Transfogaraska na rowerze, dziki las i pasterze

Transfogaraska na rowerze, dziki las i pasterze

Transfogaraska na rowerze to część długiej wyprawy rowerowej z Polski przez Rumunię do Hiszpanii (więcej na ten temat piszemy tutaj → EUROTRIP oraz w relacjach z poszczególnych krajów, do których bezpośrednie odnośniki znajdują się na osi poniżej).

OŚ WYPRAWY:

POLSKA → NIEMCY I → CZECHY → SŁOWACJA → WĘGRY I → RUMUNIA → SERBIA → WĘGRY II → SŁOWACJA II → AUSTRIA → SZWAJCARIA I → WŁOCHY → SZWAJCARIA II → FRANCJA I → HISZPANIA → FRANCJA II → NIEMCY II → POLSKA

Na sześciu milionach kilogramów dynamitu

Wielkie oczekiwania nie służą podróży. Wielkie oczekiwania to nie jest otwartość wobec bycia w drodze. Zrozumieliśmy to umniejszając Karpaty. A one jak cierpliwy i mądry nauczyciel pokazały nam pokorę wobec drogi.

Rumunia, 04-06.07.2016 (35-37 dzień podróży) Dystans: 140 kilometrów

Do tej pory hasło „Rumunia”, było jednoznaczne z całym mnóstwem skojarzeń związanych z Szosą Transfogaraską, wytworzonych w ciągu wielu miesięcy oczekiwań. Właściwie można powiedzieć, że z jej względu tutaj przyjechaliśmy. A co się dzieje, kiedy wyśniony świat staje się rzeczywistością?

Człowiek głupieje.

Podekscytowanie sięgnęło zenitu, więc szybko się wypaliło, zmęczyło i wyssało energię. Siedzieliśmy na poboczu, po pokonaniu zaledwie kilkunastu kilometrów drogi. I wcale nam się nie podobało, przecież miało być wielkie „łał”, wielkie „bum” – a tu nic. Z opadłymi skrzydełkami jechaliśmy swoje.

Jakiś „ach”, czy „och” wydarł się, kiedy wjechaliśmy między skały i Transfogaraska odsłoniła przed nami swoje estakady oraz tunele. Do głowy przyszedł wymiar siły sześciu milionów kilogramów dynamitu (które zostały użyte do budowy drogi), a my poczuliśmy jakąś namiastkę podniecenia. Ale prawda była taka, że nam się po prostu nie chciało. Z nogi na nogę zyskiwaliśmy wysokość, tyle, że nie było w tym pasji.

Aby nie stracić Karpat, żeby nie umniejszyć gór swoją obojętnością, zrobiliśmy to, co wydawało nam się słuszne. Zatrzymaliśmy się w połowie dnia. „Kemping” przy pensjonacie, na który dotarliśmy był mniej więcej taki sam jak my tego dnia – pusty, senny, mdły i bezpłciowy.

Był w nim tylko jakiś rumuński Pan Mietek dozorca i jego kombinatorskie psy, które za wszelką cenę chciały wyłudzić coś do jedzenia. Poza tym dla biwakowiczów nie było żadnej łazienki. W ciągu dnia i wieczorem to było pół biedy, bo korzystaliśmy z tej w pensjonacie (a prysznic braliśmy w… służbówce Pana Mietka 🙂 ), ale następnego poranka nie obyło się bez niecenzuralnego słownictwa, kiedy drzwi pensjonatu okazały się zatrzaśnięte na cztery spusty. A pukanie, walenie w drzwi nikogo nie wzruszyło. Całe szczęście byliśmy w lesie 🙂

Deszcz naznaczył cały dzień, a nasza postawa niczym nie różniła się od tej z poprzedniego dnia. Szara aura nie ustępowała, a my byliśmy coraz wyżej. Karpacka dolina otwierała się coraz bardziej, kryjąc za mgłą swoją dziką, zieloną przestrzeń. Była dopiero 12.00 w południe, ale prognoza pogody w komórce nie przewidywała rozjaśnień do końca dnia. Wróżyła za to czyste niebo o świcie.

Staliśmy u progu jednego z ostatnich pensjonatów, więc wybór był prosty. Plan również – mieliśmy od tego momentu porządnie się wyspać, a rankiem wstać o 4.00, żeby wpasować się w okno pogodowe przewidywane na pierwsze godziny po wschodzie słońca. Mobilizacja miała uratować naszą osobistą Transfogaraskę.

Odpaliliśmy kuchenkę turystyczną na podłodze w pokoju i trzeci dzień z rzędu jedliśmy ryż z soją. Wzięliśmy prysznic i leniliśmy się w łóżku. Wieczorem Kamil wyszedł na zewnątrz upewnić się, czy nasze rowery nadal stoją na zapleczu domu. Kiedy wrócił, był poruszony, a w nocy nie mógł spać. Bo przed zachodem rozeszły się chmury, bo w oddali malowały się estakady sięgające wysoko, wysoko pod niebo… Uświadomiliśmy sobie co moglibyśmy stracić naszą obojętnością wobec wielkich Karpat i dopiero wtedy naprawdę zaczęło nam zależeć.

O poranku świat był przejrzysty, a my onieśmieleni. Jechaliśmy bardzo powoli. Żeby przypadkiem nie umknął żaden z promieni oblewających wielki masyw, przeganiający ten moment po nocy, kiedy doliny i kotły są jeszcze w mroku, ale krawędzie skał coraz wyraźnej rysują się w oczach. A potem widzisz drogę. Wysoko, wysoko ponad głową, ponad wyciągniętym palcem i wiesz, że chcesz tam być za wszelką cenę, więc nogi pedałują same.

Odzyskaliśmy pasję, ale tak niewiele brakowało, żeby stać się biedniejszym. Transfogaraska odzwierciedlała nasze nastawienie. Mogliśmy pojechać na przełęcz w deszczu i we mgle, w zobojętnieniu. Otrzymalibyśmy niewiele, poza pustym sukcesem zdobycia wysokości.

Tymczasem jechaliśmy w zachwycie i prawdziwym, niezapośredniczonym podekscytowaniu. Stoki gór kształtowały przed nami dolinę w zielony, u-kształtny lej, a my wraz z wijącą się Transfogaraską zdawaliśmy się kołysać między kolejnymi wypiętrzeniami terenu. Zupełnie nie wiedząc, czy patrzeć na ogłuszający ogrom przestrzeni, czy też w zafascynowaniu studiować odsłaniające się po kolei estakady, na których poprowadzona jest droga.

Informacje praktyczne

Szosa Transfogaraska jest legendą wśród sakwiarzy i motocyklistów. Prowadzi z południa na północ lub, jeśli ktoś woli, z północy na południe przez Fogarasze – najwyższe pasmo Karpat w Rumunii.

Znajduje się mniej więcej w centrum kraju przecinając granicę okręgu Argeș i Sibiu. Znakowana jest symbolami DN 7C (DN = drumul național, czyli droga krajowa).

Jest to druga najwyżej położona droga w Rumunii. Wspina się na przełęcz Pasul Balea na wysokość 2.042 m n.p.m. Po południowej stronie szosa prawie do samej przełęczy pnie się pod prąd rzeki Argeș. Z północnej strony natomiast do pewnego momentu towarzyszy jej rzeka Balea.

Ma około 135 kilometrów długości (Curtea de Argeș – Cârțișoara), prowadząc przez karpackie lasy, potem wybiegając ponad linie drzew do głębokiej doliny otoczonej wysokimi Fogaraszami. Za przełęczą mija jezioro Balea (Lacul Balea), następnie opada do przeciwległej doliny i znów wiedzie przez zalesione stoki.

Po drodze mija się ruiny XIII-wiecznego Zamku Poienari (Cetatea Poienari) znanego przede wszystkim z późniejszych czasów, gdy zamieszkiwał go zmitologizowany w ostatnich wiekach przez literaturę i film Wład Palownik (Vlad Drăculea), pierwowzór postaci hrabiego Drakuli.

Przejeżdżającym towarzyszą kamienne biało-czerwone słupki kilometrowe z oznaczeniem odległości brakującej do Balea Lac (Balea Lacul – Jezioro Balea przy przełęczy).

Przebieg trasy

Trasa: → Curtea de Argeș (400 m n.p.m.) → Pasul Balea (2.042 m n.p.m.) → Cârțișoara (500 m n.p.m.)

Początkowo Transfogaraska biegnie przez mdłe przedmieścia i niewielkie wioski. Naprzemiennie wspina się i opada, potem ścieśnia. Stoki wzgórz opadają coraz bliżej drogi, a koryto rzeki zapada się coraz głębiej. Dalej pojawiają się estakady i tunele skalne. Szosa tnie krawędzie skał, to przedzierała się przez ich wnętrze, dobiegając do tamy na rzece. Woda tworzy tam Jezioro Vidraru (Lacul Vidraru) o postrzępionej linii brzegowej (około 800 m n.p.m.). Droga wzdłuż zbiornika faluje po zboczach otaczających je gór (około 26 km). Przewyższenia nie są duże, momentami jest nawet płasko.

Przy północnym skraju Jeziora Vidraru droga osiąga wysokość około 930 m n.p.m. Przez najbliższe kilometry spokojnie wije się wzdłuż rzeki do poziomu 1.000, a potem 1.200 metrów wysokości bezwzględnej. Stąd do mniej więcej 1.500 m n.p.m. przy drodze znajduje się kilka hoteli. Powyżej tej wysokości Transfogaraska wbiega do głębokiej, rozległej doliny.

Na 1.700 m n.p.m. tuż przy drodze tworzy się przepiękny, kilkudziesięciometrowej wysokości wodospad spływający ze skalistej ściany prosto pod drogę. Powstaje on na rzece Capra biorącej początek w Jeziorze Capra znajdującym się poniżej szczytu Vânătoarea lui Buteanu (2.507 m n.p.m.).

Każdy kolejny zakręt to ekscytujący widok na pozostawianą w dole kotlinę oraz bardzo plastyczną, płynnie wyginającą się szosę. To również, pomimo stałego nabierania wysokości, otoczenie ciągle monumentalnych gór obezwładniających swoim ogromem.

Końcowe odcinki przed przełęczą to jazda po południowej a potem zachodniej krawędzi masywu z ostatnim widokiem na południowe serpentyny i dolinę. Dalej usytuowany został około kilometrowy tunel wydrążony pod skalistymi grzbietami dwutysięczników.

Na północnym skraju tunelu znajduje się przełęcz. Po prawej stronie drogi leży niewielkie, turkusowe Jezioro Balea, stoi tutaj hotel i schronisko. Z obu stron znajduje się parking, w okresie turystycznym ludzie wystawiają tu także stragany z jedzeniem i pamiątkami. Za schroniskiem dwutysięczne zbocze opada stromo w dół, do północnej doliny. Najpierw 6 kilometrów serpentyn, a potem Transfogaraska zbiega do lasów meandrując jeszcze w rzeźbie terenu. Poniżej 600 m n.p.m. robi się niemal płasko, a szosa dociera do miasta Cârțișoara. Tutaj krajobraz zmienia się z górskiego na rolniczy, z południa obramowany monumentalnym masywem.

Nawierzchnia wydaje się być znacznie lepszej jakości po południowej stronie gór. W północnej części (niższe partie drogi, poniżej serpentyn) jest wiele dziur i nierówności, które utrudniają płynny zjazd. Surowa przyroda wokół Transfogaraski fascynuje, ale trzeba być ostrożnym i pamiętać, że rumuńskie Karpaty to dom licznej populacji niedźwiedzi brunatnych. Lepiej być przezornym i nie wybierać miejsca na nocleg w partiach gór, gdzie rośnie las.

Droga jest zamknięta dla ruchu samochodowego w okresach, gdy wysoko znajduje się śnieg (mniej więcej w połowie czerwca bywa przejezdna – wszystko zależy od aktualnych warunków atmosferycznych).

Historia

Transfogaraska przyciąga przede wszystkim imponującymi serpentynami w swoich najwyższych partiach, ale nie sposób przejechać tej drogi nie mając w świadomości jej historii, która może budzić dreszcz emocji.

Została zbudowana w latach 70-tych XX wieku z inicjatywy ówczesnego prezydenta Rumunii. Nicolae Ceaușescu zapisał się w pamięci jako kontrowersyjny i bezwzględny komunistyczny dyktator, którego w grudniu 1989 roku podczas rewolucji w kraju oskarżono m.in. o zbrodnie ludobójstwa i skazano na natychmiastową śmierć przez rozstrzelanie. Za czasów swoich rządów był pomysłodawcą kultu własnej osoby i m.in. nazywał siebie Geniul din Carpați, czyli Geniusz Karpat.

Wizjoner Transfogaraski poprzez budowę drogi chciał umożliwić swoim wojskom przeprawę przez góry w razie ewentualnego konfliktu z ZSRR i inwazji na Rumunię. Podczas prac oficjalnie zginęło 40 osób, ale prawdopodobnie liczba ta była znacznie większa. Droga powstawała nie tylko kosztem ludzkiego życia, ale także wielkim nakładem materialnym. Potrzebne było aż 6 milionów kilogramów dynamitu, żeby podporządkować przyrodę wielkiej wizji Ceaușescu.

Organizacja przejazdu

Korzystaliśmy z nawigacji „Navigator” w telefonie komórkowym. Atmosferycznie najbardziej bezpieczny wjazd na Transfogaraskę możliwy jest w letnich miesiącach, ale najbardziej optymalnym czasem jest czerwiec i wrzesień. Lipiec i sierpień to miesiące wzmożonego ruchu turystycznego, więc jeśli komuś zależy na tym, żeby w ciszy podziwiać przyrodę i cieszyć się spokojem Fogaraszy, niech lepiej rozpatrzy skrajne miesiące lata. Trasę można podzielić na dwa lub więcej odcinków.

Po drodze znajduje się kilka hoteli, przy Zamku Poienari (Camping Dracula) i przy jednym z pensjonatów przy Jeziorze Vidraru (Pensiunea Vidraru) działa kemping. Przy zamku (około 700 m n.p.m.) i przy południowych serpentynach (około 1.600 – 1.700 m n.p.m.) znajdują się również oznakowane place na dziki biwak (zona picnic). O ile drugi z nich usytuowany jest powyżej drzew, w odsłoniętym terenie, o tyle ten pierwszy wciąż pozostaje w zasięgu bytowania niedźwiedzi. Mając namiot lub auto można również, jak wielu mijanych ludzi, spać poza wyznaczonymi miejscami. Nie należy obawiać się mandatu, bo biwakowanie na dziko w Rumunii jest dozwolone. U podnóża Fogaraszy, po północnej stronie gór znajduje się godny polecenia kemping w miejscowości Cârţa (Camping De Oude Wilg), mogący stanowić punkt startowy lub końcowy.

Zarówno w miejscowości Cârţa, Cârțișoara i Curtea de Argeș można zrobić zakupy (jedzenie, woda, alkohol, chemia). Nie trzeba zabierać ze sobą zapasów wody na czas trwania całego przejazdu przez Transfogaraskę. Po drodze znajduje się kilka ustępów wody pitnej (często oznaczanych tabliczkami z napisem apa de izvor) w postaci kranów przy zboczach skał.

W Duecie po Świecie

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s