Rumunia na rowerze. Co warto wiedzieć przed wyjazdem?

Rumunia na rowerze. Co warto wiedzieć przed wyjazdem?

W Rumunii warto…

→ …zamówić ciorbę (kwaśną zupę). → …kupić ser Caşcaval i Telemea. → …przejechać Transalpinę i Transfogaraskę (imponujące wysokogórskie drogi). → …witać się z ludźmi, żeby zarażać się uśmiechem. → …zwiedzać pięknie zdobione kościoły, cerkwie i monastery. → …obserwować swojskie życie na wsi, pełne wozów konnych, chochołów, krów i wielopokoleniowych rodzin.

Granice: żeby wjechać do Rumunii należy okazać ważny dowód osobisty albo paszport.

Rumunia należy do Unii Europejskiej, ale nie należy do strefy Schengen. Granice kraju są jednocześnie zewnętrznymi granicami UE, a granica węgiersko-rumuńska dodatkowo stanowi granicę strefy Schengen. Dlatego przy wjeździe i wyjeździe z kraju odbywają się kontrole graniczne. Do wylegitymowania Polaków, jako członków Unii Europejskiej, wystarcza dowód osobisty.

Podróżowaliśmy po Rumunii rowerami. Zaawansowane kontrole bagażu przytrafiają się raczej w przypadku wjazdu i wyjazdu samochodem.

Drogi: infrastruktura drogowa jest bardzo zróżnicowana pod względem jakości.

Główne drogi zazwyczaj mają dobrą nawierzchnię (drogi krajowe znakowane symbolem DN – drumul național oraz drogi okręgowe oznaczane DJ – drumul județean). Pomiędzy nimi znajdują się jeszcze sieci dróg lokalnych prowadzące, jak wszędzie, między małymi miejscowościami. Raczej nikogo nie zaskoczymy, kiedy napiszemy, że jakość jezdni najczęściej zależy od miejsca w hierarchii administracyjnej.

Podczas, gdy w przypadku krajówek i okręgówek nie trzeba martwić się o poziom infrastruktury, jadąc bocznymi drogami, można natknąć się na niespodzianki (np: gruntówkę oznaczoną na mapie jak zwykła lokalna droga asfaltowa lub na drogowy ser szwajcarski). Chociaż się zdarzają, to jednak nie można naszym zdaniem kierować się stereotypowymi wyobrażeniami. Osobiście przejechaliśmy w Rumunii około 900 kilometrów różnej kategorii dróg i brak asfaltu przytrafił nam się jedynie raz, a naprawdę rażące dziury utrudniające jazdę mijaliśmy kilka razy.

Drogi łączące mniejsze miejsowości mają taką przewagę nad drogami głównymi, że pozwalają obserwować życie na rumuńskiej prowincji. Łatwo natknąć się na wozy konne, chochoły, ogromne stogi siana przewożone wozami, serdecznych ludzi, gwarne życie i wielopokoleniowe rodziny.

Podróżując po Rumunii, niezależnie od środka transportu, należy uważać na zwierzęta. Najbardziej niespodziewane sytuacje można zastać w górach, gdzie pasterstwo stanowi bardzo ważny aspekt życia. Charakterystyczne są stada krów oraz koni wypasające się bez bezpośredniego nadzoru. Spacerujące lub galopujące ulicą zwierzęta nie dziwią mieszkańców, ale mogą być niekoniecznie przyjemnym zaskoczeniem dla kierowcy, znajdującego się w Rumunii po raz pierwszy. Dlatego zwłaszcza na zjazdach lepiej nie wbijać gazu do dechy, bo za którymś kolejnym zakrętem można spotkać stado koni, które raczej nigdy nie reaguje na klakson.

Tylko dwukrotnie spotkaliśmy drogi rowerowe i to na krótkich odcinkach w większych miastach (wjazd do Alba Iulia i miasto Sibiu). Póki co, turystyka rowerowa, kolarstwo, czy sakwiarstwo wśród Rumunów nie są popularne. Wystarczyło wejść do pierwszego Lidla, żeby zauważyć walający się po sklepie asortyment rowerowej odzieży (która jakoś w Polsce rozchodzi się w kilka godzin). Wystarczyło też wyjechać na krajówkę, żeby doświadczyć, że kierowcy na głównych drogach nie szanują rowerzystów i nie są w ogóle do nich przyzwyczajeni. Rowery, które spotykaliśmy w Rumunii były najczęściej składakami lub starymi góralami służącymi jako środek transportu pomiędzy domem a sklepem.

Często przy drogach znajdują się źródła pitnej wody (w różnych regionach, zarówno w górach, jak i w płaskim terenie). Wśród Rumunów popularne jest zatrzymywanie się przy nich i napełnianie butelek oraz plastikowych baniaków.

W Rumunii popularne są słupy kilometrowe

Jedno ze źródeł wody pitnej

Język: rumuński podobnie jak hiszpański, włoski, czy francuski należy do języków romańskich.

W języku rumuńskim znajduje się wiele słów pochodzenia łacińskiego, ale także słowiańskiego. Oznacza to, że istnieją słowa zbliżone brzmieniowo do tych, którymi posługujemy się również w Polsce. Jako że dodatkowo używamy tego samego łacińskiego alfabetu (obowiązującego w Rumunii od XIX wieku, wcześniej była to cyrylica), niektóre napisy na etykietach, reklamach, czy szyldach mogą być zrozumiałe. Należą do nich np: ulei = olej, drogherie = drogeria, poşta = poczta, muştar = musztarda, smântâna = śmietana, şuncă = szynka.

Jedna ze spotkanych Rumunek podzieliła się z nami swoim wspomnieniem i towarzyszącą mu refleksją na temat języka. Oana zdradziła, że jako dziecko często oglądała programy włoskich kanałów telewizyjnych i pomimo nieznajomości języka włoskiego, nie miała większych trudności w zrozumieniu dialogów. Z pewnością znajomość któregoś z pozostałych romańskich języków ułatwia rozumienie rumuńskiego. W niektórych miejscowościach na wschodzie kraju (np. w mieście Sibiu) część ludności potrafi posługiwać się także niemieckim albo węgierskim, co wiąże się z dawną przynależnością tych terenów do austro-węgierskiej monarchii Habsburgów. Język angielski nie jest zbyt popularny. Najczęściej jest bezużyteczny na prowincji, ale np. w dużych miastach wśród młodych ludzi jest w różnorodnym stopniu znany.

Rumuni to w większości serdeczni i otwarci ludzie. Wielokrotnie stawaliśmy w sytuacji bariery językowej – my nie potrafiliśmy powiedzieć więcej niż kilka podstawowych słów po rumuńsku, nasz rozmówca nie znał angielskiego ani polskiego. Jednak to nigdy nie stanowiło większej trudności, bo spora liczba spotkanych Rumunów mówiła i gestykulowała tak długo, dopóki nie zrozumieliśmy przekazu. Ponadto miała świadomość czegoś, co jest ponad komunikacją językową, czyli uśmiechu ponad wszystko.

Kilka historycznych faktów: w Rumunii można spotkać ślady dawnej rzymskiej ekspansji, czy powojennej komuny.

Dawne dzieje Rumunii wiążą się z Dakami, czyli starożytnym plemieniem zamieszkującym dzisiejsze terytorium kraju. Na początku n.e. toczyły się tam wojny pomiędzy Dakami, a Imperium Rzymskim pragnącym zająć nowe tereny. Początkowo efektem walk było przyjęcie przez Daków zwierzchnictwa rzymskiego, ale najwyraźniej dla cesarstwa było to niewystarczające, bo w końcu doprowadzili do podbicia Dacji i uznania jej za swoją prowincję. W czasach średniowiecznych, gdy Imperium Romanum traciło swoją siłę i pozycję, a w Europie pojawili się najeźdźcy, terytorium Rumunii poddawało się napływowi różnych plemion (m.in. Bułgarzy, Słowianie, ludy germańskie).

W późniejszych czasach wyodrębniła się Mołdawia i Wołoszczyzna, które wraz z sąsiednią Transylwanią (Siedmiogród) należącą wtedy do państwa węgierskiego, znalazły się pod zwierzchnictwem tureckim (w wyniku osmańskiej ekspansji w Europie). Przez pewien czas wszystkimi trzema krainami władał Michał Waleczny, ale nie zostały one zjednoczone. Dokonano tego po I wojnie światowej. Po II wojnie światowej Rumunia znalazła się w obrębie wschodniego bloku komunistycznego.

W latach 70-tych i 80-tych krajem rządził słynny dyktator Nicolae Ceaușescu zmierzający do jak największego uniezależnienia się od ZSSR. W ramach autorytarnych rządów był pomysłodawcą kultu własnej osoby i m.in. nazywał siebie Geniul din Carpați, czyli Geniusz Karpat. Przydomek prawdopodobnie wiązał się z faktem, że z jego polecenia zbudowano Szosę Transfogaraską wspinającą się na 2.042 m n.p.m, a więc przecinającą wysokie Karpaty. Powodem budowy tej drogi było umożliwienie wojskom przeprawienia się przez góry w razie ewentualnego (wtedy spodziewanego) ataku ZSSR na Rumunię. Budowa drogi kosztowała bardzo dużo, włączając w to 6 milionów kilogramów dynamitu i ofiary w ludziach.

W 1989 roku w Timişoarze i Bukareszcie wzniecano protesty przeciwko reżimowi Ceaușescu. W wyniku interwencji służb bezpieczeństwa zostały zabite setki nieuzbrojonych ludzi. Opozycja wykorzystała sytuację i dokonała zamachu stanu. W błyskawicznym procesie Nicolae oraz jego żona Elena zostali oskarżeni m.in. o zbrodnię ludobójstwa i skazani na natychmiastową śmierć przez rozstrzelanie.

Od 2007 roku Rumunia należy do Unii Europejskiej.

Waluta i zakupy: w Rumunii obowiązuje Lej Rumuński (RON).

1 Lej Rumuński to około 0,96 złotego, tak więc przelicznik między walutami to niemal 1:1. Ma to odbicie w cenach produktów oraz usług, które są bardzo podobne do cen w Polsce. Przykładowo ceny wynajmu kwater w pensjonatach lub hostelach wynoszą mniej więcej tyle, co w Polsce (40-45 złotych za noc za osobę w pokoju z łazienką lub z dostępem do łazienki i kuchni).

Sklepowy asortyment jest nieco odmienny od polskiego. W wioskach i mniejszych miastach trudno spotkać ciemne pieczywo lub bułki. Rumuni jedzą biały, pszenny chleb, który mocno zapycha. Charakterystyczne jest to, że bochny są zazwyczaj wielkie (np. 700-800 g), co nie służy szybkiemu zjadaniu, a przez to na drugi albo trzeci dzień stają się czerstwe. Rumuni z kolei nierzadko kupują chleby na worki, żeby nakarmić swoje wielopokoleniowe rodziny. Trudno spotkać tam również kasze oraz surówki, czy sałatki, za to łatwo dostępne są pasztety, zarówno mięsne, jak i warzywne, surowe owoce oraz warzywa, mięso i sery.

Sklepy znajdują się nawet w wioskach. Zazwyczaj są to sklepy wielobranżowe lub ogólnospożywcze (tzw. „magazin mixt”). W większych miastach zakupy można zrobić w supermarketach takich jak np. Lidl, Penny Market, Carrefour, Kaufland, czy Auchan.

W Rumunii warto spróbować choćby jednej z wielu odmian ciorby, czyli tradycyjnej kwaśnej zupy (na warzywach, na mięsie) oraz któregoś z rodzajów serów albo kiełbasy (sprzedawane zarówno w sklepach, jak i na straganach, np. na przełęczach na Transalpinie i na Transfogarasce albo bezpośrednio u bacy). Sery, które polecamy osobiście to Caşcaval (ser żółty, półtwardy) i Telemea (ser biały, twardy). W lecie rumuńskie targi pełne są przepysznych, soczystych i słodkich pomidorów i smacznych ogórków, do których można kupić gęstą, świeżą oraz aksamitną śmietanę i z tych rumuńskich produktów przyrządzić cudowną mizerię.

Spanie: Rumunia to jeden z nielicznych krajów w Europie, gdzie można legalnie biwakować na dziko.

W centrum Rumunii zawija się łuk Karpat, a na południowym wschodzie kraj ma dostęp do Morza Czarnego. Są to atrakcyjne turystycznie regiony kraju, gdzie znajdują się hotele, pensjonaty, kempingi o zróżnicowanym poziomie. Generalnie nie ma trudności w znajdowaniu miejsc do spania, bez względu na to, czy ktoś chce płacić za nocleg niskie, czy wyższe kwoty.

Rumunia jest krajem, w którym nie ma prawnego zakazu dzikiego biwakowania. Oznacza to, że można postawić namiot w dowolnym miejscu, nie niszcząc przy tym przyrody. Należy jednak pamiętać o paru istotnych kwestiach.

Pierwsza z nich dotyczy bezpieczeństwa. Rumunia jest domem dla znacznej populacji niedźwiedzi brunatnych, dlatego lepiej nie rozbijać namiotu w górach, a jeśli już: to albo w najwyższych partiach pozbawionych drzew, albo bezwzględnie wszelkie produkty spożywcze trzymać daleko od miejsca spania (i wcześniej koniecznie obejść okolicę w poszukiwaniu dzikich wysypisk śmieci lub śmietników. Niedźwiedzie zwabione zapachem lubią do nich przychodzić). Spotkanie niedźwiedzia w rumuńskich Karpatach jest losowe. Są ludzie, którzy chodzili po górach lub jeździli wysokogórskimi drogami, a nigdy nie spotkali żadnego ze zwierząt. My udając się po raz pierwszy w wysokie Karpaty, mieliśmy taką okazję.

Kolejna kwestia dotyczy wyboru odpowiedniego miejsca. Już choćby ze względu na powyższe uwagi o wielkich zwierzętach widać, że Rumunia nie jest idealnym miejscem do dzikiego biwakowania. W rolniczym terenie, poza górami nie ma zagrożenia ze strony niedźwiedzi, ale trudność może stanowić częsty brak dostępu do wody, czy częsty brak drzew (i brak cienia). Pomimo tego czasem udawało nam się znaleźć dobre miejsca pod namiot i korzystaliśmy z nich.

Zwiedzanie: Rumunia to piękna przyroda zielonych Karpat oraz interesująca architektura.

Centrum Rumunii to góry. Przepiękne, zielone Karpaty sięgające nawet 2.500 m n.p.m. (najwyższy szczyt to Moldoveanu 2.544 m n.p.m.).

W Górach Zachodniorumuńskich (Munţii Apuseni) warto wybrać się nad długie, wężowate jezioro w wiosce Beliș, które zostało sztucznie utworzone przez tamę. Może ktoś będzie miał szczęście natrafiając na niski poziom wody i zobaczy mury kościoła wystające nad lustro zbiornika. Historia mówi, że jest to zatopiona świątynia, która przed powodzią stała w centrum dawnej wsi. Jej mieszkańcy z racji posiadania kościoła wierzyli w nietykalność, ale wzrastający poziom wody zmusił ich do przesiedlenia na pobliskie wzgórza. Zdołano uratować gospodarstwa, zwierzęta, ludzi, szczątki zmarłych oraz wyposażenie kościoła, ale nie udało się rozebrać murów świątyni, w związku z czym została zalana wodą. Mieszkańcy wioski widzieli w tym bożą wolę i potrzebę „odejścia” kościoła wraz z duchem pierwotnej wsi.

W wysokich Karpatach znajdują się dwie legendarne wysokogórskie drogi. Najwyższa w Rumunii Transalpina (droga 67C) wbiega na 2.145 m n.p.m. Z jej najwyższych partii rozlegają się fantastyczne widoki na Góry Parâng. Druga, tzw. Szosa Transfogaraska (droga 7C, 2.042 m n.p.m.) to widowiskowe sepentyny i estakady w Górach Fogaraskich. Z południowej strony drogi znajdują się ruiny Zamku Poienari (Cetatea Poienari), którego początki sięgają XIII wieku. W przeszłości zamieszkiwany był przez zmitologizowanego przez literaturę i film Włada Palownika (Vlad Drăculea), pierwowzór postaci hrabiego Drakuli. Obie z szos mają po około 135 kilometrów długości i mijają liczne jeziora oraz tamy wkomponowane malowniczo w górski krajobraz.

Rumunia to również kraj interesującej, nierzadko pięknej architektury. Warto wspomnieć tu prawosławne cerkwie ze złoconymi ikonostasami, barwnymi malowidłami na ścianach i sufitach oraz o monasterach (prawosławne klasztory) i katolickich kościołach. Piękna cerkiew znajduje się w mieście Carei, tuż przy granicy z Węgrami. W Curtea de Argeș (południe Transfogaraski) znajduje się Cerkiew Zaśnięcia Matki Bożej. Legenda mówi, że jej budowa została ukończona pod warunkiem zamurowania w jednej ze ścian świątyni żony architekta. Gdy został uwięziony wewnątrz budynku, skonstruował skrzydła, na których chciał uciec. Jednak podobnie jak mitologiczny Ikar, spadł i zginął.

W wioskach Bălan oraz Racâş (okręg Salaj) można natknąć się na stare drewniane kościoły, a w miejscowości Horezu na piękny monastyr wpisany na listę UNESCO. W mieście Alba Iulia warto zatrzymać się ze względu na XVIII-wieczną twierdzę Alba Carolina, w obrębie której znajdują się m.in. prawosławna cerkiew, katolicki kościół, rzeźbione bramy, mosiężne rzeźby, muzeum, budynek uniwersytetu, czy biblioteka. XX-wieczna cerkiew była miejscem koronacji króla Ferdynanda symbolizującej zjednoczenie Rumunów po przyłączeniu Transylwanii (Siedmiogrodu) do kraju po I wojnie światowej.

W Duecie po  Świecie

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Rumunia na rowerze. Co warto wiedzieć przed wyjazdem?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s