Francuskie pożegnanie

Czasami jest tak dobrze, że lepiej być nie może. Ale przyjemności – to potem. Najpierw trochę niedogodności 🙂

Francja, 05.10. 2016 (128 dzień podróży). Dystans: 68 km

Na horyzoncie myśli pojawiła się Hiszpania. Szlak R1 biegnie do samej francusko-hiszpańskiej granicy, więc w głowach od kilku dni szacowaliśmy kilometry, które jeszcze do niej pozostały.

Około miasta Bayonne drastycznie wzrosła gęstość zaludnienia. Zabudowania i infrastruktura drogowa były ciasne, głośne i tłoczne. Dotąd atlantyckie wybrzeże przypominało nam klimat Bałtyku z jego sosnowymi lasami, wydmami i leśnym mchem. Tymczasem w okolicy Biarritz teren nie tylko wypiętrzył się w strome pagóry, ale również stał się bardziej „szorstki”. Miękkie wydmy zastąpiły skalne zbocza i urwiska. Na horyzoncie majaczyły Pireneje. Szlak coraz bardziej bezsensownie kluczył po bocznych, niewygodnych uliczkach piętrząc kolejne przewyższenia.

Zjechaliśmy do głównej drogi. Duży ruch i pagóry zmęczyły nas. Teren miał być gęsto zaludniony aż do granicy, a niekończące się kilometry zabudowań nie zapowiadały łatwego noclegu. W głowach po cichu liczyliśmy euro, które wydamy w tym turystycznym, wypasionym regionie.

Przypomnieliśmy sobie słowa pewnego Francuza spotkanego parę dni wcześniej. „Dolars. Dolars. Here is expensive. You need dolars here.” (Dolary. Dolary. Tu jest drogo. Tu są potrzebne dolary.) – mówił nam okrążając Biarritz palcem na mapie. Mówił o kasynach i bogatych Rosjanach. I było w tym wiele nieprzesadzonej prawdy, bo w tamtych okolicach zastaliśmy mnóstwo drogich hoteli, kasyn, sklepów oraz restauracji.

Oj Francjo, Francjo, gdzie Ty nas dzisiaj ulokujesz? – pytaliśmy w myślach. W dodatku straciliśmy ponad godzinę w centrum miasta szukając pogubionych oznakowań szlaku, klucząc po uliczkach, zjazdach i podjazdach. Zrobił się już wieczór, a my nawet nie mieliśmy prowiantu na kolację. Na 20 minut przed zamknięciem Kamil wparował do Inter Marche w Bidart.

W tym czasie Karolina studiowała mapę, próbując wydedukować coś na temat zabudowania albo ukształtowania terenu. A że atlas samochodowy Europy nie ma nic wspólnego ze szczegółowością, a otoczenie sugerowało, że miasto wcale się tak prędko nie skończy, trzeba było nabrać przekonania, że należy jechać dalej. Ile – nie wiadomo.

Gdzieś między kartkami atlasu zapodziała się rozkładana mapka regionu, którą Kamil zgarnął z punktu informacji turystycznej w Bayonne. I przypadkiem przypadek sprawił, że Karola dostrzegła nadzieję na dziki biwak. Pod wpływem podekscytowania wyobrażona suma euro za wypasiony nocleg szybko się wyzerowała. Według mapy w pobliżu znajdowała się strefa piknikowa.

Misja piknik zakończyła się sukcesem. Bez wątpienia bez prowizorycznej mapki nie znaleźlibyśmy tego miejsca. Podczas „zwiadów” przed oczami wyłoniły się zielone tarasy ze stołami piknikowymi i ogromne atlantyckie fale. Miejsce było szczelnie otulone roślinnością i wzgórzami. Ostatni biegacze właśnie kończyli treningi, a ulice i domy zostały pół kilometra za nami. W dodatku mieliśmy swobodny dostęp do budynku z zapleczem sanitarnym.

Obżarci makaronem ze szpinakiem i śmietaną sączyliśmy francuskie wino słuchając huku fal i obserwując dalekie światła domów. Tak właśnie żegnała nas Francja po ponad miesiącu w niej spędzonym. Czuliśmy się wdzięczni. Na ten ostatni nocleg dała nam więcej niż potrzebowaliśmy. Stół, ławka, toaleta, bieżąca woda (bez światła – ale od czego jest czołówka 🙂 ), przycięta trawa, piękny widok przy kolacji i śniadaniu, spokój i bezpieczeństwo. Prawdziwy wyprawowy luksus 🙂

W Duecie po Świecie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s