Transalpina rowerem. Najwyższa droga w Karpatach

Transalpina rowerem. Najwyższa droga w Karpatach

Transalpina rowerem, czyli pedałowanie po najwyższej asfaltowej drodze w Karpatach. Jak to jest jechać przez ponad 100 kilometrów przez wielkie rumuńskie góry? Jedno słowo, ani nawet jedno zdanie nie jest w stanie tego opisać. To doświadczenie z najwyższej półki. Złożone z wielu subtelnych wrażeń, jak i z tak samo wielu grubo ciosanych przeżyć. 

Transalpina to droga w rumuńskich Karpatach (Karpaty Południowe). Prowadzi w kierunku północ-południe łącząc miasto Sebeș z miejscowością Novaci i oznaczana jest symbolem DN 67C (drum național – droga krajowa). Całość tej trasy liczy aż ponad 130 kilometrów długościNajwyższym jej punktem jest przełęcz Urdele (Pasul Urdele) na wysokości 2.145 m n.p.m. znajdująca się w paśmie gór Parang (Munţii Parâng). Ale nie jest to jedyna przełęcz na Transalpinie – żeby pokonać tę drogę należy naprawdę się zmęczyć. Łącznie do podjechania są aż 3 przełęcze, co oznacza, że dwukrotnie trzeba stracić zdobytą wysokość i ponownie ją odzyskiwać.

Na Pasul Urdele podjeżdżaliśmy od strony północnej. Dla tej opcji trasy kolejno zdobywaliśmy: przełęcz Tartarau (Pasul Tărtărău) na wysokości ok. 1.665 m n.p.m, następnie przełęcz Muntinu (Pasul Muntinu) na wysokości ok. 2.105 m n.p.m. oraz przełęcz Urdele (Pasul Urdele) na wysokości 2.145 m n.p.m, a przewyższenie sięgnęło aż 2.365 metrów, czyli przerosło wysokość samej przęłeczy Urdele. Maksymalne nachylenie na krótkich, kilkunastu- kilkudziesięciometrowych odcinkach mogło wynosić nawet do 23%, ponieważ zakręty na serpentynach są tam bardzo, bardzo stromo wyprofilowane.

Podjeżdżaliśmy podczas wyprawy rowerowej po Europiez pełnym wyprawowym ekwipunkiem, tj. z bagażami ważącymi ok. 22-25 kg na osobę (komplet 4 sakw plus worek transportowy na każdy rower), a całą trasę podzieliliśmy na 2 dni. Sam podjazd na przełęcz Urdele miał miejsce na dystansie około 100 kilometrów, podczas gdy zjazd do Novaci to zaledwie 30-35 kilometrów trasy. Rowerowo było to wyzwanie wymagające wytrwałości, natomiast widokowo były to wyjątkowe doświadczenia bycia częścią nietuzinkowego krajobrazu.

Parametry trasy

(dla trasy Sebeș – Pasul Tartarau – Pasul Muntinu – Pasul Urdele – Novaci)

DŁUGOŚĆ TRASY: około 133 kilometry

CZAS PRZEJAZDU: 2 dni

NAJWYŻSZY PUNKT NA TRASIE: Pasul Urdele 2.145 m n.p.m.

NAJNIŻSZY PUNKT NA TRASIE: Sebeș około 300 m n.p.m.

MAKSYMALNE NACHYLENIE NAWIERZCHNI: do 23% na krótkich odcinkach

PRZEWYŻSZENIE: około 2.365 metrów

Profil wysokościowy pochodzi ze strony internetowej: → itsmybike.johannes-nickel.de Aby powiększyć grafikę, kliknij w obrazek.Wykres dotyczący Transalpiny ma kolor niebieski. Pomarańczowa linia dotyczy innej wysokogórskiej trasy w Rumunii – Szosy Transfogaraskiej.

Profil wysokościowy odcinka Transalpiny przed przełęczą Muntinu, obejmuje najbardziej strome serpentyny. Profil pochodzi ze strony internetowej: veloviewer.com Kliknij, aby przejść do mapy i większego wykresu.

Opis trasy

Na Transalpinie miesza się podekscytowanie, strach, ciekawość, zniecierpliwienie, podziw i pokora. Człowiek czuje się maleńki, bo wciągnięty w głębokie doliny, a zaraz wyniesiony na bezkresne grzbiety. I tak tnie horyzont po łukach i zakosach, nie widząc kolejnego zakrętu, błądząc myślami po zboczach, ukradkiem chłonąc rozległe panoramy.

Rumunia, 30-31.06.2016 (30-31. dzień wyprawy rowerowej po Europie) Dystans: 151 kilometrów

Jedziemy do serca gór, do wnętrza dzikich rumuńskich Karpat. Serio?? Długie sznury samochodów i TIR’y, które próbują nas wyprzedzać na podwójnej ciągłej ani trochę nie zapowiadają spotkania z wielką przyrodą. Trasa E81 z miasta Alba Iulia do miasta Sebeș to prawdziwy koszmar drogowy dla rowerzysty, ale czasowo nie stać nas na objazd, który zająłby blisko 3 razy dłużej. Poza tym to czego innego mielibyśmy spodziewać się po międzynarodowej drodze?

Po kilku minutach całkiem wyłączamy emocje, bo inaczej się nie da i nie jest aż tak źle, bo mogło być gorzej – paradoksalnie gdyby tylko ruch był nieco mniejszy, lądowalibyśmy co chwilę w rowie – tymczasem ruch jest tak duży, że żaden z samochodów nie ma miejsca na rozpędzenie i większość z nich odpuszcza manewry wyprzedzania siebie nawzajem. Po około 15 kilometrach w mieście Sebeș robimy solidne zakupy i na jednym ze skrzyżowań wjeżdżamy na drogę 67C.

Oto ona: Transalpina – nasza pierwsza w życiu wysokogórska trasa. Początkowo jest płasko, a na horyzoncie dopiero malują się granatowe zarysy wzgórz. Mijają nas grupy motocyklistów tak jak my wybierających się po swoją górską przygodę. Mijamy ciągi domów, kilka wiosek ulokowanych wzdłuż drogi oraz luźno biegające kozy 🙂 Wzgórza nie sterczą już wyłącznie w oddali, są na wyciągnięcie ręki wokół nas. Czerwone dachy domów wyrastają spomiędzy drzew na przydrożnych stokach. Asfalt delikatnie wznosi się do góry, gdzieniegdzie jezdnia układa się w niewielkie interwały.

Towarzyszy nam niepokój pomieszany z podekscytowaniem. Poza tym i dwudziestoma pięcioma kilogramami bagażu na osobę nie mamy nic więcej. Żadnego pojęcia o tym, czego można się spodziewać na takiej drodze.

Jedziemy więc w nieustającym zaciekawieniu. Tu łagodnie, tam stromo. Tu jeszcze domy, tam już las. Mijamy zaporę na rzece Sebeș, wzdłuż której pedałujemy i której dolina (Valea Frumoasa) poprowadzi nas przez wiele kolejnych kilometrów. Dolina ta już niebawem zwęża swoje rozmiary, a asfalt wije się w coraz większej ciasnocie i ginie przed oczami.

Jesteśmy bowiem w gęstym karpackim lesie. Na wielu kilometrach sprawia on wrażenie jakby wchłaniał tę drogę. Z kolei poprzez opadające do samej jezdni zbocza wydaje się, że góry za moment zmiażdżą tę nikłą nitkę asfaltu, którą można jeszcze dostrzec. Nie bez powodu Kamil w pewnej chwili w podekscytowaniu oświadcza, że czuje jakby góry nas wciągały 🙂

Pomimo ciężkich bagaży pedałuje nam się dobrze. Nachylenie nie jest bardzo strome, chociaż zdarzają się odcinki, na których należy mocniej zmobilizować siły. Naszym sprzymierzeńcem są również warunki atmosferyczne, czyli lekko zachmurzone niebo nie pozwalające słońcu przedostać się do doliny. Tym samym unikamy kilku zbędnych rozpraszaczy: nagrzanego asfaltu, grzania w głowę i wysuszania spoconych mord 🙂

Po 42. kilometrach trasy docieramy do kolejnej zapory na rzece Sebeș. Ogromna betonowa budowla rozciąga się między drogą, a przeciwległym wzgórzem. Po drugiej stronie wielkiej przegrody, na wysokości 800 m n.p.m, rozlewa się wężowate jezioro Tău Bistra (Lacul Tău Bistra).

Jeden z drogowskazów przy zaporze informuje o dalszym kierunku Transalpiny. Natomiast inny mówi nam, że do miejscowości Obârşia Lotrului brakują jeszcze 44 kilometry – a stamtąd na przełęcz Urdele ciągle daleko. Rozumiemy, że chociaż 40 kilometrów drogi za nami, to przed pozostało jeszcze bardzo, bardzo dużo. Pospiesznie pijemy więc wodę i jedziemy dalej.

Mijamy kilka zabudowań, a następnie płaski odcinek jezdni prowadzi nas wzdłuż brzegu jeziora. Za pasem roślinności spokojnie unosi się gładkie lustro wody. Tafla przybiera zielony kolor odbijając w sobie wszystkie drzewa, które rosną na stokach opadających wprost do zbiornika. Nasycenie jest intensywne, ponieważ – jak wskazuje wilgotny asfalt – wcześniej tego dnia spadł tam deszcz.

Kolejne kilometry ponownie mijają w ciasnej dolinie. Słychać szelest naszych opon, szum rzeki, a od czasu do czasu również plusk lejącej się ciurkiem wody, która spływa ze zboczy na wąskie pobocze. Oznaczenia „apă potabilă” („woda pitna”) upewniają nas, że możemy w takich miejscach uzupełniać zapasy. Dzień mija, asfalt od kilkudziesięciu kilometrów wspina się w górę. Mamy już w nogach blisko 60 kilometrów Transalpiny, do tego około 15 kilometrów z Alba Iulia do Sebeș. Zbliża się wieczór i niedługo będziemy musieli rozejrzeć się za miejscem na nocleg.

Na sześćdziesiątym kilometrze trasy docieramy na wysokość około 1.260 m n.p.m. do bardzo charakterystycznego punktu. Jest nim kolejna zapora na rzece Sebeș, dlatego po prawej stronie drogi w wyniku kumulacji wody pojawia się Jezioro Oașa (Lacul Oașa), największe powstałe na tej rzece. Sprawdzamy, czy nawigacja w telefonie podpowie nam jakieś rozwiązanie noclegowe, ale nie podejmując w tej sprawie jeszcze żadnej decyzji postanawiamy pojechać kawałek dalej i naocznie rozeznać się w terenie przy jeziorze.

Przejeżdżając po koronie zapory otrzymujemy wyraźny widok na dolinę rzeki i otaczające je wzgórza, które sięgają około 1.500 – 1.700 m n.p.m. To równocześnie nasze ostatnie spojrzenie na rzekę Sebeș, ponieważ na dalszej trasie nie będzie nam już ona towarzyszyć. Jej źródło bowiem znajduje się w Górach Sybińskich (Munții Cindrel) wypiętrzających się po naszej lewej stronie.

Tymczasem w oddali na niebie zbierają się coraz gęstsze chmury. Z jednej strony jest to ostrzeżenie, a z drugiej element krajobrazu, który pogłębia widok i przykuwa uwagę. Góry w oddali zdają się być niebieskie, a wody jeziora nie mogąc odbić błękitnego nieba, przyjmują kolor zielony – tak jak świerki nad brzegami zbiornika.

Wsiadamy z powrotem na rowery i z podmuchem nadchodzącego wieczora intensywnie rozglądamy się za jakimś płaskim kawałkiem trawy pod namiot. Zatrzymujemy się przy moście rozciągniętym nad jedną z odnóg jeziora, ponieważ przy zejściu do wody dostrzegamy trawiastą polankę z paleniskiem i ławkami. Kilka drzew w połowie osłania ją od drogi, trawa jest krótka, Kamil wchodzi zbadać podłoże i okazuje się, że jest wystarczająco miękkie, żeby wbić śledzie.

Niestety – lub może właśnie „stety” – okazuje się również, że jest tam ktoś jeszcze. Ktoś, kto nie reaguje na „bune ziua” (rum. „dzień dobry”), „hello”, „dzień dobry”, ani „guten abend”, ale zawzięcie szeleści w krzakach nad brzegiem. Ktoś, kto ma dużą ciemną łapę i grzebie w śmieciach: niedźwiedź brunatny. W trybie natychmiastowym porzucamy zamiar spania na dziko 🙂 Jeszcze przez chwilę wraz z parą Rumunów fotografujących się na tle jeziora obserwujemy trzęsące się krzaczory i falujące (wcale nie od wiatru) młode drzewa. Następnie uciekamy, gdzie pieprz rośnie 🙂

Czyli do hotelu znajdującego się 300 metrów dalej. Dostajemy pokój z łazienką na pierwszym piętrze. Tarmosimy sakwy po schodach, a właścicielka pozwala zamknąć rowery w garażu. Po krótkiej pogawędce z rumuńskim motocyklistą opowiadającym o Szosie Transfogaraskiej i my zamykamy się w pokoju, żeby ugotować kolację oraz odświeżyć rowerowe gatki. Trochę jest nam szkoda tych 100 lei za nocleg, ale kiedy niebawem srogi deszcz zaczyna łomotać o rynnę, łatwo dostrzegamy w tym wydatku parę korzyści.

O poranku, gdy panie z obsługi odprowadzają nas przed hotel, po nocnym deszczu nie ma ani śladu. Jest za to piękne pogodne niebo i prawie idealnie gładka tafla Jeziora Oașa. Głębokie Karpaty pokazują nam w tym momencie swoją słoneczną stronę. Machamy na pożegnanie, po czym wyjeżdżamy na 63. kilometr Transalpiny.

Przez pierwszych 6 kilometrów pedałujemy wzdłuż brzegu zbiornika, który co jakiś czas pojawia się w prześwicie między drzewami. Wkoło rośnie mnóstwo cudownie zielonych iglaków, a to oznacza, że jesteśmy na poziomie regla górnego. Poruszamy się mniej więcej na wysokości 1.250 – 1.300 m n.p.m. pokonując niewielkie interwały. Na początek dnia są one dobrą rozgrzewką przed późniejszymi stromiznami.

Wyjeżdżamy poza zasięg Jeziora Oașa i nachylenie asfaltu wzrasta. Tego dnia nie jedziemy już wzdłuż doliny chlupoczącej rzeki Sebeș, a na drodze panuje niezwykła cisza czasami tylko przerywana dźwiękiem motocyklowego silnika, który słyszymy na długo przed spotkaniem z nami i jeszcze na długo po nim. W koronach drzew panuje taki spokój, że to motocyklowe buczenie jest jedynym objawem jakiejkolwiek obecności i z braku innych odgłosów staje się dla nas charakterystycznym elementem trasy.

Wkrótce znajdujemy się coraz bliżej najwyższej linii drzew. Świerki powoli zaczynają się przerzedzać, a niebo jest niemal na wyciągnięcie ręki. To około osiemdziesiąty kilometr Transalpiny, wysokość mniej więcej 1.665 m n.p.m, kiedy nagle koła rowerów zaczynają same się kręcić i w niespodziewanym pędzie toczyć w dół. Właśnie zjeżdżamy z przełęczy Tartarau (Pasul Tărtărău), o której do tej pory nie mieliśmy pojęcia. Tak, czy inaczej tracimy część podjechanej wysokości.

Po jakichś czterech kilometrach ciągłej jazdy w dół stwierdzamy, że pora zrobić przerwę na drugie śniadanie, ponieważ każdy kolejny metr zjazdu powoduje, że dalszy podjazd na przełęcz Urdele będzie bardziej stromy i spożytkuje więcej energii. Zatrzymujemy się na ostrym łuku przy strumieniu, z którego czerpiemy lodowatą wodę na owsiankę z żurawiną.

Dalej jeszcze przez 2 kilometry jedziemy w dół. Nitka wężowatego asfaltu ściąga nas aż do miejscowości Obârşia Lotrului na wysokość ok. 1.350 m n.p.m, a to oznacza, że na dystansie ostatnich sześciu kilometrów straciliśmy 315 metrów wysokości. I że znajdujemy się tylko trochę wyżej niż miejsce naszego startu dzisiejszego poranka.

Jesteśmy już na 86. kilometrze trasy, więc staje się oczywiste, że za chwilę Transalpina zacznie ostro zaplatać się po którymś zboczu, bo przecież do Urdele ciągle brakuje 800 metrów przewyższenia. Na razie jednak jedziemy prawie po płaskim, wzdłuż koryta pięknej, górskiej rzeki Lotru. I tak uciekają kolejne 4 kilometry, aż docieramy do najtrudniejszych, a zarazem najbardziej malowniczych odcinków drogi.

Bieg jezdni przecina koryto rzeki Lotru, a asfalt ponownie zaczyna stawiać opór. Po kilku łagodniejszych łukach wjeżdżamy na pierwszą serpentynę. Tutaj zdumiewa nas wyprofilowanie zakrętów, których stromizna sięga nawet 23%. Przeciwwagą są proste odcinki pomiędzy zakrętami charakteryzujące się mniejszym nachyleniem. Niemniej jednak pokonywanie każdego łuku wiąże się z wielkim uporem. Bowiem każde z tych kilkunastu, czy kilkudziesięciu najbardziej stromych metrów to niełatwy moment wpychania przedniego bagażu i podciągania tylnego przy jednoczesnym wpasowywaniu się przy tym w skręcający tor jazdy.

Radzimy sobie z tym zadaniem, chociaż nasze oczy w zdumieniu muszą wyglądać jak pięciozłotówki. Wypatrujemy też kresu tych zabójczych „agrafek”, mając nadzieję, że dalej będzie łagodniej. Tymczasem na końcowych zakrętach wyjeżdżamy ponad linię drzew. Te trudne 5 kilometrów oraz 300 metrów przewyższenia, które zyskaliśmy, daje nam nową perspektywę.

Z wysokości prawie 1.700 m n.p.m. widzimy wysokie partie Gór Parang. Grzbiety dwutysięczników są całkowicie odsłonięte, a gra słonecznego światła oraz cienia chmur wyostrza wszystkie kontury, podkreśla krawędzie, wklęsłości i wypukłości terenu.

Powyżej serpentyn Transalpina prowadzi pomiędzy zielonymi pastwiskami. Jeszcze gdzieniegdzie na stokach rosną iglaki, ale zdecydowanie w krajobrazie dominuje piętro halne. Niczym niezakłócony widok na wysokie Karpaty staje przed oczami, a pod kołami rozwija się asfalt prowadzący gdzieś wysoko, do pozornego spotkania nieba i ziemi.

Na długich, w miarę prostych odcinkach woła nas wielka przestrzeń. Niesamowicie jest jechać w ten zielony masyw, który pozwala oswajać się coraz bardziej i bardziej. Niesamowita jest wielka niewiadoma, o tym dokąd Transalpina nas prowadzi. Bez wątpienia – na przełęcz Urdele. Ale którędy? Gdzie skręci? Które zbocze obiegnie? To często pozostaje poza zasięgiem wzroku. I jesteśmy tylko my i wolna przestrzeń, i echo opon na asfalcie roznoszone między stokami.

No i jeszcze odrobina niepewności, potu oraz wykrzywień zmęczonych, sakwiarskich gęb, kiedy pedałujemy przy chwilowym nachyleniu 15%. Ale koła wprawione w ruch siłą zdesperowanych mięśni niosą nas dalej. Droga wywodzi na grzbiety, żeby zawijać się między nimi jak wąż. Spotykamy zmotoryzowanego Pana Wojtka z Córką, który opowiada o swojej eskapadzie po Szosie Transfogaraskiej na kolarzówce. A chwilę później wspinamy się na kolejny grzbiet, gdzie teren ulega wypłaszczeniu.

To przełęcz Muntinu – druga przełęcz pośrednia do najwyższego punktu Transalpiny na północnej drodze. Zatrzymujemy się tu na krótki posiłek z rozległym widokiem na okolicę. Po lewej stronie drogi stromy stok opada do soczyście zielonej doliny upiększonej jeziorem Iezerul Muntinului. Stąd do Pasul Urdele (2.145 m n.p.m.) brakuje 5 kilometrów i nawigacja szacuje jakieś 2.105 m n.p.m wysokości. To byłoby jednak banalnie proste, gdyby pozostało jedynie 40 metrów przewyższenia.

A że Transalpina z banalnością nie ma niczego wspólnego, oznacza to, że czeka nas kolejny zjazd. Zanim udaje nam się zebrać manatki i nieco odpocząć, nad górami kumulują się kłęby siwych chmur, a droga gdzieniegdzie zachodzi białą mgłą. Rozsądek każe wsiadać na rowery.

I tak z przełęczy Muntinu gnamy w dół. Wiatr we włosach, gęsia skórka na skórze. Z jednej strony jesteśmy wkurzeni, ale z drugiej wydaje się to niesamowite – kiedy już niemal osiągnęliśmy upragnioną wysokość, droga zbiega w dół. Właściwie to taka rowerowa poezja, którą rozumiemy jako umiejętność wyzwalania przeróżnych, często przeciwstawnych emocji, a które jak klamra spina jedno wrażenie – zachwyt.

Dlatego pędzimy w dół nieco żałując traconej wysokości, jednak równocześnie z rozkoszą poddając się sile grawitacji, ponieważ bardzo chcemy być w tej dolinie, do której właśnie zjeżdżamy. Otaczające stoki porośnięte są jedynie trawą, ale w miejscach, gdzie nie wdarły się jeszcze chmury owa trawa wystarcza, żeby zachwycić się karpacką zielenią.

Po trzech kilometrach tracimy około 150 m wysokości (czyli zjechaliśmy do poziomu ok. 1.955 m n.p.m.) i na dwóch ostatnich kilometrach musimy znów je odzyskać. Podczas podjazdu chmury jeszcze mocniej wdzierają się do doliny, a także poniżej Urdele i zaczynają zasłaniać drogę nad nami. Robi się chłodno, a ze skalistych zboczy słyszymy intensywne beczenie owiec. Małe, jasne kulki przemieszczają się po stromych stokach, a ich rozmowy niosą się głośnym echem w wilgotnym powietrzu.

W tej beczącej kanonadzie zbliżamy się do bardzo stromego zakrętu w prawo. Wjeżdżamy na łuk, a przed nami wyrasta bardzo stroma ściana. Kierowca auta jadącego z przodu przystaje, żeby od nowa uruchomić silnik. Pierwszy bieg.

Na naszych licznikach prędkościomierz waha się pomiędzy 4-5 km/h. Samochód znika w chmurach, w które po kilku metrach i my wjeżdżamy. Widzimy jedynie drogową barierkę odgradzającą nas z prawej strony od przepaści. Następnie giniemy we mgle skupieni na jednostajnych ruchach nóg. Mija dłuższa chwila zanim orientujemy się, że jezdnia przestaje stawiać opór, że pedały łagodnie obracają się pod stopami. Wjechaliśmy na Pasul Urdele!

Z przełęczy kompletnie nic nie widać – z trzech stron pole widzenia ograniczają chmury, a z lewej ściana szczytu Urdele (Vârful Urdele, 2.228 m n.p.m.), poniżej którego położona jest droga. Jedynie bardzo ostrożnie jadące auta i motory rozpraszają mleczną mgłę za pomocą reflektorów. Gdzieś spomiędzy zawiesiny udaje się rozpoznać podniesione kciuki i odwzajemnić motocyklowe przywitanie. Bardzo radosne przywitanie.

Ubieramy kamizelki odblaskowe, włączamy lampy rowerowe i zjeżdżamy nieco niżej. Ciąg serpentyn ciągnie w dół, nie ma mowy o szybkiej jeździe ze względu na słabą widoczność. Kiedy opuszczamy strome zbocze szczytu Urdele, zatrzymujemy się i sprowadzamy rowery na łąkę. Tam z prawdziwą satysfakcją kroimy kanapki, a w tle słuchamy warkotu ostrożnie jadących samochodów i motocykli.

Chmury ciągle wiszą nad górami, ale im niżej jesteśmy, tym poszerza się pole widzenia. W oddali niewyraźnie zaznaczają się piętrowe domy ze spadzistymi dachami wkomponowane w szaro-niebieskie zbocza. Wkrótce tam docieramy – to miejscowość Rânca (ok. 1.700 m n.p.m.) pełna turystycznych kwater, w której kręcą się nocujący tam motocykliści w skórzanych kurtkach.

Gdzieś za zabudowaniami pojawia się jeszcze jeden podjazd (niecały kilometr), który pokonujemy zawzięcie, ale nie obywa się bez nieprzyzwoitych wyzwisk rzuconych w eter 🙂 A potem znów suniemy w dół. Mijamy pastwiska, drzewa oraz kolejne, niekończące się zakręty. Niebo za ciemnoniebieskimi górami robi się coraz bardziej różowe, a kiedy docieramy do Novaci, nastaje wieczór.

Nie szukamy długo kwatery do spania. W drugim domu, przy którym się zatrzymujemy, starsza Pani bierze od nas pieniądze za pokój, zapoznajemy się z kotem, bierzemy prysznic, a kolarskie odparzenia grubo smarujemy kremem. I z niedowierzaniem kładziemy się spać, bo te chwile spędzone na Transalpinie to były doświadczenia naprawdę z najwyższego pułapu.

Informacje praktyczne

Lokalizacja i charakterystyka miejsca

Transalpina biegnie nieco na zachód od centrum Rumunii, przecinając łuk Karpat (na terenie Karpat Południowych) w kierunku północ-południe. Przebiega m.in. przez takie pasma jak Góry Sybińskie (Munții Cindrel), Góry Sureanu (Munții Șureanu), czy Góry Parang (Munţii Parâng), w których znajduje się najwyżej położona na drodze przełęczPasul Urdele na wysokości 2.145 m n.p.m.

Trasie towarzyszą także dwie górskie rzeki. Jedną z nich jest rzeka Sebeș, która rzeźbi ciasną dolinę po północnej stronie. W jej przebiegu utworzono kilka zapór kumulujących wodę, dlatego na dystansie przekraczającym 60 kilometrów mija się sztucznie uformowane jeziora: Lacul Obreja de Căpâlna, Lacul Tău-Bistra oraz Lacul Oașa. Drugą rzeką jest Lotru, która co prawda spotyka się z Transalpiną zaledwie na długości kilku kilometrów, ale jest bardzo malownicza.

Do pewnego pułapu w krajobrazie dominują lasy oraz zbiorniki i cieki wodne. Zaznaczają się w nim piętra roślinności charakterystyczne dla Karpat. Gęste lasy liściaste (regiel dolny) stopniowo zastępowane są przez drzewa iglaste (regiel górny), które pomiędzy 1.600 – 1.700 m n.p.m. przerzedzają się i ustępują miejsca trawom (piętro halne). Brak kosówki być może spowodowany jest intensywnym wypasem zwierząt. Tak, czy inaczej, około 1.700 m n.p.m. odkrywa się rzeźba terenu, a te najwyższe partie Transalpiny to przede wszystkim możliwość oglądania szerokich panoram okolicy. Na szczytach w oddali przebijają się szare skały (piętro turniowe).

Lokalizacja na mapie Rumunii

Rumuńskie Karpaty zamieszkiwane są m.in. przez liczną populację niedźwiedzi brunatnych, dlatego ewentualne miejsca na dziki nocleg lepiej wybierać powyżej linii lasu, w wyższych partiach gór. Obecnie Transalpina jest w całości wyasfaltowana, brakuje na niej procentowych oznaczeń nachylenia terenu. Charakterystyczne w jej przebiegu jest to, że tzw. „agrafkina serpentynach zostały ostro i stromo wyprofilowane, co może technicznie utrudniać jazdę.

Opcje podjazdu

Transalpinę można przejechać na 2 sposoby: (1) z północy na południe lub (2) z południa na północ. W obu przypadkach trasa wiedzie dokładnie tą samą drogą przez te same 3 przełęcze (Pasul Tărtărău: 1.665 m n.p.m; Pasul Muntinu: 2.105 m n.p.m; Pasul Urdele: 2.145 m n.p.m.) pomiędzy miejscowościami Sebeș oraz Novaci. Różnica polega na przewyższeniu oraz długości podjazdu.

Dla trasy (1) prowadzącej z Sebeș do Novaci długość podjazdów liczy około 93 kilometry, a przewyższenie aż 2.365 metrów. Dla trasy (2) z Novaci do Sebeș  długość podjazdów mierzy około 34 kilometry, a przewyższenie wynosi ok. 2.100 metrów.

My przemierzaliśmy ją wariantem (1) z północy na południe, gdzie droga do przełęczy Urdele jest dłuższa i bardziej wymagająca (większa suma przewyższeń ze względu na długie zjazdy redukujące uzyskaną wysokość, większość stromych serpentyn należy pokonać jako podjazd).

Kiedy jechać?

Transalpina przejezdna jest w ciepłych miesiącach, gdy stopi się śnieg. Wszystko zależy od aktualnych warunków pogodowych, niemniej jednak od siebie polecamy wybrać się tam przed lub po sezonie (czerwiec lub koniec sierpnia i wrzesień). Można wtedy cieszyć się widokami oraz spokojem. Trasa przekracza długość 130 kilometrów i można ją podzielić na odcinki przemierzając całość w ciągu dwóch, czy nawet trzech dni. My podzieliliśmy ją na 2 dni, nocując przy Jeziorze Oașa, po pokonaniu pierwszych 950 metrów przewyższenia, pomiędzy 60-70. kilometrem drogi.

Najwyższe partie drogi NIE SĄ otwarte przez całą dobę. Będąc na Transalpinie pod koniec czerwca, w Obârşia Lotrului mijaliśmy znak informujący o godzinach otwarcia i zamknięcia. Można było stamtąd udać się na Pasul Urdele pomiędzy 7.00 a 20.00 (o 20.00 droga była zamykana).

Co zabrać?

Ponad 130 kilometrów przeprawy przez góry wymaga pewnego zaopatrzenia: zapasów jedzenia, odzieży na różne scenariusze pogodowe, pojemników na wodę oraz sprzętu biwakowego (jeśli ktoś planuje spanie na dziko) lub zapasu gotówki (jeśli ktoś planuje spanie pod dachem).

Zakupy spożywcze ze względu na ceny oraz dostępność najlepiej zrobić z wyprzedzeniem jeszcze przed wjazdem na Transalpinę lub zaraz na samym początku trasy. My zaopatrywaliśmy się w Sebeș (północna strona), gdzie znajduje się ostatni supermarket. Jest tam także bankomat, jeżeli ktoś potrzebuje wybrać gotówkę na zakupy albo późniejsze noclegi. Pojedyncze sklepy znajdują się również na dalszej trasie w takich miejscowościach jak Sebeșel, Săsciori, czy Șugag (północna strona), ale możliwe, że ceny są wyższe. Z kolei po południowej stronie zaopatrzenia można dokonać w Novaci, gdzie znajduje się targ oraz sporo sklepów i sklepików z pieczywem, owocami, mięsem i wielobranżowych.

Wody nie trzeba kupować na zapas, ponieważ po drodze w partiach porośniętych lasem jest wiele źródeł pitnej wody (znaki z napisami „apă potabilă”), gdzie można uzupełnić zapotrzebowanie (krany lub rynny przy drodze, z których spływa górska, krystaliczna woda). Warunkiem koniecznym jest jedynie posiadanie pojemników, do których można tej wody nabrać (np. butelki po wodzie mineralnej). My mieliśmy przy sobie po dwie plastikowe butelki 1.5 l na osobę. Dopełnialiśmy je w taki sposób, żeby zawsze posiadać przy sobie 3 pełne pojemniki, a więc mieć zapas wody zarówno do picia na cały dzień dla każdego z nas i jeszcze trzymać pewną rezerwę na użytek gospodarczy lub do przygotowania posiłku (gotowania, zalania owsianki itp.).

Podczas podjazdu na przełęcz Urdele mogą przydać się takie elementy ochronne jak krem na słońce oraz okulary przeciwsłoneczne lub kamizelka odblaskowa oraz dodatkowe oświetlenie roweru w przypadku nadejścia chmur albo wytworzenia się mgły. Trzeba liczyć się także z faktem, że w wyższych partiach gór mogą następować dosyć gwałtowne zmiany temperatury powietrza i w związku z tym zabezpieczyć się np. kurtką lub softshellem na chłodniejsze chwile. My pod koniec czerwca w okolicach przełęczy Urdele użyliśmy kurtek chroniących przed zimną mżawką oraz chłodem

Ostatecznie ze względu na niedźwiedzie nie biwakowaliśmy na Transalpinie, ale jeśli ktoś podejmie się takiego rozwiązania, to oczywiście musi pamiętać o posiadaniu worków na śmieci oraz oddzielnego pojemnika, w którym podczas noclegu przechowa wszelkie produkty spożywcze z dala od namiotu.

Dojazd

W okolice Transalpiny można dotrzeć drogą lotniczą z kilku miast w Polsce (np. z Wrocławia, Warszawy, Poznania, Katowic) lotem pośrednim z przesiadką w Monachium (MUC). Takie połączenia realizuje np. Lufthansa na trasach z polskich miast do Monachium oraz następnie na trasie Monachium (MUC) – Sybin (SBZ). Można również dolecieć bezpośrednio do Bukaresztu (OTP) z Warszawy (WAW) za pośrednictwem PLL LOT, a następnie z Bukaresztu dostać się pociągiem np. do miejscowości Mediaș (północny-wschód od Sebeș) i głównie bocznymi drogami przejechać około 80-90 kilometrów do Sebeș lub dostać się tam kolejnym pociągiem.

Noclegi

W Rumunii legalne jest dzikie biwakowanie, należy jednak być świadomym występowania niedźwiedzi brunatnych  i lepiej nie planować noclegu w zalesionych partiach gór. Na Transalpinie znajduje się jeden kemping (w Obârşia Lotrului), na którym można rozbić namiot. Inną opcją są noclegi pod dachem.

Można skorzystać z tego rozwiązania niemal w każdej wiosce. Po północnej stronie wiele pensjonatów i hoteli znajduje się do wysokości tamy i jeziora Tău Bistra (około 800 m n.p.m; do 40. kilometra Transalpiny), dalej nad jeziorem Oașa (ok. 1.250 m n.p.m; do 68. kilometra trasy) oraz w Obârşia Lotrului (ok. 1.350 m n.p.m; około 86. kilometra Transalpiny).

Po południowej stronie drogi bogatą ofertę noclegów można znaleźć w miejscowości Rânca (około 1.600 m n.p.m; około 18 kilometrów od Novaci). Poza tym przed lub po pokonaniu Transalpiny można znaleźć nocleg w Alba Iulia, Sebeș i Novaci. Ceny kwater, z których korzystaliśmy (Blues Hostel w Alba Iulia, hotel Oașa i pokój w Novaci w prywatnym domu) nie były wygórowane i zbliżone do cen polskich kwater (2016 rok; w przeliczeniu kursu leja na złotówki wychodziło mniej więcej 40-45 zł za osobę za noc).

W Duecie po Świecie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s