.

Jakość asfaltu stopniowo spada. Trzeba omijać dziury, czasem kamieniste wyrwy. Po prawej w dole pojawia się biały radioteleskop i małe sztuczne zbiorniki wodne, które odbijają niebo.

Przed skrajem jezdni droga staje się rażąco dziurawa. Tuż przed szczytem, gdy z zachodniego zbocza skręca na północ, kończy się asfalt (około 3.200 m n.p.m.). Można stąd podejść lub wjechać około 2 kilometrów do samego wierzchołka. Ze szczytu widać, jak na południu majaczy Morze Śródziemne. Północno-wschodnia grań Velety drastycznie stromo opada w dół, jakby ktoś odkroił ją nożem. Ponad wyrwą rozległa przestrzeń sięga tam, dokąd nie dociera ludzki wzrok.

Podsumowanie trasy

Przebieg trasy: Guejar Sierra 1.080 m n.p.m. (droga GR-3200) > rzeka Rio Genil 940 m n.p.m. (droga GR-3200) > skrzyżowanie drogi GR-3200 z drogą A-4025 1.680 m n.p.m. > droga A-4025 do rozjazdu na Pradollano 2.180 m n.p.m. (do drogi A-395) > droga A-395 do Hoya de la Mora 2.550 m n.p.m. > Pico del Veleta 3.398 m n.p.m. > Hoya de la Mora 2.550 m n.p.m. > Rio Genil 940 m n.p.m. > Guejar Sierra 1.080 m n.p.m.

Dystans: 69 km w obie strony (34,5 km w jedną stronę)

Przewyższenia: 2.598 m

Czas: (w obie strony) razem z postojami około 11 godzin

Średnia prędkość podjazdu: około 7 km/h

Zakwaterowanie i zaopatrzenie

Korzystaliśmy z nawigacji „Navigator” w telefonie komórkowym. Jeśli ktoś chce podjeżdżać na Veletę z Guejar Sierra, znajdzie tam kwatery noclegowe oraz kemping (Camping Las Lomas). Cena za dwie osoby z namiotem bez auta to 23 € za dobę (poza sezonem). Na kempingu znajdują się także domki. Parcele na namioty/kampery są odgodzone od siebie żywopłotem. Internet w parceli płatny w zależności od czasu dostępu. Bezpłatny na hasło w obrębie restauracji i tarasu. Obsługa jest bardzo pomocna, swojska i przyjazna. Działa także odkryty basen (korzystanie bezpłatne) z widokiem na góry oraz pomieszczenie socjalne (tv, kanapy, stół, krzesła).

W Guejar Sierra można zrobić zakupy – jest tu m.in. piekarnia, kilka sklepów spożywczych (owoce, warzywa, napoje, alkohole, słodycze, pieczywo itp.). Minimarket znajduje się również na kempingu (podstawowy asortyment), ale ceny są trochę wyższe niż w miejscowości.

Dalszy przebieg wyprawy we wpisie → Różne oblicza Hiszpanii. Rowerem na południe

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s